Translate

Poznajmy się :)

piątek, 20 marca 2015

Mój kuferek cz3

SEX

fellow.
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.



c.d


 Czułem zainteresowanie z jego strony, był miły i widać, że starał mi się przypodobać.
Wszystko działo się spontanicznie, czułem się swobodnie w jego towarzystwie i chyba on też tak się czuł.

Podczas przeglądania zdjęć, oboje siedzieliśmy bardzo blisko prawie ramionami dotykając siebie, zrobiło mi się gorącą, nie ze względu na temperaturę ale z powodu mocnego bicia serca, spojrzałem na niego on na mnie, nagle ucichł, przestał mówić tylko odwzajemnił wzrok złapał dłonią moją twarz i pocałował.
Odwzajemniłem pocałunek, który był tak intensywny jak byśmy  byli spragnieni tego.
Zdjął mój T-shirt  i nie przestając mnie całować pieścił  rękoma moje ciało.
Wszystko toczyło się szybko, namiętnie, a my brnęliśmy coraz dalej.
Oboje  prawie nadzy na łóżku delektując się swymi ciałami.
Byłem jak zahipnotyzowany gdy  było już po wszystkim leżeliśmy już  w tuleni w siebie z  tego stanu wybudził nas nadchodzący zapach przypalającego się jedzenia.

   Jedliśmy w praktycznej ciszy.Ja czułem się skrepowany a Oki Doki, jemu chyba też było niezręcznie. Sytuacja w sypialni i przypalony obiad.

    Odprowadził mnie na dworzec kolejowy, zapytał tylko czy oddzwonię, odpowiedziałem, że tak i wsiadłem do pociągu nie oglądając się za siebie.
Czułem się dziwnie, przez myśli przechodziły mi obrazy z naszego "kosztowania ciał" czułem się źle, nie swój. Nigdy tak nie było, Może to wydawać się mogło śmieszne ale sex traktowałem zawsze poważnie, a teraz  poddałem się chwili.
W pierwszej chwili chciałem o tym dniu zapomnieć i oddalić  się od tego miejsca,a w duszy powiedziałem sobie , że nie zadzwonię, niech ta znajomość na tym dniu się zakończy.
Pomimo miłych chwil, spacerów brzegiem morza, ciepłych spojrzeń, sytuacja z drugiej części dnia wzięła górę.

   Wieczorem mimo wcześniejszych myśli zadzwoniłem do niego, i przyznam że było mi lepiej. Usłyszałem jego głos, który zadziałał  jak lekarstwo.
Dobre myśli powróciły, w końcu jeśli on szukał kontaktu i czekał na telefon ode mnie to nie powinienem się obwiniać za tą sytuację.
Mnie tez coś ciągnęło do niego.
Z jednej strony nie chciałem się w nic angażować,a przynajmniej tak sobie wcześniej obiecałem to jednak czułem się przy nim dobrze, jego obecność sprawiała, że uśmiech  powrócił na mej twarzy, a serce na nowo zabiło, czemu by więc bronić się przed tym?!.

   Chodź mój kontakt z Oki Doki rozwijał się w najlepsze, spotkanie za spotkaniem, wspólne imprezy, poznawanie jego znajomych, to od czasu do czasu nawiedzał mnie on-Adrian.

Dzwonił, pytał co u mnie, a ja na temat mojej nowej znajomości milczałem, nie pytając jak sprawy wyglądają u niego. Nie chciałem tego wiedzieć, było by to w w jakimś stopniu ciosem dla mnie  Pomimo mojej nowej znajomości w którą angażowałem się coraz bardziej, to jednak on potrafił jednym telefon rozwalić moją rzeczywistość, rozłożyć mnie emocjonalnie.
Mogłem nie odbierać jego telefonów, ale chciałem tego. Wiedziałem, że mnie to zniszczy ale z drugiej strony coś miałem z tego co powodowało, że się poddawałem.
Jego ciepły głos, wspomnienia chwile które wtedy należały do nas były z jednej strony powodem miłych myśli a z drugiej strony, żalem że to co było już nie wróci, oraz wyrzutami sumienia że chociaż angażuję się  już w coś innego, to jednak tego uczucia nie mogę zostawić  od tak. Nie tyle co nie chciałem co nie umiałem. Powracał jak zły sen, zabierając co najlepsze, zostawiając  mnie wypompowanego, bez sił, bez chęci.

