Translate

Poznajmy się :)

niedziela, 25 stycznia 2015

Nie tym razem!

Przy kawie i książce spędzam swój wolny czas

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


18-styczeń-niedziela

     W tym roku obiecałem sobie wiele rzeczy do zrobienia.
Nie nazwałbym tego "postanowieniami noworocznymi", daleki jestem od tego typu sformułowań.
Bardziej byłbym ku celom, które mają wyznaczony okres trwania realizacji czy zakończenia.
I takich punktów trochę mam.
   Od rozmowy z moim sympatycznym przyjacielem internetowym Karolem (wspominam o nim pierwszy raz), która zainspirowała mnie do wielu pomysłów można było by rzec praktycznie nic się nie zmieniło, co w teorii jest wręcz przeciwnie.
     Obiecałem sobie napisać/zacząć książkę - powieść. Wielokrotnie zastanawiałem się czy ma to być autentyczna historia, czy może jednak troszkę dać wodzy wyobraźni dla lepszego odbioru.
    Przez te kilka dni od rozmowy w mojej głowie kłębiły się pomysły, nawet już gotowe teksty, aczkolwiek nie miałem możliwości ich spisania i w zasadzie tak samo jak szybko przyszły z taką samą prędkością się ulotniły.
Nieważne!  Były pomysły, to będą i następne.
To tyle o książce, szczegóły zachowam dla siebie, ale jestem podekscytowany.

    Stawiam na swoje pasje, które pomimo tego że los mi nie sprzyja, to je realizuje. Co mam na myśli pisząc " los mi nie sprzyja"? Wygląda to następująco. Podsyła mi pod nos część o co walczę, część tego o co pracowałem gdy wydawać by się mogło, że efekt jest w zasięgu ręki, nagle sprawy się komplikują. Tak jak miałbym być zadowolony jedzeniem lizaka przez papierek.
Ale nie! Nie tym razem! Normalnie bym się poddał po kilku próbach, ale dziś jestem inny, i będę szedł tą wyboistą drogą przez krzewy bo to mój szlak!

22-styczeń-czwartek

      Każdą wolną chwilę w ciągu dnia wykorzystuję na czytanie powieści Joanne Harris.

Podczas gdy Big przygotowywał dla nas obiad ja "spacerowałem" ulicami Lansquenet, małej Francuskiej mieścinie.
Dotarłem do pewnego fragmentu.
"Nigdy nie prowokuj życia do gry (...) Bo życie gra nieczysto, odmienia role, wyciąga ci karty z ręki, a czasem wymazuje  z nich wszystkie obrazki..."
Podumałem chwilę nad słowami i czytałem dalej.
    Kiedyś takie zdarzenia, jak to opisane przed chwilą, łączyłem z jakimiś wydarzeniami z mojego życia. Wydawało mi się, że los tak działa, że podrzuca nam znaki.

     Od razu przypomniało mi się, że pewnego dnia zupełnie bezinteresownie  postanowiłem zalogować się na mojego  tajemniczego  maila. Adres e-mail służył mi do kontaktu z ludźmi z czatów itp. Od roku tam nie zaglądałem, gdyż postanowiłem nie zawracać sobie głowy takimi głupotami.
I tak trwałem w postanowieniu do pewnego dnia gdy zwyczajnie, nie pamiętam z jakiej przyczyny wpisałem logi, hasło i kliknąłem enter.
    Pośród reklam, promocji, wszelkiego rodzaju wiadomości utwierdzających mnie, że jestem tym z miliona  osób, który miałby coś wygrać, była wiadomość w temacie wpisanym "mmrrrrrr..."
Czytając wiadomość nie domyślałem się kto jest adresatem, do momentu gdy natrafiłem na podpis JERY.
Jery, to przystojny brunet z kilkudniowym zarostem na twarzy, niezwykle czarującym uśmiechem i zgrabnym tyłkiem, a przynajmniej takiego go pamiętam.
Tak,  pisaliśmy chyba z rok temu, od tamtej pory żaden z nas się nie odezwał. Nie było potrzeby, to tylko znajomość z czatu, a tu jednak coś go ruszyło by napisać :).

