Translate

Poznajmy się :)

niedziela, 6 kwietnia 2014

Parada Równości - mój punkt widzenia!

 Sami strzelamy sobie w kolano, jak nie w głowę!



gej przeciwko paradzie  równości
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


     Leniwy niedzielny poranek.Ostatnimi siłami wydostałem się z łóżka. Trzeba się ogarnąć i wykorzystać dzień. Piękna słoneczna pogoda.

     Już od kilku dni próbuję zabrać się za ten temat. Jednego dnia myślę sobie - chcę to napisać,  innego dnia - chyba jest to nie potrzebne.

Myślałem sobie zbyt delikatny temat, może kogoś urażę ...?!?! Ale skoro żyjemy w wolnym kraju i walczymy o tą wolność czemu nie miałbym z tej wolności słowa skorzystać.
Dlatego zanim zabrałem się za pisanie postanowiłem wypytać moich znajomych, również osób homo co myślą na temat PARADY RÓWNOŚCI.
 
     Wszyscy jesteśmy zgodni, dobrze, że coś takiego jest, każdy ma prawo być sobą, i żyć w taki sposób jaki czuje że chciałby żyć, a prawo w danym kraju nie powinno go ograniczać.
     Nigdy nie byłem na paradzie równości i nie sadzę bym się tam pojawił, chyba że stojąc w tłumie jako widz, ale też wątpię.
     Mój Big gdy z nim o tym rozmawiałem powiedział mi że gdy miał 22 lata razem ze swoim ówczesnym chłopakiem wybrał się na PARADĘ RÓWNOŚCI. Aczkolwiek ocenił tą sytuację nie jako PARADA RÓWNOŚCI  ale "PARADA ROZWIĄZŁOŚCI SEKSUALNEJ".
     Do czego zmierzam! Intencję jakie promuje PRADA RÓWNOŚCI  są bez dwóch zdań jak najbardziej słuszne. Bardziej przeszkadza mi forma przekazu.
   Gdy widzę tłum idący ulicami a w nim facetów ubranych w stringach z dziwnie wymalowanymi twarzami, piórami niczym jak na karnawale w Rio de Janeiro, zastanawiam się,  czy to nie jest troszkę dziwne?
    Przecież gdy mówimy o takich postulatach jak:
Rzetelna edukacja seksualna prawem każdego człowieka
Związek partnerski i małżeństwo prawem każdego obywatela
Zaostrzenie kar za przemoc na zwierzętach
To jaką rolę odgrywają tu wspomniane "stringi"?  To nie współgra ze sobą !!! Moim zdaniem!

     Nie można byłoby wyjść na ulice, ubrać się normalnie (co mam na myśli pisząc ubrać się normalnie ?! "nie nago" Jesteś trans, masz ochotę zrobić sobie makijaż- ok, nie mam nic przeciwko, ale nie zapomnij się rano ogolić)
       Wiem, każdy ma prawo być sobą takim jakim chcę - jestem za tym!  Ale przecież są sytuację, które wymagają od nas odpowiedniego ubioru, chociażby rozmowa o prace, pójście do teatru, czy do cioci na imieniny. Myślę, że podobnie powinno być z PARADA RÓWNOŚCI.
      Tylko jeśli "MY" sami będziemy się ośmieszać w tak ważnej sytuacji to jak możemy żądać by potraktowano nas poważnie ?!
       Uważam, że jeśli chcemy walczyć o prawa człowieka to wyjdźmy na ulicę i pokażmy jak środowisko
LGBT wygląda na co dzień. Nie różnimy się od reszty społeczeństwa i tym samy powinniśmy mieć takie same prawa. Mamy partnerów, czy partnerki, zakładamy domy, płacimy podatki, żyjemy tuż obok, ze wszystkimi we wspólnocie.
   Bo jeśli będziemy pokazywać "SEX" to tylko i wyłącznie z seksem będą nas kojarzyć.



wtorek, 1 kwietnia 2014

Mój pierwszy raz! "Zobaczysz będzie fajnie ..."

Byłem już niezwykle podniecony


sex z kolegą z podwórka
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


      Był to zwykły wakacyjny dzień. Pogoda dopisywała, więc po południu postanowiłem przespacerować się po osiedlu.
Spotkałem Darka, który chyba mnie szukał, bo gdy tylko mnie zobaczył, zaproponował spacer do parku, dodając, że ma coś fajnego do spróbowania.
Nie będę pisał co ty było dokładnie... ale jak łatwo się domyśleć, chodziło o używkę.
Należało ją wdychać... (a raczej nie należało, prowadząc zdrowy tryb życia) po czym kołowało w głowie.
     Wiedziałem, że jeśli Darek proponuje mi spacer, to kryje się za tym coś więcej, niż podziwianie piękna przyrody.
Znaleźliśmy odpowiednie miejsce, gdzie mogliśmy być sami i czuć się komfortowo.
Darek wyjął tą substancje i pokazał mi co mam robić.
Oblał nią chusteczkę i powiedział bym wdychać przez nos. Mówił, że już to wcześniej robił i daje to niesamowity efekt przyjemnego zawrotu w głowie.
Zrobiłem jak kazał, widząc, że i on to robi. Wiedziałem też jak to spotkanie się zakończy.
    Zawsze gdy Darek zaproponował mi spacer to nie tylko by pogadać jak dwaj kumple z osiedla,
najczęściej  takie sytuacje kończyły się  wspólną masturbacją.
Widocznie byłem jedyną osobą, z którą mógł to zrobić. Ja czułem podobnie, dlatego z chęcią poszedłem z nim.