    Zakochałem się w nowo poznanym chłopaku, on tez chyba to odwzajemniał. A uczucie do Adriana było niezmienne, wciąż tkwiło we mnie  wyryte jak by na stałe.
Ciężko tak, chcesz coś bo czujesz pewną wspólną "siłę" aczkolwiek zdajesz sobie sprawę z przegranej, a mimo to nie potrafisz na dłuższą metę bez tego funkcjonować.
Nowa znajomość była by jak dar, by móc rozpocząć coś nowego coś co nie będzie destrukcyjne,  i tak chłopak z  portalu randkowego Oki Doki, zmienił się na Pana Big-a, z którym szedłem przez życie dzień za dniem, rok za rokiem dochodząc prawie do wspólnych sześciu lat. 

.

piątek, 6 marca 2015

Mój kuferek cz2

Pierwsza wspólna noc

randka na fellow
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


c.d.


    Pośród wielu wiadomości była jedna ze zwykłym pytaniem "Witam Kolegę, jak mija Ci wieczór?"
  Wysoki szatyn z kilku dniowym zarostem delikatnym uśmiechem i błękitnym jak niebo spojrzeniem, postanowił do mnie napisać.
Czarujący a zarazem zwykły facet, który nie pchał się na siłę by wedrzeć się w czyjeś życie.
Spodobał mi się.
Od razu mu odpisałem. Lekkość z jaką pisaliśmy mogła by świadczyć że znamy się długi czas, a przecież dopiero co wymieniliśmy się kilkoma wiadomościami.
Krótki opis o sobie,  potem pytania i odpowiedzi, trochę o  swoich pasjach, i rozmowa toczyła się dalej, niby o niczym konkretnym ale było miło. Nim się zorientowaliśmy była godzina czwarta rano, zaczęło już pomału wschodzić słońce.
Pisaliśmy ze sobą pięć godzin. I chociaż jak wspomniałem niczego nie planowałem to jednak chłopak o nicku OkiDoki wzbudził moje zainteresowanie.

   Po wspólnej nocy pisania położyłem się spać. Z jednej strony powieki same  mi się zamykały ze zmęczenia a z drugie strony myśli  w głowie nie dawały mi spokoju.
Gdzieś w głębi uczucie do Adriana, myśli, że może jednak powinniśmy spróbować zrobić coś jeszcze, a z drugiej strony pomyślałem sobie, że chyba nadszedł czas na zmiany.

   Sobotni  wieczór, choć krótszy niż poprzedni należał do nas.
Przyjemny czas, mogłem oderwać się od tego co działo się w rzeczywistości i pod wpływem emocji , chociaż zakończyliśmy już konwersację a on był już offline napisałem wiadomość  z pytaniem o spotkanie.
-Może spotkamy się na piwo?, skoro tak miło nam się rozmawia, masz wolny wieczór w poniedziałek ?-zapytałem i wylogowałem się z konta..
Pomimo lekkiego wahania się, i zadręczania się myślami o poprzedniej nie udanej znajomości postanowiłem dać sobie szansę, nie tyle co na szukanie drugiej połówki co na zwykłe spędzanie czasu z kimś-nie samemu.

    Następnego dnia z samego rano opisałem naszą rozmowę Robertowi.
Robert- spotkasz się  z nim, mówiłeś, że nie jesteś gotowy na spotkania? a co z Adrianem  w takim razie ?
Ja-co z Adrianem ? nic  z nim. Spotkamy się na piwo, nic więcej, tak samo jak nic więc z Adrianem.

   Tak jak już z Adrianem się nie spotkałem, kontakt przez telefon był częsty jak zawsze.
Dzwonił i pytał "co tam malutki?" a jego głos sprawiał, ze miękło mi serce.
Nie przerwany kontakt z Adrianem  był przeciwieństwem do kontaktu z OkiDoki, który w niedziele wieczorem  dzień po mojej propozycji spotkania zostawił wiadomość "Oskar przepraszam nie mogę się jutro z Tobą zobaczyć, odezwę się w tygodniu."po tym jak ja mu rano napisałem, że miło spędziłem  z nim czas i mam nadzieję, ze jak jak się spotkamy będzie tak samo sympatycznie, on napisał tylko "odezwę się w tygodniu".

    Dziwnie się poczułem ale w sumie to tylko znajomość internetowa i w zasadzie dwu dniowa,  i tak kolejnych dniach  OkiDoki jak by o mnie zapomniał.
Można by rzec nic nowego, przecież to tylko znajomość internetowa.

