Translate

Poznajmy się :)

niedziela, 28 września 2014

Słoneczny poranek

Dobry czas

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


    

     Z lekkim bólem głowy, ale za to z uśmiechem na twarzy przywitałem ten dzień.
     Niedziela. Kilka minut po ósmej, a ja jeszcze leżę w łóżku, słyszę tylko jak Big w kuchni przygotowuje śniadanie.

      Jestem dziś naładowany pozytywną energią obym tylko nie spotkał żadnej osoby która mogła by mi zmienić nastrój!

      Chyba zaczyna mi się układać. Zmieniłem pracę tzn. może nie prace ale stanowisko pracy.

W końcu będę zarabiał normalne ludzkie pieniądze. Cieszę się!

      Między mną a moim facetem od kilku dni też lepiej. Po ostatnich dniach w których nie było chwili bez złości chyba zaczyna się znowu rozpogadzać, a przynajmniej znowu ze sobą normalnie rozmawiamy.

     W tym tygodniu bierzemy dzień wolny i ruszamy na jednodniowy wypad do Holandii. Mała odskocznia od rzeczywistości. Po ostatnim męczącym czasie remontu, przeprowadzki, szukania dla mnie pracy możemy trochę odetchnąć.

     W październiku mamy zaplanowany kolejny urlop.

Domek w samym środku lasu, basen, sauna, kominek i MY :) (nasz piesek też ) 

Zapowiada się ciekawie.

Idę do wanny i ruszam w miasto do parku. Przesyłam WAM tez dużo pozytywnej energii.


da di dam ... :)  No co ?! Lubie tę piosenkę. Ma pozytywną energię :) 



poniedziałek, 15 września 2014

Moje dziś

Chcę przeżyć swoją własną przygodę!

     
monotonia , oznaka depresji ?!
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


      Wszedłem do mieszkania, Big już spał w sypialni. Przymknąłem drzwi by podczas mojego prysznicu go nie zbudzić.
Ogarnięty po pracy kładę się do łóżka. Przed snem – modlitwa.

    W pewnym momencie wypowiadania próśb do Najwyższego, pomyślałem sobie "nie chcę mi się" .
Dopada mnie monotonia dnia codziennego.
     Pomimo tego, że od przyjazdu do niemiec minął zaledwie rok, a ja zaczynam samodzielnie stawiać pierwsze kroki, to i tak dla mnie za mało.
Po chwili przemyśleń skończyłem modlitwę i podszedłem do okna wpatrując się w miasto.
Stałem, Big dalej spał. Była cisza, może pomijając ruchliwą ulicę na której mieszkamy.
Powiedziałem „NIE!!! Oskar! Zmień swoje życie!‘’

    Monotonia sprawia, że tracę siły na cokolwiek. Porzucam marzenia, wtedy wydaje mi się wszystko takie nierealne. Wręcz niemożliwe do osiągnięcia.

   Swoje życie bardzo podporządkowałem Bigowi. Fakt że wyjazd z Polski był bardzo dobrym pomysłem, to jednak czuje że mało jest "mnie w moim życiu". 

    Uwielbiam poranki gdy słońce swym ciepłem budzi mnie. Big tego nie lubi. On lubi spać do późna.
Dlatego nawet gdy czasami chciałem wstać prosił mnie bym został. Wtulał się we mnie i spał. Ja też zasypiałem. Piękne, ale zaczęło mi to przeszkadzać.
    Dlatego wczoraj przed snem ustawiłem budzik na 7 rano. Pomimo wolnego dnia i braku konkretnych planów chciałem tak wcześnie wstać. Tak rozpocząć dzień.

   Teraz siedzę sobie w salonie w wygodnym fotelu i piszę notatkę na mój blog (zaniedbany przez prace remontowe nowego mieszkania i przeprowadzkę) Przywitałem dzień tak jak kiedyś, gdy byłem sam i moje życie było w moich rekach i decyzjach. 

     To nie kryzys. Kocham mojego faceta. W tym roku minęło nam pięć lat.
Ale coś jest nie tak. Pozwoliłem zbudować nam „złotą klatkę” wszędzie razem. Wszystko robimy razem.

    Troszkę się duszę. Ja lubię przestrzeń. Wolny czas tylko dla siebie. Inaczej jestem jak przysłowiowy ptak w klatce. Jest pięknie ale ptaszek nie może skrzydeł rozwinąć. Nie jest w swoim naturalnym środowisku. Podobnie jest ze mną, czasami pomimo funkcji życiowych, wydaje mi się że umarłem. 