    Wracając do czwartkowego popołudnia, wspólnego obiadu z Bigem (co jest rzadkością ze względu na pracę) oraz spraw codziennych takich jak praca.
    Stojąc na przystanku metra chcąc dojechać do pracy opatulony czapką i ciepłym szalikiem stałem i czytałem powieść. Nadjeżdża pociąg, ustawiłem się zaraz przy drzwiach, i w tym momencie  przez ciemną szybę dostrzegłem chłopaka podobnego do  Wiktora,  a może to był on?
Wiktor - to chłopak z którym miałem w pewnym momencie  zbyt dużo wspólnego.
Zanim odrzwi się otworzyły ja zdążyłem obrócić się na pięcie i przecisnąć się przez stający za mną tłum ludzi i wsiąść do innego wagonu.
Usiadłem, otworzyłem książkę na ostatniej stronie, gdzie skończyłem czytać i patrzyłem przed siebie, próbując uspokoić z nerwów bijące serce.
Myśli krążyły jak szalone, a jeśli to on? To co tu robi?
Od czasu do czasu zerkałem w jego stronę do końca w sumie nie byłem pewien czy to faktycznie Wiktor, w końcu po skończonym kursie miał wrócić do rodzinnego miasta.
Uspokoiłem się gdy zorientowałem się, że to zwyczajnie ktoś łudząco podobny.

25-styczeń-niedziela

      Dziś wszystko wróciło już do normy, problemy i sprawy dnia codziennego przegoniły "demony" z przeszłości.
Big jest w pracy, ja w domowym zaciszu  przy kawie i książce spędzam swój wolny czas.



sobota, 17 stycznia 2015

Męska prostytucja

Wszystko na sprzedaż ?

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



Ja- Muszę już kończyć, zbieram się do pracy.
Kolega- Swoją droga ciekawe cóż to za praca, że masz tylko nocne zmiany?! Nie wnikam. Do jutra!
Ja- Ha ha.
Kolega- Wcale nie wnikam, ale wiesz w nocy można pracować np. jako... piekarz!?
Ja- Sorry, ale żadna praca nie hańbi !
Kolega- Nie chcesz chyba bym pomyślał, że... ?
Ja- Wiesz... w kraju w którym dopiero co skończyło się kurs językowy trzeba sobie jakoś radzić (...).
Kolega- Serio? Nic nie mówię, mój kolega tak pracował, w tym samym mieście co Ty mieszkasz.

     Od słowa do słowa w formie pisemnej na Facebooku kolega wywnioskował, że pracuje jako facet do towarzystwa. Oczywiście na końcu wyjaśniłem mu o jakiej pracy mówię.
Nie, nie pracuję jako męska prostytutka.

     Jakiś czas temu gdy jeszcze byłem w Polsce i pracowałem z koleżanką w galerii handlowej umijaliśmy sobie czas rozmową o prostytucji.

     Zasugerowała mi, że w takiej roli (męska prostytutka) według niej bym się sprawdził. Podając za przykład to, jak niektórzy panowie spoglądają na mnie a nie na nią, albo przypominając sytuację z jednym klientem, któremu sprzedałem bokserki. Od zakupu bielizny facet przychodził raz, czy dwa w miesiącu. Nigdy już niczego nie kupił. Przychodził popatrzeć, uśmiechał się, próbował zagadywać.

      Postanowiliśmy wtedy z koleżanką, że założymy sobie dla żartu profil z takim ogłoszeniem towarzyskim. Wstawimy jakieś zdjęcie i sprawdzimy efekty.
     Już tego samego wieczoru po wstawieniu anonsu było kilka wiadomości. Wstawiłem swoje zdjęcie, bez koszulki, tylko w spodniach. Opisałem swój wzrost, wagę i dodałem, że szukam sponsora.