   Z Robertem każdy po swojej stronie komputera śledziliśmy dalej akcje na Fellow.pl do czasu gdy ponownie pojawił się On!, i jak gdyby niby nic zaproponował spotkanie  w weekend, tłumacząc , że będzie miał więcej czasu na spotkanie i mogli byśmy sobie gdzieś razem pojechać, by bez czynnie nie siedzieć w barze.
Pomysł mi się spodobał. Weekend miałem wolny więc zaplanowałem sobotę na wyjazd z OkiDoki do Sopotu.
Może i dziwne miejsce jak na spotkanie, nie randkę, aczkolwiek chcieliśmy połączyć  zwiedzanie miasta z głębszym poznawaniem siebie.

   W dzień wyjazdu lekko się stresowałem, nie oczekiwałem niczego specjalnego, na pewno nie miłości, zauroczenia,  a mimo to przed wyjściem starałem się dobrze przygotować, dobrze wyglądać. Klika spojrzeń w lustro  i w drogę.

    Wysiadłem z pociągu, lekko zdenerwowany rozglądam się dookoła gdyż miał na mnie czekać na dworcu.
Jest! siedzi na ławce podparty łokciami o kolana, w szarej sportowej koszuli w kratę z podwiniętymi rękawami  i do tego  czarny sweterek zarzucony na ramiona oraz wzrok  ukryty za okularami przeciwsłonecznymi.
Gdy szedłem w jego kierunku zauważył mnie, okulary zarzucił an głowę, wstał i podając rękę przywitał się, jednocześnie lekko spłoszonym wzrokiem przyglądając mi się.

  Na zdjęciach wydawał się niższy i szczuplejszy, aczkolwiek rzeczywistość działała na korzyść.Walory fizyczne współgrały ze zmysłami węchu. Zapach jego perfum nie był rażący a raczej tworzył przyjemną otoczkę świeżych zapachów owoców cytrusowych z nutką mięty czy  przypraw.
Ruszyliśmy w drogę, umilając sobie czas słuchaniem muzyki i rozmową, która od początku tak jak przez Fellow to i w rzeczywistości się kleiła.

   Spacer brzegiem morza w promieniach czerwcowego słońca, zbieranie muszelek z ziemi, obraz niczym z romantycznego filmu, ale i też czułem się podobnie.
Aura dookoła  i przystojny Pan obok mego boku. Zdecydowanie poprawiły mi nastrój, co też pozwoliło mi chociaż na chwilę zapomnieć o poprzednim przypadku, którego chociaż w moim życiu już nie było, to jednak pozostawił trwały ślad a od czasu do czasu odzywał się burząc mój spokój.

    Dzień miał zakończyć się obiadem w jego domu.
Gdy w kuchni z piekarniku wydobywał się zapach zapiekanego sera z lazanii my tymczasem siedzieliśmy w pokoju przeglądając zdjęcia z telefonu jakie w ciągu dnia zrobiliśmy.

    Czułem zainteresowanie z jego strony, był miły i widać, że starał mi się przypodobać.
Wszystko działo się spontanicznie, czułem się swobodnie w jego towarzystwie i chyba on też tak się czuł.
Podczas przeglądania zdjęć, oboje siedzieliśmy bardzo blisko prawie ramionami dotykając siebie, zrobiło mi się gorącą, nie ze względu na temperaturę ale z powodu mocnego bicia serca, spojrzałem na niego on na mnie, nagle ucichł, przestał mówić tylko odwzajemnił wzrok złapał dłonią moją twarz i pocałował.

                                                                                   c.d.n

piątek, 27 lutego 2015

Mój kuferek cz1

Nic z nas już nie będzie

nic z nas nie będzie
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.

                                   
To koniec!
      Żegnam się z unoszącym się  wszędzie zapachem czekolady,brzoskwiń oraz  z wyboistymi ulicami Lansquenet.
    Odłożyłem  książkę na biały regał w salonie, obok innych z podzielonymi stronami  przez wystające żółte  karteczki , poprzez które to zaznaczyłem fragment do których warto wrócić.
Na owym regale  na dolnej półce znajduję się mój drewniany kuferek w kolorze ciemnego brązu z metalowym uchwytem  zrobiony chyba z dziesięć lat temu przez mojego tatę.
Trzymam w nim moje zeszyty z zapiskami z mojego życia.