   Wszyscy myślą że jestem szczęśliwy, bo się  uśmiecham (gdyż życzliwość mam wrodzoną). Aczkolwiek pod tym płaszczem jest moja ciemna strona, której nikt nie zna. Nawet ja boje się sam przed sobą ją odkryć, by czasem nie przyszło mi do głowy porzucenie tego i zrobienie czegoś głupiego.

      Spotkałem się ostatnio z Robertem (długo się z nim nie kontaktowałem) Opowiadał mi o nowym chłopaku jakiego poznał i z jakim od pewnego czasu się spotyka. W jego opowieści było tyle emocji, tyle życia. W pewnym momencie mu zazdrościłem.

    Teraz gdy przypominam sobie to co on mi opowiadał a co ja wtedy czułem to przyszła mi na myśl książka mojego ulubionego autora P. Coelho „ZDRADA”

     Książkę mam od miesiąca w domu ale z natłoku prac, nie miałem czasu po nią sięgnąć. Aż do wczoraj.
Przeczytałem zaledwie 20 stron. Nie dałem rady więcej, byłem zmęczony.
Tak czy inaczej zaczynam utożsamiać się z główną bohaterką powieści. 

     Kobieta która z pozoru ma wszystko, dom, męża, prace. Na brak pieniędzy nie może narzekać.
Czytam o niej, myślę o sobie.
Brak mi w życiu adrenaliny chęci przygody. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego. Nie wydarzy się nic czego nie mógłbym przewidzieć, albo coś czego nie zaplanowałem.

      Dzisiejszy dzień już był tą małą zmianą. Dlaczego mam nie wstawać rano kiedy kocham poranki?! 
Postanowiłem, że w przyszłym roku robię sobie tygodniowy urlop do Polski, i chcę spędzić kilka dni na samotnej wyprawie w górach.

Chcę przeżyć swoją małą przygodę!




piątek, 8 sierpnia 2014

Potrzebny reset

Już po żniwach !
czas na relaks
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


     Nie mam czasu na nic, nawet na dobry sen.
Od powrotu ze ślubu brata robota pali mi się w rekach, że tak się wyrażę.

     Kilka dni poświęciłem na spotkania ze znajomymi na mieście, kawa obiadki itp. 
Aczkolwiek teraz już nie mam na to czasu.
Razem z Bigem postanowiliśmy przeprowadzić się i znaleźliśmy nowe mieszkania dla nas.
Okolica wspaniała. Pomimo, że centrum to spokojnie.
Ale, jest „ale”! Mieszkanie całkowicie do remontu! Oczywiście koszty ponosi właściciel mieszkania, ale prace remontowe my, za zgodą obu stron.
    Od ścian po podłogi wszystko na mojej głowie. Nawet nie wiedziałem że umiem kłaść panele.
Po kilku godzinach pracy w nowym mieszkaniu wracam do domu, i do pracy zarabiać pieniądze.
Ledwo żyję, na szczęście remont już ku końcowi – widać światełko w tunelu....

    Musze się jakoś ogarnąć i zrelaksować tak jak ja to mówię „zresetować”. Dawno nie korzystałem z zabronionego zielonego zioła relaksującego.

Koleś-a jak długo tu pracujesz?
Ja- No już 8 miesięcy
Koleś- Przyjechałeś tu sam czy z rodziną ?
Ja-Sam
Koleś- Nie masz zony? Dzieci ?
Ja-Nie
Koleś- To co jest ?

Hmm... Tak przebiegała rozmowa z kolegą z pracy, którego właśnie poznałem. Bardzo sympatyczny i wszystko, aczkolwiek skąd takie zdziwienie na moją odpowiedź?
Oczywiście nie jestem sam bo jestem z Bigem ale przecież mu o tym nie powiem. Zresztą to nie ważne! Mogę być sam. Czy facetowi w wieku 28 lat nie wypada być samemu? Rozbawiło mnie trochę. Dzieci siłą rzeczy nie urodzę, zresztą nie wiem czy poradził bym sobie psychicznie z po ciążowymi rozstępami na brzuchu.