    Nie wiem jak długo to wszystko trwało, wdychając tą substancję straciłem poczucie czasu.
Czułem się błogo, rozluźniony, troszkę jakby czas płynął w zwolnionym tempie, tak odbierał to mój umysł.
Nagle w głowie zaczęło wirować. Karuzela. Przyjemne uczucie.
Ale co dalej?

-Darek, i co będziemy robić ?-  Zadałem to pytanie, bo byłem już niezwykle podniecony. Sam nie wiem, czy faktem, że on jest obok i jesteśmy sami?
- Poczekaj chwilkę, wdychaj spokojnie, zwalimy sobie, zobaczysz będzie fajnie- Odpowiedział.

Padły słowa na które czekałem. Robiłem dokładnie to, co kazał. Poddałem się.
Siedzieliśmy na ściółce pod drzewami, niedaleko jeziora. Darek rozpiął rozporek i zaczął się masować, zadając mi pytanie czy i ja się  przyłącze. Oczywiście, że chciałem to zrobić! Czekałem na niego, nigdy nie byłem w tym bezpośredni.
Było przyjemnie. Słońce nas ogrzewało, a ja spoglądając na niego, czekałem czy zrobi dalszy krok.

-Stań przede mną - Rzekł Darek. Nic nie mówiąc, zrobiłem jak poprosił.
Byłem cholernie podniecony. Pierwszy raz ktoś mi tak robił. Uczucie było niesamowite.
Po chwili zaproponował bym położył się na plecach. On położył się na mnie w takiej pozycji by nasze usta mogły sobie nawzajem sprawiać przyjemność.
     Cieszyłem się chwilą, otumaniony narkotykiem, widokiem jaki miałem przed oczami oraz sytuacją, której przebiegu się nie spodziewałem.
      Tym razem poszliśmy o krok dalej niż zawsze. Zdawałem sobie sprawę z tego, że to co zrobiliśmy było efektem działania narkotyku. Tak czy inaczej podobało mi się i chociaż w pierwszych chwilach powrotu przytomności czułem się niezręcznie, nie potrafiłem tego żałować.

     Usiedliśmy z powrotem na ziemi i milczeliśmy. Błogi stan oraz wirowanie w głowie zniknęły.
Po chwili wstaliśmy i bez jakichkolwiek wyjaśnień poszliśmy do domu. 
Chociaż nam się wydawało, że trwało to chwilę, zapadał zmrok.


     


czwartek, 20 marca 2014

Czy to mi... łość?

 W tym czasie byłem szczęśliwy, znowu się uśmiechałem 



Znowu się uśmiechałem
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.

   Przez ciemne chmury próbuje przebić się słońce. Przez cały tydzień, kiedy nie miałem czasu na spacery po parku, pogoda dopisywała. Słonecznie i bez chmurnie. Dziś kiedy jest weekend i mam czas, to pogoda się zepsuła i tak siedzę w domu.

Podczas oglądania tysięczny raz "Sex w wielkim mieście" i zajadania się pizza ze szpinakiem zadzwonił do mnie Robert.
-Rozstałem się z Mateuszem- rzekł od razu, nie mówiąc nawet "cześć".
Rozstał się!... hmm- oni nawet za bardzo nie byli ze sobą. Spotykali się jak nie mieli co robić, ja to tak widziałem. Robert zresztą podobnie. Od pewnego czasu mówił mi że sam nie wiem dlaczego się z nim jeszcze spotyka?! Nie łączy ich nic, poza seksem raz w tygodniu gdy Mateusz odwiedzi go w weekend.
   Robertowi ciężko jest utrzymać związek, wszystko w krótkim czasie należy już do historii.
No cóż bywa i tak...