Rok 2009 -rok pełen zmian dla mnie. Zabawnie jest wziąć taki zeszyt do ręki i dzień po dniu odtworzyć sobie przeszłość, nie tylko w opisanych wydarzeniach ale i odczuciach.

Cofnijmy się do tego czasu... rok 2009

   Na początku roku poprzez jeden z portali społecznościowych poznałem mojego obecnego przyjaciela Roberta. Od czasu gdy zaczepił mnie na portalu pisaliśmy ze sobą codziennie.
Nigdy w kontekście "my coś razem" tylko zawsze w serdecznym przyjacielskiej atmosferze.

Jak się okazało Robert przyjeżdżał na wakacje do mojej  miejscowości, bo miał tam rodzinę, więc mogliśmy się poznać a przyjaciółmi jesteśmy do dziś.
Zbieg okoliczności sprawił, że dziś mieszkamy w tym samym mieście.

   Na początku czerwca namówiony przez Roberta założyłem profil na FELLOW. Pierwotnie tylko po to bym mógł zobaczyć  z kim on pisze.Robert w tym czasie uświadomił sobie kim jest i chciał poznać bratnią duszę, natomiast ja, mogło by się wydawać wiedziałem kim jestem i czego chcę i w owym czasie nie byłem zainteresowany poznawaniem nikogo gdyż kończyłem to,  co w zasadzie nie zaczęło się jeszcze budować z Adrianem.
Adrian hmm.... zauroczył mnie swoją osobowością.Skromny żartobliwy i ciepły.
Spotkaliśmy się zaledwie dwa razy. Odległość między miejscem zamieszkania nam przeszkadzała i to było chyba głównym powodem dla którego coś nie wyszło.

    Kontaktowaliśmy się codziennie.  Wieczorne długie rozmowy przez telefon, sms-y, czułem do niego coś więcej, coś co do tamtej pory  się we mnie jeszcze nie obudziło. 
Może nie miłość, ale uczucie, które pchało mnie do niego nie tak jak w przypadku innych osób, chęć tylko poznania, czy  spędzenia miło czasu.

     Niezwykle zauroczył mnie swoją osobą. Z jednej strony chcieliśmy coś między sobą rozwijać, a  z drugie strony tak jak byśmy zdawali sobie sprawę z góry przegranej sytuacji. Odległość i brak czasu stały nam na drodze.
W końcu chyba oboje świadomi tego że nic z nas nie będzie szukaliśmy swoich dróg,a kontakt z dnia na dzień słabł, co nie oznaczało, że emocje miedzy nami gasły.

    Po założeniu profilu na fellow, gdzie Robert podsyłał mi linki chłopaków z którymi nawiązywał znajomości po jakimś czasie  ponownie spodobało mi się poznawanie ludzi online.
Wypełniłem rubryki, wstawiłem zdjęcie i nawiązywałem  pierwsze kontakty.
Nie planowałem niczego, żadnych spotkań ewentualnie zamienić kilka słów  z nieznajomymi.
Tak zwyczajnie wypełnić pustkę po ograniczonym już kontakcie z Adrianem.
Pośród wielu wiadomości była jedna ze zwykłym pytaniem "Witam Kolegę, jak mija Ci wieczór ?"
Wysoki szatyn z kilku dniowym zarostem delikatnym uśmiechem i błękitnym jak niebo spojrzeniem, postanowił do mnie napisać.
Czarujący a zarazem zwykły facet, który nie pchał się na siłę by wedrzeć się w czyjeś życie.
Spodobał mi się ...
                                                                      cdn.


wtorek, 17 lutego 2015

Cosmopolitan

Będę tęsknił

drink
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


16-luty-poniedziałek

   Po prawie trzech tygodniach mam niecałe trzy godziny tylko dla siebie. Jestem przez tę chwilę sam w domu. Mogę robić to co chcę bez słuchania marudzenia i sugestii czy pomysłów na inny sposób spędzania wolnego  czasu.

     Po urlopie nadszedł czas dnia "zwykłego". Big jest na spotkaniu ze znajomymi, ja zostałem sam.
Wieczorem niestety muszę iść do pracy, więc tak do końca nie mogę się zrelaksować.
Może zabrzmi to głupio ale cieszę się że urlop mam już za sobą. Był to piękny czas spędzony z moją rodziną oraz druga część na wyjeździe do Pragi z Bigem, brakowało mi jednak czasu tylko dla siebie.
Takiego czasu jak ten teraz. Zwykłego poranka z herbatą, słuchania muzyki, czy czytaniu blogów..