      Ostatnio „wpadł mi w ręce” blog odnośnie statystyk profili z Fellow. Strona większości z nas znana.
Co mnie tam przeraziło to fakt, że ja w wieku 28 lat jestem już w górnej granicy zainteresowań. Jeszcze jakieś trzy lata i wypadnę z listy.
Szok! No fakt nie muszę nikogo szukać, jest Big, ale tak nawiasem mówiąc czy oni nie oszaleli ?
Zresztą ja osobiście mam problem z zaszufladkowaniem siebie w kategorii wiekowej.

       Ze dwa lata temu, jak pracowałem w galerii handlowej w salonie z modą męską, przyszła do mnie kobieta z synem żeby dobrać mu garnitur na maturę.
Poleciłem mu jeden z fajniejszych modeli- moim zdaniem. Ze względu na krój sylwetki slim. Klasyczny grafitowy kolor.
Tak przebiegała nasza rozmowa.
Ja- A coś takiego ? (opowiadając jaki to ten garnitur jest wspaniały)
Kobieta- Chyba zbyt poważny jak dla mojego syna.
Ja- Dlaczego? Kolor może i klasyczny ale dzięki takim dodatkom jak koszule ..ble ble ...Zresztą ja sam taki mam i jak odpowiednio się dopasuje dodatki robi wrażenie.
Kobieta- Proszę Pana, ile pan ma lat ?
Ja – 26
Kobieta- No własnie, mój syn 17. To chyba jest różnica ?!


sobota, 19 lipca 2014

Miłość, wierność i uczciwość

Wracam do domu...


ślub
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.

   
    Ledwo słońce wzbiło się za horyzont a ja z walizką wolnym krokiem idę chodnikiem na przystanek autobusowy. Z domu rodzinnego po krótkim urlopie wracam do mojego domu.
Poranną ciszę od czasu do czasu przerywał głos mamy, która towarzyszyła mi w drodze, do czasu gdy poprosiłem ją by dalej mnie nie odprowadzała.
Nie lubię pożegnań. Zawsze jest mi wtedy smutno. Jakbym już nigdy miał tam nie wrócić, albo nigdy już się z rodziną nie zobaczyć...
    Przytuliłem mamę starając się przekazać jak najwięcej miłości ile mogłem, a jednocześnie starałem się nie uronić ani jednej łzy.
     Poszedłem dalej. Co kilka metrów odwracałem się by zobaczyć jak mama wraca do domu, ale zawsze w tym samym momencie i ona spoglądała na mnie i z uśmiechem na twarzy machała mi ręką.
    Miało być inaczej, mogło być inaczej, gdyby wiedziała o mnie jak żyję.
A tymczasem wiem, że się martwi o mnie, że jestem oddalony od rodzinnego domu kilka set kilometrów.
Może byłaby spokojniejsza, gdyby wiedziała, że obok mnie jest osoba, która troszczy się o mnie. Ale nie wie... może się domyśla... ale nigdy nie usłyszała tego ode mnie!. 


     Kościelny ślub i wesele mojego brata. Kto by się spodziewał?!. Ale cóż przyszła bratowa (a w sumie już obecna) jest w ciąży, a rodzinę ma bardzo wierzącą więc to jakby było koleją rzeczy.
Nie mogłem nie pójść, chociaż przez ostatnie lata unikałem takich imprez. Tym razem nie mogłem.

      Grafitowy garnitur, biała koszula i czarny krawat. Klasycznie ale ja tak lubię.
Już wczesnym sobotnim porankiem razem z mamą pojechaliśmy do domu Panny młodej na błogosławieństwo.
      W końcu w kościele jeden z najważniejszych momentów, składanie przysięgi.
Spoglądałem na Młoda Parę i nie umiałem nie uronić łzy. Patrzyli na siebie takim szczerym wzrokiem, ze spokojem powtarzając za księdzem słowa przysięgi.
     W międzyczasie rozglądałem się dookoła za gośćmi a konkretniej za moim kuzynostwem z którymi raczej nie mam kontaktu.

       Pomimo moich obaw wszystko było dobrze, a nawet bardzo pozytywnie. Sam byłem zaskoczony.
Oczywiście dwóch moich kuzynów i ich żony zachowywali się tak jakby mnie nie znali. Ale pomyślałem sobie mam to gdzieś. Już na samym początku podszedłem do nich i zacząłem rozmowę. Byli zaskoczeni ale chyba tak jak ja pozytywnie.
Bawiłem się niesamowicie. Z parkietu schodziłem tylko po kieliszka, no i trochę ciasta :P
Dawno nie spędziłem tak miłego czasu z rodziną.