   Rok 2014 zaczyna się pechowo... . Dokładnie w poprzednim tygodniu na Facebooku odezwał się do mnie znajomy- Paweł. Nie znamy się aż za doborze osobiście, spotkaliśmy się gdzieś na jakieś imprezie, ale kontakt został, czasami  piszemy ze sobą.
Od słowa do słowa pisanego wyznał, że rozstał się ze swoim chłopakiem. W sumie to tamten go zostawił. Po 10 latach mówiąc, że nic do niego nie czuje i nie może tak dłużej żyć.
Paweł się załamał, bo w zasadzie dla swojego faceta podporządkował całe swoje życie, prace , znajomych z którymi ograniczył kontakt, a nowych ludzi za bardzo nie poznawał.
Paweł był tak jak by w "złotej klatce" ale jemu to odpowiadało, jest typem romantyka i jeśli ma kogoś kogo kocha i czuje się kochany, to reszta świata się już nie liczy. Całkowicie mu się podporządkował.
Żył w świecie, który tak naprawdę nie istniał.
Rozmawiając ze mną stwierdził że zrobił błąd. Dziś został sam, bez nikogo.
Paweł- Po rozstaniu z Michałem pojechałem do mojego przyjaciela, poszliśmy razem do clubu, poznałem dużo wspaniałych ludzi. Fajnie tak czasem wrócić do tego co było. Mniej powagi więcej luzu i zabawy i życie jakieś takie bardziej kolorowe się robi"
Paweł- Oferował Ci ślub i się nie zgodziłeś ? Dlaczego? Nie jesteś romantyczny?
Tak-Big kiedyś zapytał się mnie czy chciał bym wziąć z nim  ślub.
W Polsce jest to nie możliwe, ale w końcu jesteśmy w Unii Europejskiej, więc można by pojechać do innego kraju i to zrobić- ale ja odmówiłem. Nie chcę ślubu. Kocham Biga i chcę być z nim do końca ale od razu ślub ?
To nie dla mnie, cenie sobie swoją swobodę, jak kolwek to głupio brzmi.
A czy jestem romantyczny? Sam nie wiem. Bardziej chyba wrażliwy. Lubię patrzeć na miłość, na dwoje zakochanych  w sobie ludzi ... ale chyba daleko mi do bycia romantykiem, chociaż trzeba by było o to Biga zapytać.
Potem dodał, żebym i ja uważał!!!...
       Mieszkam z Bigiem i w sumie to jego pomysł był z przeprowadzką, ja również mu się podporządkowałem, praktycznie ze wszystkim. Zmiana miejsca zamieszkania, nowa praca, nowe otoczenie. Jestem tu sam bez przyjaciół których zostawiłem kilometry za mną.
Ale czy w moim życiu musi być tak samo jak w jego ? To że jego facet go zostawił nie musi oznaczać że mnie Big też zostawi.
Zaczynamy życie od początku,ale buduję również swoją płaszczyznę po której stąpam. Aczkolwiek z drugiej strony jeśli chce się z kimś być to jak to zrobić bez poświęcenia się i zaufania oraz wiary w wspólną przyszłość ?
Paweł chyba lekko się zagalopował! Oczywiście nie napisałem  mu tego bo po co?! Niech ochłonie po tym co go spotkało...szkoda, byli fajną parą.

      Rozstania, ciąg dalszy, w tym czasie gdy pisałem z Pawłem zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka Ela.
Z Elą znamy się bardzo dobrze i już dość długo, razem pracowaliśmy .
Nie byłem więc zaskoczony że zadzwoniła do mnie bo mam częsty kontakt ze sobą(telefoniczny niestety)
Ela- Oskar! (wypowiedziała moje imię poprzez drżący z płaczu głos) Jurek mnie zostawił -to jakaś zmowa ?-pomyślałem sobie- Jak to Cię zostawił?
Ela -Powiedział, że nie jest gotowy na związek. Dlaczego mnie to znowu  spotyka?

     Ela podobnie jak Robert mój przyjaciel nie ma szczęścia do związków. Wszystko kończy się szybciej niż się zaczyna.
    Moja przyjaciółka  ma stereotypowe podejście do związków i syndrom tykającego zegara. Co to znaczy? A to, że jest w wieku 30 lat i powinna mieć już dzieci.
Zaprosiłem Ele do siebie na weekend. A w zasadzie to ona sama się wprosiła, ja nie mam nic przeciwko temu, Big również :)
W końcu po pół roku jak tu mieszkam odwiedziła mnie, szkoda tylko że  w takich okolicznościach.

   Na stole, nie było butelki czerwonego wina i przekąski w stylu koreczków z sera i oliwek  czy coś takiego.
Natomiast była butelka czystej wódki. Sok grapefruitowy, kanapki i paczki chusteczek higienicznych w razie potrzeby   :)
Ela będąc już u  mnie z każdym łykiem drinka opowiadała jak to związek z nowo poznanym facetem się skończył.
Ja- Elu czy ty za szybko się nie angażujesz w związki? Dopiero co się poznaliście?
Ela -Oskar, ale z nim było inaczej, on jest inny, wiem podobnie mówiłam o Maćku - Maciej to chłopak który rzucił ja pół roku przed tym jak rzucił ją Jurek- Dlaczego mam pecha? Wszyscy faceci mnie zostawiają, jeden tuż przed ślubem i każdy inny też szybko się wycofuje. Powiedz mi co jest ze mną nie tak ?...
Ja-Masz większe jaja niż Twoi faceci a oni tego nie lubą?!..
Tu Ela na chwilę się zaśmiała, przyznając mi rację....
     Gdy tak słuchałem szlochania przyjaciółki, przypomniało  mi się jak może już ze 3 lata temu, gdy jechałem autobusem na swoje rodzinne osiedle spotkałem koleżankę z dzieciństwa- Marzenę ( to z jej bratem miałem swój pierwszy raz)
Z Marzeną mieliśmy dobry kontakt do czasu gdy gdy mieszkałem w rodzinnych stronach. Gdy się wyprowadziłem to  wtedy przestałą się do mnie odzywać.Nie wiem dlaczego... może zaczęliśmy się różnić od siebie i zwyczajnie nie było tematów?....!

      No cóż skoro jechaliśmy tym samym autobusem i znamy się prawie 20 lat wypadało by zagadać.
Ja- Co u Ciebie ? -pytam nie z ciekawości, od czegoś trzeba zacząć rozmowę.
Marzena- Biorę ślub!!! odpowiedziała.
Ja-  z kim ?
Marzena -Pamiętasz Pawła, mojego kolegę z podstawówki?
Ja- Paweł??? -Powiedziałem w duszy. Marzena nigdy nie była typem  kobiety księżniczki, ale miała wygórowane wymagania od faceta.
Zawsze powtarzała, że jej facet będzie wysokim postawnym brunetem z dobra pracą, wykształceniem, samochodem... i tak można było by wymieniać...
A tym czasem Paweł... hmmm  fakt brunet, ma samochód, mieszkanie, nie wiem jaką prace ale jest niskim pulchnym facetem, dziwnym wyrazem twarzy jak się zamyśli, lub zapatrzy na coś.