17-luty-wtorek

   W ostatnich trzech tygodniach miałem urlop. Jedną część spędziłem w domu rodzinnym. Tęskniłem za moja rodziną, tym bardziej z łezką w oku wspominam wspólnie spędzony czas. Drugą część spędziliśmy razem z Bigem na zwiedzaniu Pragi.
Już na wjeździe do centrum zachwyca swoim urokiem i zabytkową architekturą.

     Wieczorem postanowiliśmy poznać miasto od strony clubów i barów. Dlatego tez trafiliśmy do Pubu w stylu amerykańskim lat 50-60. Kelnerki ubrane w krótkie jasno różowe spódniczki chodziły z tackami między stolikami roznosząc zamówienia. Big zamówił standardowo piwo a ja chciałem posmakować drink COSMOPOLITAN- tak Cosmopolitan.
     Uśmiałem się gdy kelnerka z jeszcze większym uśmiechem niż mój postawiła drink na stoliku.
Finezyjny kształt kieliszka niczym miał się do stojącego obok kufla z piwem.
Później w karcie odczytałem że Cosmopolitan to ulubiony drink bohaterek mojego ulubionego serialu "Sex w wielkim mieście" No cóż lubię ten serial. 

     Powrocie do domu następnego dnia wybrałem się na zakupy by zaopatrzyć się w kieliszek do drinków.
     I w taki oto sposób sobotni wieczór spędziłem delektując się smakiem własnej roboty Cosmopolitan.
Nie był tak dobry jak ten zamówiony ale jak się nie ma tego co się lubi ...  :) 

     Kończę czytać "Brzoskwinie dla księdza proboszcza". Troszkę mi smutno.
Spacery ulicami Lansquente, zapach czekolady i odrobina magii wprowadzały mnie w dobry nastrój.
Będę tęsknił. Sam nie wiem czy za Vianne, która tak jak ja czasami przez zamknięte oczy wpatruje się w życie,  czy raczej za konserwatywnym i z pozoru chłodnym proboszczem Reynaud.
Jedno wiem na pewno!Nnapił bym się teraz prawdziwej gorącej czekolady.



niedziela, 25 stycznia 2015

Nie tym razem!

Przy kawie i książce spędzam swój wolny czas

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


18-styczeń-niedziela

     W tym roku obiecałem sobie wiele rzeczy do zrobienia.
Nie nazwałbym tego "postanowieniami noworocznymi", daleki jestem od tego typu sformułowań.
Bardziej byłbym ku celom, które mają wyznaczony okres trwania realizacji czy zakończenia.
I takich punktów trochę mam.
   Od rozmowy z moim sympatycznym przyjacielem internetowym Karolem (wspominam o nim pierwszy raz), która zainspirowała mnie do wielu pomysłów można było by rzec praktycznie nic się nie zmieniło, co w teorii jest wręcz przeciwnie.
     Obiecałem sobie napisać/zacząć książkę - powieść. Wielokrotnie zastanawiałem się czy ma to być autentyczna historia, czy może jednak troszkę dać wodzy wyobraźni dla lepszego odbioru.
    Przez te kilka dni od rozmowy w mojej głowie kłębiły się pomysły, nawet już gotowe teksty, aczkolwiek nie miałem możliwości ich spisania i w zasadzie tak samo jak szybko przyszły z taką samą prędkością się ulotniły.
Nieważne!  Były pomysły, to będą i następne.
To tyle o książce, szczegóły zachowam dla siebie, ale jestem podekscytowany.

    Stawiam na swoje pasje, które pomimo tego że los mi nie sprzyja, to je realizuje. Co mam na myśli pisząc " los mi nie sprzyja"? Wygląda to następująco. Podsyła mi pod nos część o co walczę, część tego o co pracowałem gdy wydawać by się mogło, że efekt jest w zasięgu ręki, nagle sprawy się komplikują. Tak jak miałbym być zadowolony jedzeniem lizaka przez papierek.
Ale nie! Nie tym razem! Normalnie bym się poddał po kilku próbach, ale dziś jestem inny, i będę szedł tą wyboistą drogą przez krzewy bo to mój szlak!

22-styczeń-czwartek

      Każdą wolną chwilę w ciągu dnia wykorzystuję na czytanie powieści Joanne Harris.