     Niedziela - czyli poprawiny. Atmosfera była taka sama jak dnia poprzedniego, z tym, że ze mną było coś nie tak.
Siedziałem przy stoliku i rozglądałem się dookoła. Smutno mi się zrobiło, że już w poniedziałek rano muszę wyjeżdżać. Nie dane mi było spędzić więcej czasu z bliskimi tak jakbym chciał.
Gdy nastał wieczór. Goście się już rozchodzili, ja również zacząłem się żegnać i zbierać do domu.
Mój brat gdy się z nim żegnałem przytulił mnie mocno i powiedział "Oskar, wiesz, że Cię kocham".

     Mój starszy brat... zawsze mieliśmy dobry kontakt, ale te słowa nigdy jeszcze nie padły.
Odwzajemniłem tymi samymi słowami, przytuliłem jeszcze raz i szybko schowałem się w taksówce każąc kierowcy odjeżdżać.


 

                

niedziela, 29 czerwca 2014

Najważniejsze to pozytywne myślenie!

Będę się uśmiechał -moje nowe motto!


pozytywne myślenie
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.

Zwyczajnie mam dobry humor :)
Nie wiem tylko co ze sobą zrobić.

    Miałem tyle planów na dzisiejszy dzień. Niestety wszystko legło w gruzach. Zbliża się godzina 23, więc w zasadzie to już koniec dnia .
Przez cały dzień padał deszcz. Nie mogłem wyjść nawet  na spacer, rano tylko udałem się na siłownię.

     W lipcu szykuję się na wesele mojego brata. Obecność obowiązkowa.
Jak do tej pory bacznie unikałem takich imprez rodzinnych, aczkolwiek na ślub brata nie wypada nie pójść.
Nie lubię wesel. Nie umiem się tam bawić. Ale cóż muszę się pojawić!
Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Tylko troszkę obawiam się pytań ze strony rodziny  "Oskar a kiedy Ty weźmiesz ślub ?"  :)

     Dziś podczas rozmowy z mamą przez Skype rozmawiałem z moją kuzynką, która akurat odwiedziła moją mamę. Asia bo tak się nazywa od razu powiedziała "Oskar bawimy się razem!" Sugerując że skoro jestem sam a ona po rozwodzie możemy sobie towarzyszyć.
Moja rodzina nie wie, że jestem gejem.Unikając ptań o dziewczynę, ograniczyłem kontakt do minimum. Czyli w ogóle się z nimi nie kontaktuję. Niektórych z kuzynostwa nie widziałem kilka lat.(pomijając imprezy okolicznościowe typu pogrzeb).
Z kuzynką Asią rozmawiałem ostatni raz, może ze trzy lata temu. Było to podczas chrztu mojej bratanicy, której jestem ojcem chrzestnym.

    Podczas rozmowy wynikła taka sytuacja, że zapytała się mnie czy jestem gejem. Chcąc dodać mi otuchy powiedziała, że to normalne, i że ma koleżankę lesbijkę i mają fajny kontakt.

    Dlaczego o to zapytała? Bo jej koleżanka tak jej zasugerowała. Gdy zobaczyła moje fotki na Facebooku.
Zresztą  moja rodzina od strony mamy bacznie mi się przygląda.

    Była okazja by się przyznać, ale nie zrobiłem tego. Dlaczego?- dłuższa historia. Mam powody.
Przedstawię to tak: chcesz coś ogłosić by rozniosło się w szybkim tempie? Powiedz jej to w tajemnicy!.
    Wiec na balu weselnym mojego brata z pewnością czeka mnie taka rozmowa.
Na dzień dzisiejszy mam wszystko gdzieś- zamierzam się dobrze bawić. Pić i tańczyć !!!.

W dobrym nastroju ale w samotności spędzam ten wieczór. Big zostaje dziś w pracy do bardzo późna.

Poszukam sobie jakiegoś dobrego filmu... 

PS: Dziękuję  szczególne dwóm osobom, dzięki którym uśmiech na twarzy pozostał.


środa, 25 czerwca 2014

Gejowski krąg

Nikt nikogo nie zna, wszyscy o wszystkich wiedzą

                               

środowisko gejowski
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.
                   