     Po przeczytaniu tych wiadomości było mi dziwnie. Nie zamierzałem skorzystać z tych możliwości a raczej był to zwykły wygłup to pomimo tego poczułem się jak paczka chipsów na półce w sklepie. Klient zastanawia się wziąć? Nie wziąć? A może jakaś promocja ?

     Jeden z kolesi proponował stały układ: 250 euro za dobę w hotelu. Potem gdy nie odpisywałem podwyższył stawkę z dopiskiem "za mało ?"
    Wieczorem siedziałem przed komputerem i pamiętam że przez chwilę wpatrywałem się w ten portal i wiadomości ludzi chcących kupić nie tyle co czyjś czas, a ciało.

     Pamiętam, że kilka lat temu trafiłem na Blog (już nie pamiętam nazwy) ale pisał go Alex mieszkał gdzieś na mazurach. Chłopak w moim wieku, niezwykle inteligentny i w bardzo interesujący sposób opisywał swoją codzienność. Jak spotkał się z "chłopakiem dla towarzystwa" nie w celu doznań seksualnych, tylko w celu poznania osoby.

    Współczuje tym którzy musza tak pracować. Nie mam nic do tego kto i jak sobie w życiu radzi. Każdy ma swój sposób na życie. Nie oceniam tego. Ale czy taka praca nie jest podejściem przedmiotowym do osoby ?.

   W swojej notatce Alex  przedstawił go nie jako chłopaka z ogłoszenia tylko tym kim był w środku,. Tym kim ten chłopak był dla samego siebie.

      Zwykły nastolatek wynajmujący mieszkanie. Gdzie w jednym z pokoi była kotara a za nią łóżko, które służyło w wiadomym celu. W mieszkaniu panował chaos jak u przeciętnego nastolatka plus cały regał książek, które umilały mu wolny czas od pracy.
Przecież każdy ma prawo dokonywać własnych wyborów i iść własnymi ścieżkami.





sobota, 3 stycznia 2015

Ja przeciwko sobie

Odkryć w sobie małego chłopca

mały chlopiec
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


Grudzień(2014):

Kilka minut po 20-tej. Siedzę w domu przy biurku pije gorącą herbatę i podjadam cisto z makiem-moje ulubione.

Ostatniej nocy miałem dziwny sen.
     Jest letnie popołudnie, a przynajmniej było ciepło i świeciło słońce. Idę ulicą jak zawsze spiesznym krokiem, wymijając ludzi.
Dochodzę do świateł, i cierpliwe czekam, aż zapali się zielone światło. Obok mnie stoi grupka ludzi mniej więcej w moim wieku. Sprawiają wrażenie jakby się ze mnie naśmiewali. Jeden drugiemu szepce coś do ucha i spoglądają na mnie.
W końcu zapaliło się zielone, a ja próbuje ominąć tych ludzi, którzy blokują mi przejście, aż w końcu podniesionym głosem mówię "przepraszam" oczekując, że mnie puszczą naprzód.
W tym czasie podchodzi do mnie chłopak. Przystojny chyba był, wiem, że blondyn.
Zaczął mnie wypytywać dokąd tak szybko idę, czemu tak się spieszę.Wspomniał, że obserwuje mnie od kilku dni i widzi z jakim nerwowym i mało sympatycznym wyrazem twarzy spotyka mnie każdego dnia.
Usiedliśmy gdzieś na poboczu. Patrzył mi w oczy i nie przestawał mówić.
Odczuwałem dziwne wrażenie jakby ten koleś był kimś ważnym.
Powiedział do mnie "spójrz na swoją twarz, na swoją cerę pod oczami, nie wyglądasz na chłopaka który ma 23 lata, tylko starzej"
Na co mu odpowiedziałem, że mam prawie 30 lat.
Wtedy on powiedziął abym pomyślał o sobie, pozbył się bólu i tych złych myśli.

     Dawno nie miałem takiego realistycznego snu. Od zawsze przywiązuję uwagę do tego co mi się śni.
Sen to sen, wróćmy do rzeczywistości.