Podczas gdy Big przygotowywał dla nas obiad ja "spacerowałem" ulicami Lansquenet, małej Francuskiej mieścinie.
Dotarłem do pewnego fragmentu.
"Nigdy nie prowokuj życia do gry (...) Bo życie gra nieczysto, odmienia role, wyciąga ci karty z ręki, a czasem wymazuje  z nich wszystkie obrazki..."
Podumałem chwilę nad słowami i czytałem dalej.
    Kiedyś takie zdarzenia, jak to opisane przed chwilą, łączyłem z jakimiś wydarzeniami z mojego życia. Wydawało mi się, że los tak działa, że podrzuca nam znaki.

     Od razu przypomniało mi się, że pewnego dnia zupełnie bezinteresownie  postanowiłem zalogować się na mojego  tajemniczego  maila. Adres e-mail służył mi do kontaktu z ludźmi z czatów itp. Od roku tam nie zaglądałem, gdyż postanowiłem nie zawracać sobie głowy takimi głupotami.
I tak trwałem w postanowieniu do pewnego dnia gdy zwyczajnie, nie pamiętam z jakiej przyczyny wpisałem logi, hasło i kliknąłem enter.
    Pośród reklam, promocji, wszelkiego rodzaju wiadomości utwierdzających mnie, że jestem tym z miliona  osób, który miałby coś wygrać, była wiadomość w temacie wpisanym "mmrrrrrr..."
Czytając wiadomość nie domyślałem się kto jest adresatem, do momentu gdy natrafiłem na podpis JERY.
Jery, to przystojny brunet z kilkudniowym zarostem na twarzy, niezwykle czarującym uśmiechem i zgrabnym tyłkiem, a przynajmniej takiego go pamiętam.
Tak,  pisaliśmy chyba z rok temu, od tamtej pory żaden z nas się nie odezwał. Nie było potrzeby, to tylko znajomość z czatu, a tu jednak coś go ruszyło by napisać :).

    Wracając do czwartkowego popołudnia, wspólnego obiadu z Bigem (co jest rzadkością ze względu na pracę) oraz spraw codziennych takich jak praca.
    Stojąc na przystanku metra chcąc dojechać do pracy opatulony czapką i ciepłym szalikiem stałem i czytałem powieść. Nadjeżdża pociąg, ustawiłem się zaraz przy drzwiach, i w tym momencie  przez ciemną szybę dostrzegłem chłopaka podobnego do  Wiktora,  a może to był on?
Wiktor - to chłopak z którym miałem w pewnym momencie  zbyt dużo wspólnego.
Zanim odrzwi się otworzyły ja zdążyłem obrócić się na pięcie i przecisnąć się przez stający za mną tłum ludzi i wsiąść do innego wagonu.
Usiadłem, otworzyłem książkę na ostatniej stronie, gdzie skończyłem czytać i patrzyłem przed siebie, próbując uspokoić z nerwów bijące serce.
Myśli krążyły jak szalone, a jeśli to on? To co tu robi?
Od czasu do czasu zerkałem w jego stronę do końca w sumie nie byłem pewien czy to faktycznie Wiktor, w końcu po skończonym kursie miał wrócić do rodzinnego miasta.
Uspokoiłem się gdy zorientowałem się, że to zwyczajnie ktoś łudząco podobny.

25-styczeń-niedziela

      Dziś wszystko wróciło już do normy, problemy i sprawy dnia codziennego przegoniły "demony" z przeszłości.
Big jest w pracy, ja w domowym zaciszu  przy kawie i książce spędzam swój wolny czas.



sobota, 17 stycznia 2015

Męska prostytucja

Wszystko na sprzedaż ?

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



Ja- Muszę już kończyć, zbieram się do pracy.
Kolega- Swoją droga ciekawe cóż to za praca, że masz tylko nocne zmiany?! Nie wnikam. Do jutra!
Ja- Ha ha.
Kolega- Wcale nie wnikam, ale wiesz w nocy można pracować np. jako... piekarz!?
Ja- Sorry, ale żadna praca nie hańbi !
Kolega- Nie chcesz chyba bym pomyślał, że... ?
Ja- Wiesz... w kraju w którym dopiero co skończyło się kurs językowy trzeba sobie jakoś radzić (...).
Kolega- Serio? Nic nie mówię, mój kolega tak pracował, w tym samym mieście co Ty mieszkasz.

     Od słowa do słowa w formie pisemnej na Facebooku kolega wywnioskował, że pracuje jako facet do towarzystwa. Oczywiście na końcu wyjaśniłem mu o jakiej pracy mówię.
Nie, nie pracuję jako męska prostytutka.