     W zasadzie mógłbym już dalej nic nie pisać, gdyż wydaje mi się, że każdy z nas rozumie o co chodzi i mógłby przytoczyć swoją historię. Ja opiszę swoje.
    Kilka dni temu dostałem wiadomość od naszego kolegi Krzyśka, który napisał, że jedzie odwiedzić rodzinkę i będzie u nas w okolicy. Więc zwyczajnie pierwszy mój odruch był taki że napisałem "to wpadaj!"
No i faktycznie pewnego dnia zadzwonił że jest i żebym przyszedł do kawiarni w centrum bo on tak siedzi ze swoja ciocia. Big oczywiście był w pracy, więc poszedłem sam.
Muszę powiedzieć że więcej tematów do rozmów miałem z jego ciocią niż z nim. On jakiś małomówny się zrobił, ale nieważne, było miło.

       Big w drodze do domu z pracy zadzwonił do Krzyśka z pytaniem i jak było? Rozmawiali sobie i nagle Krzysiek zaproponował nam abyśmy w lipcu wybrali się z nim na mazury bo tam w jakieś miejscowości jest biwak gejowski. Big oczywiście odmówił, gdyż nie kręcą nas takie miejsca, zresztą też mu tak powiedział, na co Krzysiek odparł;
"Big może ty nie lubisz, a Oskar?" Na co Big oczywiście znowu zaprzeczył
"Jeśli twierdzisz, że Oskar też nie lubi to chyba mało go znasz".

  Big całej tej rozmowy nie wziął do siebie, gdyż znamy się już 5 lat (w lipcu dokładnie jest nasza rocznica) i z uśmiechem na twarzy opowiadał mi tę rozmowę. Tylko dziwi mnie fakt zachowania naszego kolegi!
     Co chciał zasugerować? Zresztą skąd wyciąga takie wnioski? Tak naprawdę nie znając mnie dobrze.
Poznaliśmy się kilka lat temu, to tak naprawdę spotkaliśmy się może ze 3 razy i to całkiem przypadkiem.
Nie należał do grona naszych bliskich znajomych.

     To był mały incydent. Większy ubaw miałem kilka lat temu, jeszcze zanim poznałem Biga.
Pojechałem na koncert mojej idolki. Tam byłem umówiony z jednym z fanów (nie znałem go,
ale on i reszta osób z fan clubu organizowała niespodziankę dla artystki, wiec chciałem się dołączyć)
Spotkaliśmy się i poszliśmy na koncert. Tam poznałem resztę osób.
Później oczywiście były zaproszenia na Facebook'u, kilka słów "cześć jak Cie się podobało?" Nic specjalnego. 
Po niespełna roku gdy już byłem z Bigem, a kontakty z Tymi osobami nawiązały się bliższe, rozmawiałem z jednym z kolegów wiedząc że jestem gejem zapytał czy mam kogoś?
Odpowiedziałem że tak, na co on a "a jest to ktoś z fan clubu?"
Gdy zaprzeczyłem, że nie jest on powiązany usłyszałem z ze zdziwieniem w głosie "nie?"
A dlaczego kolega był aż tak zdziwiony?
     Wytłumaczył mi że w fan clubie chodzą pogłoski że jestem w związku z dziennikarzem, który zadał mi kilka pytań przed koncertem. Odparłem że nawet nie wiem jak on miał na imię i nie mam z nim kontaktu.
Co śmieszniejsze pisząc z innym znajomych z tego kręgu dowiedziałem się, że w fan clubie na mój temat było dość głośno. Nie wytłumaczył mi dokładnie o co chodziło, więc nie wiem. Jak widać romans mi już przypisywali.

    Kolejna sytuacja, jaka mnie spotkała odbyła się w Clubie. Miesiąc przed przeprowadzką. Byłem sam, tańczę sobie, podchodzi koleś i próbuje przedstawić mi swojego kolegę, jako, że on jest mną zainteresowany. Ja w takich sytuacjach nie wiem jak się zachować i zawsze wychodzi to źle.
Było to tak
Obcy koleś- Mój kolega chciał by Cię poznać (wskazując ręką na kolesia stojącego obok)
Ja- chcesz przedstawić mi kolegę, a sam tego nie zrobiłeś?
Obcy koleś- Ale my się już znamy- odparł.

A ja zwyczajnie nie mam pojęcia kim on był.

piątek, 13 czerwca 2014

Polityk z muszką

Polityk z muszką a jego poglądy można uznać za jałowe?

Polityk z muszką a jego poglądy można uznać za jałowe?
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.
                             