Ja- I co? Tto jest ta prawdziwa miłość o której zawsze marzyłaś, o której tyle kiedyś się mówiło na wieczornych spacerach ? -kontynuowałem rozmowę.
Marzena - wzrok wbiła w szybę autobusu, po chwili mówiąc- Wiesz Oskar! Znamy się z Pawłem bardzo długo, zawsze się lubiliśmy, on był sam, ja też, przypadkiem znowu się spotkaliśmy i tak jesteśmy :) ...
Nie brzmiało to przekonująco ... ale to nie moja sprawa.

       Wspomniałem o Marzenie bo podobnie jak Ela zawsze mówiła że musi już dzieci rodzić bo jest przed 30 a potem dla kobiety może być gorzej. Ela mi tak zawsze mówiła "nie mam dzieci a dla kobiety to jest ważne, nawet ze względów biologicznych".

   Wracając do Eli i szklanek z drinkami ... było już późno, Big wrócił z pracy zastając nas pod wpływem procentów z pustą butelką na stole. Poszliśmy spać. Ela w lepszym nastroju następnego dnia wróciła do domu ....

   Dziwi mnie czasami ludzkie zachowanie... gdyby ktoś oświadczył, że nie chce ze mną być nie robił bym nic na siłę. Przecież nie da się namówić kogoś do miłości. Rozstania są ciężkie, samotność też nie jest łatwa ale żyć na przymus...żeby tylko z kimś być -to przykre.

   My z Bigiem przeżyliśmy ostatnio kilka piękny dni, które spędziliśmy poza domem, na krótkim urlopie nad morze w Holandii.
Pogoda była praktycznie zagwarantowana. Zapewniliśmy sobie spacer nad brzegiem morza. Najbardziej utkwił mi jeden z poranków, gdzie wstaliśmy wcześnie rano by o wschodzącym słońcu być już na plaży.
Coś pięknego. Już nawet nie chodzi o sam świt, ale aura jaka nam towarzyszyła:)
Zakochać się w sobie jeszcze raz? Jest to możliwe? Nie wiem!, może zwyczajnie mieliśmy czas na to by przypomnieć sobie o miłości o tym co nas łączy, o nas samych.
Aura sprzyjała, wiem ... ale w tym czasie byłem chyba  jedną  z tych najszczęśliwszych osób. Dawno tak się nie czułem. Żartowaliśmy, wygłupialiśmy się. Życie zawitało do nas.
Najśmieszniejsze było to gdy podczas naszych wygłupów robiliśmy sobie zdjęcia, ja jemu ona mi i w pewnym momencie podeszła do nas kobieta, około 50 lat z pytanie czy ma nam zrobić wspólne zdjęcie ?! Byłem w szoku, Big również, ale chyba za bardzo zbyliśmy skrępowani. Odmówiliśmy.

"...Give me a reason to take you back. Give me a reason to share. Give me a reason, cos love is in season. But give me a reason to care. I like my freedom, yeah that's my style. My manifesto lullaby. Give me a reason, cos love is in season. But give me no reason to cry. ...

niedziela, 2 marca 2014

Od dupy strony ...

 Krypto gej chce uczuć mnie jak żyć 



Jak strumienie i rośliny , dusze także potrzebują deszczu
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.

"Jak strumienie i rośliny, dusze także potrzebują deszczu,
ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia.
Gdy tego brak, wszystko w duszy umiera,
choć ciało nadal funkcjonuje.
Można wtedy powiedzieć „w tym ciele żył kiedyś człowiek"”.
(P.Coelho-PIĄTA GÓRA)


   Światło meczy mnie,  zamykam się w sypialni, która staje się moim azylem. Sen staje się moją jedyna przygodą. Czuje jak by dusza ze mnie uleciała.
     W pogoni za czasem i realizacją marzeń zatracałem się w nicość a czas jak by na złość biegł szybciej niż zawsze. A ja? Jeśli nie zrobiłem kroku w tył to z pewnością stałem w miejscu. Żadnych z moich planów nie umiem zrealizować.
     Leżałem na łóżku wpatrzony w sufit, nie liczyłem już czasu, ta chwila była tylko dla mnie.
Zastanawiałem się dlaczego znowu przegrywam walkę ze swoim największym wrogiem, ze samym sobą?
Dwojakość ludzkiej natury, nad którą już nie potrafię zapanować....

   Zadzwoniłem do Roberta, chciałem porozmawiać. Robert za bardzo nie miał czasu, więc umówiliśmy się na następny dzień.