     Jakiś czas temu gdy jeszcze byłem w Polsce i pracowałem z koleżanką w galerii handlowej umijaliśmy sobie czas rozmową o prostytucji.

     Zasugerowała mi, że w takiej roli (męska prostytutka) według niej bym się sprawdził. Podając za przykład to, jak niektórzy panowie spoglądają na mnie a nie na nią, albo przypominając sytuację z jednym klientem, któremu sprzedałem bokserki. Od zakupu bielizny facet przychodził raz, czy dwa w miesiącu. Nigdy już niczego nie kupił. Przychodził popatrzeć, uśmiechał się, próbował zagadywać.

      Postanowiliśmy wtedy z koleżanką, że założymy sobie dla żartu profil z takim ogłoszeniem towarzyskim. Wstawimy jakieś zdjęcie i sprawdzimy efekty.
     Już tego samego wieczoru po wstawieniu anonsu było kilka wiadomości. Wstawiłem swoje zdjęcie, bez koszulki, tylko w spodniach. Opisałem swój wzrost, wagę i dodałem, że szukam sponsora.

     Po przeczytaniu tych wiadomości było mi dziwnie. Nie zamierzałem skorzystać z tych możliwości a raczej był to zwykły wygłup to pomimo tego poczułem się jak paczka chipsów na półce w sklepie. Klient zastanawia się wziąć? Nie wziąć? A może jakaś promocja ?

     Jeden z kolesi proponował stały układ: 250 euro za dobę w hotelu. Potem gdy nie odpisywałem podwyższył stawkę z dopiskiem "za mało ?"
    Wieczorem siedziałem przed komputerem i pamiętam że przez chwilę wpatrywałem się w ten portal i wiadomości ludzi chcących kupić nie tyle co czyjś czas, a ciało.

     Pamiętam, że kilka lat temu trafiłem na Blog (już nie pamiętam nazwy) ale pisał go Alex mieszkał gdzieś na mazurach. Chłopak w moim wieku, niezwykle inteligentny i w bardzo interesujący sposób opisywał swoją codzienność. Jak spotkał się z "chłopakiem dla towarzystwa" nie w celu doznań seksualnych, tylko w celu poznania osoby.

    Współczuje tym którzy musza tak pracować. Nie mam nic do tego kto i jak sobie w życiu radzi. Każdy ma swój sposób na życie. Nie oceniam tego. Ale czy taka praca nie jest podejściem przedmiotowym do osoby ?.

   W swojej notatce Alex  przedstawił go nie jako chłopaka z ogłoszenia tylko tym kim był w środku,. Tym kim ten chłopak był dla samego siebie.

      Zwykły nastolatek wynajmujący mieszkanie. Gdzie w jednym z pokoi była kotara a za nią łóżko, które służyło w wiadomym celu. W mieszkaniu panował chaos jak u przeciętnego nastolatka plus cały regał książek, które umilały mu wolny czas od pracy.
Przecież każdy ma prawo dokonywać własnych wyborów i iść własnymi ścieżkami.





sobota, 3 stycznia 2015

Ja przeciwko sobie

Odkryć w sobie małego chłopca

mały chlopiec
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


Grudzień(2014):

Kilka minut po 20-tej. Siedzę w domu przy biurku pije gorącą herbatę i podjadam cisto z makiem-moje ulubione.

Ostatniej nocy miałem dziwny sen.
     Jest letnie popołudnie, a przynajmniej było ciepło i świeciło słońce. Idę ulicą jak zawsze spiesznym krokiem, wymijając ludzi.
Dochodzę do świateł, i cierpliwe czekam, aż zapali się zielone światło. Obok mnie stoi grupka ludzi mniej więcej w moim wieku. Sprawiają wrażenie jakby się ze mnie naśmiewali. Jeden drugiemu szepce coś do ucha i spoglądają na mnie.
W końcu zapaliło się zielone, a ja próbuje ominąć tych ludzi, którzy blokują mi przejście, aż w końcu podniesionym głosem mówię "przepraszam" oczekując, że mnie puszczą naprzód.
W tym czasie podchodzi do mnie chłopak. Przystojny chyba był, wiem, że blondyn.
Zaczął mnie wypytywać dokąd tak szybko idę, czemu tak się spieszę.Wspomniał, że obserwuje mnie od kilku dni i widzi z jakim nerwowym i mało sympatycznym wyrazem twarzy spotyka mnie każdego dnia.
Usiedliśmy gdzieś na poboczu. Patrzył mi w oczy i nie przestawał mówić.
Odczuwałem dziwne wrażenie jakby ten koleś był kimś ważnym.
Powiedział do mnie "spójrz na swoją twarz, na swoją cerę pod oczami, nie wyglądasz na chłopaka który ma 23 lata, tylko starzej"
Na co mu odpowiedziałem, że mam prawie 30 lat.
Wtedy on powiedziął abym pomyślał o sobie, pozbył się bólu i tych złych myśli.