     Starałem się dobrze przygotować do napisania tej notatki. Trochę czytałem artykułów prasowych, oglądałem programów publicystycznych, w między czasie pijąc Cappuccino i zajadając się ciastem z płatkami migdałowymi. Jestem teraz gotowy do pisania ...
     Już jakiś czas temu, kiedy pan Tomasz Adamek startował do europarlamentu z list Solidarnej Polski, miałem zrobić ten krok, ale pomyślałem  sobie "ehh ... niech sobie mówią co chcą". Aczkolwiek teraz kiedy Pan Korwin Mikke, związku z walką o "stołek" został zaproszony do wszelkiego rodzaju programów politycznych by mógł głosić swoje poglądy zmieniłem zdanie. Zastanawiam się tylko, czy człowiek o takich poglądach może i czy jest traktowany poważnie?
Cytuję ...
"Homoś to jest rzecz normalna. Byli przez cztery tysiące lat, są sobie – nikomu nie przeszkadzali. Natomiast geje, tfu, to jest banda chamów importowanych z zagranicy. Część z nich; w ogóle nie są homosiami. Oni tylko za pieniądze, że tak powiem, udają homosiów. To są importowani z zagranicy ludzie, którzy za pieniądze z zagranicy udają często; często w ogóle nie są homosiami; dostają pieniądze, na to żeby rozbijać społeczeństwo i imputować dziwaczne wartości."

    Gdy słucham wypowiedzi pana Korwina Mikke to naprawdę mnie śmieszy, oczywiście sformułowanie którego użył "nie używam słowa na G, bo mi się z gównem kojarzy ..." (miał na myśli słowo Gay) jest mało śmieszne a bardziej obraźliwe. To nachodzi mnie myśl czy ten osobnik z mucha pod szyją nie został czasami w dzieciństwie skrzywdzony? Czy można takie poglądy nabyć w sposób naturalny, z wiekiem?
Nie rozumiem jak osoba inteligentna, bystra zarazem może być taka "ciemna".

   Dziś znalazłem w Internecie debatę pomiędzy Biedroniem a Mikke w programie 24 GODZINY W SOBOTĘ, nie obejrzałem całej debaty gdyż już nie miałem sił.
Zaciekawiła mnie dyskusja na temat PARADY RÓWNOŚCI. Pan Mikke  oczywiście w prosty sposób (by nie nazwać prostacki) próbował porównać PARADĘ RÓWNOŚCI do PARADY SEKSUALNOŚCI, a przecież to dwie inne sytuacje.
Wszyscy łączą i mówią o nas tylko w kontekście seksu a nie miłości!
   Chociaż z jednej strony w jakimś stopniu "my sami" jesteśmy sobie temu winni, że tak to postrzegają.
Wspominałem już o tym w moim jednym z wcześniejszych postów,  że walczymy o nasze prawa równe każdemu, a jak ktoś się zainteresuje postulatami PARADY to wie, że nie tylko o społeczeństwie homo jest tu mowa. Może faktycznie nie potrzebnie walczymy ubrani w pióropusze i błyszczące stringi. To psuje wizerunek.

     Wracając do tematu pogardy i braku szacunku dla społeczności homo. Dlaczego nie chcą dać nam prawa do związków partnerskich? Nie rozumiem co im stoi na przeszkodzie? Dlaczego, aż tak bardzo są na "nie"? Kolejny przypadek to pani Krystyna Pawłowicz, która twierdzi, że osoby homoseksualne nie mogą mieć statusu rodziny, równych bo są jałowe. OK, ale ona tzn. pani poseł jest również nieprzydatna dla Polski, jak i geje w jej mniemaniu. Nie posiada rodziny, dzieci, męża, nie spełniła roli człowieka jako reproduktora.

     Dlaczego więc, tak bardzo dyskryminowane osoby homo, nie mający równych praw jak osoby hetero, mają równy obowiązek w płaceniu podatków?
Proponuje tym wszystkim posłom co tak "szczekają" z nagonką na osoby Homo, aby nie przyjmowały pieniędzy od państwa!
Dlaczego tak bardzo z wielkim obrzydzeniem i wrogością mówią o związkach partnerskich a dlaczego z tym samy obrzydzeniem nie przyjmują swoich diet z naszych podatków?
     
Miłego dnia życzę wszystkim i nie zapominajmy: Kochajmy się i Szanujmy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...