Styczeń(03.01.2015)

     "Sen to sen wróćmy do rzeczywistości" nie pamiętam co miałem na myśli pisząc to zdanie. Minęło kilka dni od jego napisania.
Od pewnego czasu kolejny zatapiam się w powieść P. Coelho "Weronika postanawia umrzeć".
Weronika chce umrzeć, a okazuje się, że znajduje sens życia. Ja zawsze chciałem zacząć żyć, a okazywało się, że wegetowałem. Może warto też zacząć chcieć umrzeć, by w nadziei oczekiwać narodzenia?!

    W ostatnich dniach zapomniałem o sobie. Praca, dom, Big, a ja siebie wrzuciłem gdzieś w kąt.
Dostałem od losu pewną szansę. Coś, na co sobie sam zapracowałem przez ostatni rok.
Chciał bym móc umieć nie zmarnować tej szansy.
Pomijając rozwój zawodowy, chcę sięgnąć po marzenia.

    Chcę się zmienić a raczej być tym kim byłem kiedyś. Młodym chłopcem z marzeniami i bez spoglądania na innych szedłem przed siebie. Często ze spuszczoną głową, bo ludzie mówili, bo wytykali, ale szedłem do celu.
Dziś też chcę tak iść. Chcę być tym Oskarem który był dziwakiem w swoim świecie. Nikt nie musi mnie rozumieć, nie muszą mnie wszyscy kochać.
Już nie chcę być przez wszystkich lubiany, chcę mieć swój świat.
Chcę nie pozwolić sobie na stłumienie małego chłopca marzyciela.

    Nie będę rozmyślał i podsumowywał poprzedniego roku. Widocznie droga którą przebyłem, która doprowadziła mnie do miejsca w którym jestem była konieczna, by też w jakiś sposób dojrzeć.
Chociaż czy człowiek zdąży dojrzeć do sytuacji w której jest ?.
Jestem w salonie, pije waniliowe cappuccino i podjadam kruche ciastko z cukrem, w dźwiękach "ANIMY". (ANIMA-płyta J.Steczkowskiej)
Nie jest mi smutno, tylko czas zrobić coś ze swoim życiem. Czas nie jest dla nas łaskawy.

"CHWILA, KTÓRA TRWA - TO NASZ WSZECHŚWIAT JEST.
A MY ZAGUBIENI, SZUKAMY SIEBIE W NIEJ.
CHOĆ MOCNI TAK JAK PYŁU GARŚĆ SZUKAMY ABSOLUTU.
I TWARZĄ W TWARZ TOCZYMY BÓJ Z CZASEM, KTÓRY WYNIK ZNA."
(To co jest Ci dane-J.Steczkowska)

"Widziałam kiedyś kobietę w czerwonej sukni z dużym dekoltem, jak paradowała ulicami Lublany przy pięciostopniowym mrozie. Patrzyła przed siebie szklanymi oczami. Wzięłam ją za pijaną i chciałam jej jakoś pomóc, ale odtrąciła mnie, gdy chciałam jej dać moją kurtkę. – Być może w jej świecie było właśnie lato, a jej serce rozpalała tęsknota za kimś, kto na nią czekał. Nawet jeśli ten ktoś istniał tylko w jej chorej wyobraźni, to przecież miała prawo żyć i umrzeć tak jak jej się podobało, nie sądzisz?"*

"Bądźcie szaleni, ale zachowujcie się jak normalni ludzie. Podejmijcie ryzyko bycia odmiennym, ale nauczcie się to robić, nie zwracając na siebie uwagi."**
* **(Weronika postanawia umrzeć-P.Coelho)



środa, 24 grudnia 2014

Dobrego dnia

Na przekór światu

nowy czas
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.
                             





      W biegu ostatnich dni, pracy oraz innych zajęć zapomniałem o tym co sprawia mi przyjemność- o pisaniu.
      Minęło troszkę czasu od ostatniego wpisu, ale oprócz czasu zabrakło mi natchnienia.
Życie codzienne i obowiązki nie pozwalały mi oderwać myśli i wpłynąć w świat dalszych horyzontów.
      Mam nadzieję, że w przyszłym roku znajdę trochę więcej czasu tylko dla siebie. Ja i mój świat.