     Dawno nie miałem takiego realistycznego snu. Od zawsze przywiązuję uwagę do tego co mi się śni.
Sen to sen, wróćmy do rzeczywistości.



Styczeń(03.01.2015)

     "Sen to sen wróćmy do rzeczywistości" nie pamiętam co miałem na myśli pisząc to zdanie. Minęło kilka dni od jego napisania.
Od pewnego czasu kolejny zatapiam się w powieść P. Coelho "Weronika postanawia umrzeć".
Weronika chce umrzeć, a okazuje się, że znajduje sens życia. Ja zawsze chciałem zacząć żyć, a okazywało się, że wegetowałem. Może warto też zacząć chcieć umrzeć, by w nadziei oczekiwać narodzenia?!

    W ostatnich dniach zapomniałem o sobie. Praca, dom, Big, a ja siebie wrzuciłem gdzieś w kąt.
Dostałem od losu pewną szansę. Coś, na co sobie sam zapracowałem przez ostatni rok.
Chciał bym móc umieć nie zmarnować tej szansy.
Pomijając rozwój zawodowy, chcę sięgnąć po marzenia.

    Chcę się zmienić a raczej być tym kim byłem kiedyś. Młodym chłopcem z marzeniami i bez spoglądania na innych szedłem przed siebie. Często ze spuszczoną głową, bo ludzie mówili, bo wytykali, ale szedłem do celu.
Dziś też chcę tak iść. Chcę być tym Oskarem który był dziwakiem w swoim świecie. Nikt nie musi mnie rozumieć, nie muszą mnie wszyscy kochać.
Już nie chcę być przez wszystkich lubiany, chcę mieć swój świat.
Chcę nie pozwolić sobie na stłumienie małego chłopca marzyciela.

    Nie będę rozmyślał i podsumowywał poprzedniego roku. Widocznie droga którą przebyłem, która doprowadziła mnie do miejsca w którym jestem była konieczna, by też w jakiś sposób dojrzeć.
Chociaż czy człowiek zdąży dojrzeć do sytuacji w której jest ?.
Jestem w salonie, pije waniliowe cappuccino i podjadam kruche ciastko z cukrem, w dźwiękach "ANIMY". (ANIMA-płyta J.Steczkowskiej)
Nie jest mi smutno, tylko czas zrobić coś ze swoim życiem. Czas nie jest dla nas łaskawy.

"CHWILA, KTÓRA TRWA - TO NASZ WSZECHŚWIAT JEST.
A MY ZAGUBIENI, SZUKAMY SIEBIE W NIEJ.
CHOĆ MOCNI TAK JAK PYŁU GARŚĆ SZUKAMY ABSOLUTU.
I TWARZĄ W TWARZ TOCZYMY BÓJ Z CZASEM, KTÓRY WYNIK ZNA."
(To co jest Ci dane-J.Steczkowska)

"Widziałam kiedyś kobietę w czerwonej sukni z dużym dekoltem, jak paradowała ulicami Lublany przy pięciostopniowym mrozie. Patrzyła przed siebie szklanymi oczami. Wzięłam ją za pijaną i chciałam jej jakoś pomóc, ale odtrąciła mnie, gdy chciałam jej dać moją kurtkę. – Być może w jej świecie było właśnie lato, a jej serce rozpalała tęsknota za kimś, kto na nią czekał. Nawet jeśli ten ktoś istniał tylko w jej chorej wyobraźni, to przecież miała prawo żyć i umrzeć tak jak jej się podobało, nie sądzisz?"*

"Bądźcie szaleni, ale zachowujcie się jak normalni ludzie. Podejmijcie ryzyko bycia odmiennym, ale nauczcie się to robić, nie zwracając na siebie uwagi."**
* **(Weronika postanawia umrzeć-P.Coelho)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...