   Big był w pracy a ja popołudniu odwiedziłem Roberta.
"Źle mi..."  tymi słowami rozpocząłem rozmowę z przyjacielem, on jak zawsze w milczeniu  słuchał mojego użalania się nad sobą.
Gdy skończyłem, Robert wstał z fotela, nic nie mówiąc poszedł do kuchni zrobić sobie herbatę...zostawił mnie w pokoju. Dziwnie się poczułem, tak jak by tak naprawdę nie chciał słuchać tego co mam do powiedzenia. Gdy wrócił z kubkiem gorącej herbaty ja byłem już gotowy do wyjścia, tłumacząc mu że  muszę coś na mieście załatwić...
Nawet mnie za bardzo nie zatrzymywał.
Od domu dzieliło mnie półtorej godziny na pieszo. Postanowiłem się przespacerować. Jak zawsze słuchawki w uszach w których rozbrzmiewała muzyka, a ja mogłem odłączyć się od rzeczywistości... idąc przed siebie.
Gdy dotarłem do domu, Biga jeszcze nie było, uruchomiłem komputer, zrobiłem kawę i zalogowałem się na pewien portal, na którym pisałem z pewną osobą i oczekiwałem odpowiedzi.
"Weź już tak nie smęć "
?
Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem ...
Poczułem się dziwnie ...
Czy faktycznie aż tak smęcę? Nie mogę mieć żalu do niego bo w sumie się nie znamy osobiście, a raczej poznajemy się, tak jak on to nazwał "od dupy strony" więc chyba nie powinienem obarczać obce mi osoby swoimi problemami, tym bardziej że ten portal nie nazywał się "MAM DOŁA -pomóż mi " tylko jest o troszkę innej tematyce.

      Chyba faktycznie siedzę z założonymi rękoma i marudzę, "jak mi źle jak mi nie dobrze"...
Big robi co może, nawet Robert mi to wytknął, a ja ? Co robię by to zmienić ?
"Głowa do góry, ale ta większa" jak rzekł kolego z internetu, no i chyba ma rację.
Zadzwoniłem do mojego przyjaciela powiedziałem tylko, że go przepraszam, zaśmiał się i powiedział że jutro mam wpaść na film ;)
Co stało się  ze mną? Z tym zwariowanym, o szalonych pomysłach chłopaku ???

   Następnego dnia powinienem pojawić się na szkoleniu- nie poszedłem!
Zadzwoniłem do kolegi by poinformował odpowiednie osoby, że mam termin u lekarza i mnie dziś nie będzie. Nic w tym by nie było dziwnego gdyby nie fakt że dziś odbył się ostatni pożegnalny dzień.
Tak na prawdę żadnej wizyty u lekarza nie miałem. Powodem dla którego nie chciałem przyjść jest Wiktor!
Głupio bym się czuł żegnając go!.Co niby miał bym mu powiedzieć? "Jak szkoda, że ten czas tak szybko minął ?"
Wcale nie szkoda! Ciesze się! Zbyt daleko zaszły pewne sprawy. A on i tak nie traktował mnie poważnie No cóż -życie! ...
Wiktora już więcej nie zobaczę.
Wieczorem na Facebooku Wiktor zostawił mi wiadomość. Napisał, ze szkoda że nie mógł się ze mną zobaczyć i pożegnać i cieszy się że mnie poznał, nazywając mnie swoim przyjacielem.  hmm....

     Ostatnio na Facebooku zaczepił mnie koleś. Młody chłopak około 30 lat. Jesteśmy w jednej grupie na pewnym forum i od słowa do słowa przeszliśmy do prywatnych rozmów.
Od razu spostrzegłem się, że musi być gejem.
Oczywiście moje przeczucia się sprawdziły. Gdy po dłuższym czasie wspólnych "rozmów",napisał do mnie, że chciałby się mnie o coś zapytać ale nie wiem czy może itp.
Nie trudno się domyśleć jakie pytanie miało paść.
Odpisałem mu bardzo bezpośrednio.
-Znam Twoje pytanie, wiem o co chce się zapytać, wiec pytaj :)
W końcu doszliśmy do odpowiedzi i oboje wiemy o sobie, że jesteśmy gejami.
Czasami się tak zastanawiam, czy stwierdzenie że geje, czy lesbijki to mniejszość seksualna jest nadal aktualne!
Wracając do tematu i nowego kolegi z Facebooka.
Marcin bo tak się nazywa, w późniejszych wiadomościach napisał mi, że ma żonę.
W zasadzie aż tak bardzo nie byłem zaskoczony.
Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to to, że mi go żal. Jego i jego żony. A w zasadzie jego żonie bardziej powinienem współczuć.
Zastanawiam się skąd u ludzi aż tak duża chęć ucieczki przed rzeczywistością, przed samym sobą?!
Ja rozumiem, że nie trzeba każdego uświadamiać i wykrzykiwać, jak ksiądz z ambony, bo to jest nasza prywatna sprawa. Ale żona, dzieci ?
Ja też żyję w jakimś stopniu w ukryciu, po mimo prób nie powiedziałem swojej rodzinie  o sobie.
Kiedyś mój przyjaciel Robert przedstawił mi swojego kolegę Jarka.
Bardzo miły sympatyczny facet.
Na jednej z imprez przy alkoholu opowiedział mi trochę o sobie, ja również czymś się podzieliłem, i on rzekł, że jest gejem -oczywiście, ale dla nie rozpoznania spotyka się ze  swoja koleżanką.
Tylko po ty bo nie wzbudzić podejrzeń innych osób.
A gdy ja mu powiedziałem, że moja rodzina o mnie nie wie, zaproponował mi bym zrobił tak samo, wtedy uniknę jakichkolwiek podejrzeń, krępujących pytań.
Odparłem, że nie czuje się źle ze sobą a będąc  już z Bigiem jestem szczęśliwy i chcę  przedstawić go swojej  rodzinie a nie kobietę, którą będę okłamywał i tym samym zniszczę jej życie.
Odparł tylko "Jak chcesz".Chyba zdał sobie sprawę, że  nie popieram takiego postępowania.
Przykra jest ta rzeczywistość, ale jeszcze straszniejsza jest rzeczywistość tych kobiet !
Ci kolesie, każdy przypadek o którym wspomniałem, spotykają się z innymi gejami w celu doznań seksualnych..
Te kobiety żyją w przekonaniu że są kochane. Podporządkowują swoje życie pod swoich mężczyzn,  podczas gdy oni w  tym czacie traktuje je jako przykrywki.
Nie mogę tego zrozumieć! 

   Ktoś rzekł "BIAŁE TO BIAŁE,A CZARNE TO CZARNE" coś pewnie w tym jest ...
Właśnie po zrobieniu tej notatki, napisał do mnie kolega, własnie Marcin.
Doszedłem do wniosku po tym co on mi napisał, że życie nie ma tylko dwóch barw. Życie ma tysiąc barw i nie mogę nikomu przypisywać tylko tych ciemnych. Oceniając powierzchownie czyjeś zachowanie.
Każdego dnia toczymy walkę, a to z przeciwnościami losu, innymi ludźmi albo ze samym sobą.
Tak naprawdę za każdym czynem stoi człowiek. Człowiek za którym jego czynnym stoi jakiś cel, albo właśnie ten czyn jest konsekwencja tego co przeżył.
Czyli poczynania ludzi są konsekwencja ich drogi życiowej. Nie każdy ma tyle szczęścia i tak naprawdę nie każdy ma równe szanse... chyba źle oceniłem przypadki opisanych ludzi....
A zresztą kto dał mi prawo oceny kogokolwiek ...? ...

sobota, 8 lutego 2014

Samotność

Lubię tę chwilę, tak jakby czas stanął w miejscu


znowu zostałem sam
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.



Jakoś mi dziwnie ...
Jest kilka minut przed północą. Siedzę sobie w fotelu, nogi mam skulone przy sobie. Przykryty kocem w pół mrocznym oświetleniu czytałem książkę .
Moje myśli nie wdrążyły się w myśli Pielgrzyma. Bohatera powieści Paulo Coelcho, którą czytam już któryś raz z kolei...
        Jestem niby w swoim domu w fotelu ale tak naprawdę chyba poza sobą. Jest cisza, odłożyłem książkę, zgasiłem światło wziąłem do ręki do pół pełna szklankę z drinkiem i patrze bezmyślnie w okno. Jeden łyk... jest północ... lubię tą chwilę, tak jak by czas stanął w miejscu. Jednak w zaciszu mieszkania słychać jak wskazówki zegara tykają, wskazując kolejną minutę dalej... trwam...
      Uwielbiam noc...Mam ta przyjemność, że kończę prace czasami późno w nocy. Wracając do domu często przystaje na chwilę by chociaż przez moment  wpatrzyć się w gwiazdy, i z uśmiechem na twarzy idę dalej...
Lubię swoją samotność, tym bardziej ostatnio gdy obowiązki wypełniają mój dzień po brzeg...czasami czuje się jakbym się zgubił.
Chciałbym na chwilę zatrzymać czas i stanąć w miejscu, tak jak czuje się dziś. Tylko ja i moje myśli  ...
Szklanka jest już pusta, czas nie stanął w miejscu. Jestem zmęczon. Oczy same się zamykają a jednocześnie chciałbym jeszcze tak sobie posiedzieć ...

      Leżę sobie dalej a twarz przygrzewa mi słońce które skrada się pomiędzy zasłonami pod moje powieki ... starając budzić mnie o poranku. Lubię tak rozpoczynać dzień, no może z wyjątkiem lekkiego szumu w głowie.
Big się przytula do mnie ... kładąc głowę przy mojej i rękoma ściskając w pół piersi, delikatnie masując moja klatkę. Dwoma palcami powtarza ruch pośrodku mojej klatki to w dół to z powrotem do góry, a na policzkach czuje ciepły jego oddech ...

        Znowu zostałem sam ... po poranku zostały tylko wspomnienia. Big jest w pracy a ja dziś mam wolne.
Zaczynam dzień jak zawsze od muzyki,
"Traveling down this road Watching the signs as I go I think I'll follow the sun Isn't everyone just Traveling down their own road Watching the signs as they go I think I'll follow my heart It's a very good place to start" słowa piosenki " "Sky fits heaven" wypełniły ciszę w domu.
.

      Ciężko mi ostatnio ... Razem z Bigiem ostatnio zmieniliśmy miejsce zamieszkania, prace. Wszystko pomału się układa, ale ja czuje się jakiś zagubiony. Nie wiem czy to z powodu zmiany miejsca czy zwyczajnie chandra mnie dopadła, bo nie mogę sobie tego stanu tłumaczyć jesienna chandrą ...
Ne mam ochoty na nic... moją pasją jest pisanie, to nawet to potrafię zaniedbywać, moje pasje ehh... Big ma do mnie pretensje, że mało czasu spędzamy ze sobą, mój przyjaciel też wytknął mi, że unikam kontaktu. Jak tu nie unikać kontatu, gdy czuje się tak jak bym umarł?!.  Chociaż nie sądzę by zmarły mógł coś czuć ....
Lubie swoją samotność i chce tak trochę pobyć zdystansować się do tego wszystko co ostatnio zaszło.

Zbyt dużo się wydarzyło, nie mam do siebie żalu, ale chce odpocząć.

czwartek, 16 stycznia 2014

Mrok...

 Idąc przez życie, szukając siebie 



szukając siebie
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.



Kim tu jestem?
Czego chcę?
Czy wędrówki znam swój cel?
Czy już byłam tu, czy nie?
Czy jest ktoś, kto widzi mnie?
I wtedy, kiedy boję się
czy ktoś czuwa nad mym snem?
Czy samotnie zmagać się?
Czy może los swój z cudzym spleść?
Ciągle pytam się, kim jestem?*

      Życie jest bardzo przewrotne, każdy dzień tak naprawdę nas zmienia, wszystko co nas spotyka,  ludzie czy sytuacje mają na nas zawsze jakiś wpływ.
Zanim poznałem Biga byłem innym człowiekiem niż jestem teraz. Fakt byłem młodszy o prawie pięć lat. Zmieniła się też moja perspektywa myślenia w pewnych sprawach.
    Przez długi czas jak dorastałem i uświadomiłem sobie, że jestem gejem zmagałem się z tym jak żyć? Przyznam, że wiele nocy przepłakałem, zadając sobie pytanie co ze mną będzie?.
    Nigdy nie uważałem, że bycie homoseksualną osobą to coś złego!. Byłem wychowany tak, że najważniejsze w życiu są miłość i szacunek, za tym kryje się wszystko inne i nie ważne kto jakiego jest wyznania, koloru skóry, czy jaki mam zasób portfela. Każdy zasługuje na szacunek.
       Bałem się bardziej tego jak poinformować moja rodzinę o tym że jestem taki jaki jestem.
Im dłużej spędzałem czas na gejowskich czatach tym bardziej uświadamiałem sobie, że nigdy nie będę mężem ani ojcem. Więc z czasem przestałem się przejmować tym że nie pociągają mnie fizycznie dziewczyny tylko chłopacy.
     Kiedyś nawet miałem taką dziwną sytuację z siostrą. Siedzieliśmy w  pokoju, rozmawiamy o niczym szczególnym gdy nagle ona zadaje mi pytanie.
(moja siostra jest młodsza ode mnie o osiem lat.Ja wtedy miałem osiemnaście, a ona dziesięć lat)
-Oskar! co byś zrobił gdyby nasz brat(mam jeszcze starszego o cztery lata brata) okazał się być gejem?
Byłem w szoku, starając się ukryć zakłopotanie odpowiedziałem :
-Co? Nic! Przecież to nic złego.
-Też tak myślę- odpowiedziała siostra bez zastanowienia, po czym dodała:
-Najważniejsze by był szczęśliwy.
  Mój brat nie jest gejem i nie sądzę by kiedykolwiek miał jakąś wątpliwości biorąc pod uwagę ilość jego dziewczyn.
Dziś jest szczęśliwym mężem i ojcem.
Siostra też nie jest lesbijką. Obecnie od trzech lat ma chłopaka, więc nie bardzo wiem skąd wtedy padło to pytanie, zważywszy na młody wiek... być może podejrzewała mnie, nie mam pojęcia jaki był cel tej rozmowy.
  Wydawać by się mogło, że mój Coming out, w przypadku mojej rodziny to tylko formalność, bo uważam że Mama i tak się domyśla, a siostra jak widać nie mam nic przeciwko takim osobom. Jeszcze na początku jak wyprowadziłem się z domu, to mam czasami pytała się mnie czy mam dziewczynę. Teraz już nie pyta, czasami coś zasygnalizuje że chciała by porozmawiać ale ja unikałem zawsze takich rozmów.
        List do mamy został napisany, zakleiłem kopertę i wrzuciłem .......   do szuflady.
Nie mam odwagi tego zrobić, trochę mi głupio o tym rozmawiać. Samej reakcji się nie boję. Mamy mocne więzi rodzinne, a po drugie jestem już samodzielny więc....  aczkolwiek po mimo tego,boje się, wstydzę, to  chyba było by lepszym określeniem.

       Jeśli chłopkach ma dziewczynę, albo dziewczyna chłopaka to jest to normalne,w moim przypadku musiałbym, czy też mógłbym odpowiadać na wiele pytań, a sama myśl o tym mnie krepuje. Aczkolwiek jak już wspomniałem nie chcę żyć w cieniu. Nie chce marnować czasu który został nam dany, nigdy nie wiadomo kiedy on się skończy....

Wiem, kim jestem, czego chcę.
Już niepewność przykrył cień.
Gdzie miłości czystej świat,
tam mój dom od zawsze trwa.
W sercu czuję pewność, że
znalazłam swoje miejsce.
W sercu spokój,
w sercu miłość,
w sercu dobro...*


*Justyna Steczkowska-Kim tu jestem

niedziela, 5 stycznia 2014

Demony, duchy złe.

Zadręczam się myślami ... o nim


Myśl o były chłopaku nawiedza jak zły duch
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.



Ja- Hallo?
Głos w telefonie- Cześć Oskar! Jak tam w Nowym roku ?
 ....hmmm...?  Adrian ? (Adrian to chłopak, którego poznałem chwile przed Bigem)

      Pierwszy raz odebrałem telefon, nie patrząc kto dzwoni i od razu taka skucha!
Co on ode mnie chce? Szczególnie teraz kiedy przez 1,5 roku się nie odzywał. Fakt ostatnio jakiś miesiąc temu wysłał mi zaczepkę na Facebook.
Odpowiedziałem mu na nią i nawet zabrałem się do pisania wiadomości jak to ja.
Po chwili zastanowienia gdy już miałem nacisnąć enter stwierdziłem, że jednak nie. Bez sensu teraz  mieszać sobie w życiu.
Adrian nie jest mi obojętny, mimo to schowałem go gdzieś głęboko w szarej strefie mego serca by tam nie zaglądać. Tak było mi dobrze.


Adrian- Jak minęły Ci Święta?
Gdy w mojej głowie krążyły miliony myśli on nie przestawał zadawać mi pytań tak jakby nigdy nic się nie stało.
Ja- Adrian przepraszam Cie bardzo, to nie najlepszy moment na rozmowy, nie jestem sam w domu i nie bardzo mam czas. Oddzwonię ok?
Adrian- aha ok. Przepraszam. Oczywiście!
Ja- Nie, nic się nie stało poprostu odwiedzili mnie znajomi i tak siedzimy popijając drinki i rozmawiamy, rozumiesz?!
Adrian- Oczywiście, rozumiem. Do usłyszenia, miło było Cię usłyszeć Oskar!
Zabrzmiało to co najmniej dziwnie - pomyślałem sobie
Drżącym głosem odpowiedziałem.
Ja- Do usłyszenia. Oddzwonię. PA!

Rozłączyłem się. W domu byłem sam, nawet nie piłem drinka tylko herbatę czytając książkę, Big był w pracy, długi zimowy wieczór spędziłem samotnie.
    Nie potrafię się skupić na czytaniu. Powrót do przeszłości. Zadręczają mnie myśli.
Przecież on przestał się odzywać. W zeszłym roku latem (tzn 2012 roku ) mieliśmy mieć spotkanie, mamy wspólnych znajomych.
        Miałem pojechać do nich na imprezę i tam nocować. Miał być też Adrian. Niestety z powodu pracy nie mógł się pojawić. Miałem być bez Biga - On nie lubi takich imprez w towarzystwie mojej paczki. Adriana nie zna osobiście ale trochę o nim słyszał ode mnie i nie koniecznie go lubi- oczywista sprawa.
     Wracając do wątku ... To Adrian przestał odpisywać mi na wiadomości, pomyślałem sobie widocznie woli ograniczyć kontakt- rozumiałem to .
Z czasem i mi było tak lepiej. Odsuwałem od siebie nic nie znaczącą przeszłość która tylko przysparzała mi problemów.
       Teraz wraca jak zły sen... i po co ? Jakbym miał mało problemów chociażby z Wiktorem!
W tym przypadku to ja ograniczyłem kontakt. Wiktor kilka dni po sytuacji w toalecie zostawił mi pierwsza wiadomość potem druga i tak doszedł do siedmiu.
Ja milczę, tzn milczałem.
Po Świętach wróciłem do pracy, jak i na kurs językowy i tam nie raz spotykałem Wiktora na korytarzu, cześć- cześć i szedłem dalej.
Do czasu gdy wychodziłem z zajęć on czekał na mnie przy wyjściu. Jak tylko zobaczyłem przez drzwi że on stoi, domyśliłem się że czeka na mnie. Poczułem się jak by ktoś jebnął mi w łeb od tyłu. Wycofałbym się i wyszedł tylnymi drzwiami ale było za późno bo mnie już zobaczył. I tak od  głupiej rozmowy  o tym jak minął ci dzień, ładna  dziś pogodna przeszedł do konkretów.
Wiktor- Czy mi się wydaje czy unikasz kontaktu ze mną ?
Ja- Ja?, nie dlaczego ?
W- Nie odpisujesz na wiadomości, na szkoleniu już nie poświęcasz mi tyle czasu co wcześniej.
Ja- Wiktor- przerywając mu wypowiedz- Ja mam teraz dużo problemow rodzinnych, nawet nie zauważyłem  że cokolwiek do mnie napisałeś, wybacz, ale nie mam głowy do tego.
W- Chciałem pogadać o tym co się stało.
Ja- O czym ?
Udałem głupka jakbym nie wiedział o co mu chodzi, a dobrze wiedziałem.
W- No wiesz, wtedy...
Przerywam mu kolejny raz głośnym westchnięciem.
Ja- Rozumiem. Przez moje problemy rodzinne nawet o tym zapomniałem (jakie problemy?-kolejne kłamstwo)
Zaczynałem drżeć cały ze strachy. Myślałem, że się zaraz przewrócęm no i bałem się, że palnę coś głupiego. Kończyłem rozmowę
Ja- Bądźmy  dalej kolegami tak jakby nic się nie stało.
Nie czekając na jego reakcje, bo tego bałem się najbardziej, dokończyłem zdanie mówiąc, że się śpieszę i muszę  już iść!.
W- Cześć!
                                                                                                                                                                 
     Nie rozumie jego zachowania. Ok ja tez nie jestem w porządku że po tym wszystkim unikam z nim kontaktu!. Mogłem odezwać się pierwszy i zakończyć to konkretnie, a ja czekałem aż sprawa umrze śmiercią naturalną!

    Tak już mam zwlekam z takimi sytuacjami do samej granicy. Na szczęście jeszcze cztery miesiące i kurs się kończy i będę miał go z głowy.
A Adrian ? Może oddzwonię, chociaż prościej byłoby napisać wiadomość- pomyślę.
I tak mam nie przespaną noc. Zadręcza mnie myśl o Adrianie. Było już dobrze, tak mi się przynajmniej wydaje, a teraz on urwał się jak z choinki i dzwoni...
A z drugiej strony patrzę w sufit i wspominam nasz pierwszy pocałunek ... hmm...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...