Już zbieram tytuły książek które chce przeczytać:
-J.Harris- Brzoskwinie księdza proboszcza
-P.Coelho- Weronika postanawia umrzeć

Książkę o Weronice czytałem. Film również oglądałem.
Bohaterka ksiązki pozornie chce umrzeć a ja bym chciał zacząć żyć. Myślę, że takie skrzyżowanie może wpłynąć pozytywnie.

(Kilka dni później)
24.12- Wigilia

     Kilkanaście minut temu wróciłem do domu z pracy. Jest godzina 2.38. Big śpi, ja przy półmrocznym oświetleniu siedzę i stukam w klawiaturę przy dźwiękach tykającego zegara...

     Powinienem iść spać, aczkolwiek chciałem jeszcze wam wszystkim złożyć życzenia- wiem sprawa oczywista ale nie potrafił bym tego nie zrobić taki już jestem.

      Życzę wszystkim przede wszystkim zdrowia, dzięki niemu będziecie mogli uśmiechać się, kochać i spędzać miło z bliskimi czas.
Tego pięknego czasu też wam życzę jak najwięcej, czy w samotności, czy w towarzystwie, aby był owocny.
Dzięki zdrowiu będziecie mieć siły na realizację marzeń więc życzę wam głowy wypełnionej takimi marzeniami i aby ludzi których spotkacie na swej drodzy mogli wam pomóc dojść do celu.

       Chciał bym życzyć też coś sobie:
Abym umiał odpowiednio wykorzystać czas mi dany. Wykorzystać swoje dary. Zrealizować pragnienia. Nauczyć się szczerze kochać. Dbać o bliskich. Pozostać sobą nawet na przekór całemu światu
Być sobą, po prostu żyć i być sobą ....

Dobrego dnia
Oskar.

sobota, 6 grudnia 2014

Alternatywa

Ślub ???

gej mąż
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.

     Przed Świąteczne spotkanie z grupką znajomych z kursu językowego. 
Umówiliśmy się na południowy obiad. Przyszła Iza, Krystian z mężem, oraz Sebastian.
Od słowa do słowa o nadchodzących Świętach Krystian przerwał rozmowę mówiąc że w przyszłym tygodniu będą obchodzić piątą rocznice poznania się i z tego względu zaplanowali dwudniowy wypad do Paryża.
Uroczo niczym z taniej komedii romantycznej.
        Wszyscy głośno pogratulowali, gdzie w tym czasie odezwał się mąż Krystiana- Daniel.
Daniel- Oskar! Przecież Ty z Bigem w tym roku również świętowaliście swoje pięciolecie!
Ja- Tak, odrzekłem krojąc kotleta po czym łapczywie przegryzałem go w buzi.
Daniel- A kiedy Wy zamierzacie wziąć ślub ?
Ja- Nie weźmiemy raczej ślubu... kontynuując jedzenie
Nagle każdy z nich jak w chórku kościelnym
-Nie?
Iza- Dlaczego ? Coś się stało? (Iza, która jest od dziesięciu lat żonata mając obecnie 32 lata.)


    Wszystkie oczy były skierowane na mnie z jakimś dziwnym przerażeniem, nawet Sebastian, któremu jakiś czas temu urodziło się dziecko a on nadal spotyka się z innymi kobietami podobno tylko na kawę- nie wnikam.
    Zapadła cisza a ja połykając ostatnią porcję kotleta odpowiadam.
Ja- Rozmawialiśmy kiedyś o tym, ale jakoś nic konkretnego nie zaplanowaliśmy, dla mnie to bez różnicy. Po drugie zawsze to jakaś alternatywa, po co później bawić się w rozwody he he..

Żart, który miał rozluźnić atmosferę, rozbawił tylko mnie. U moich przyjaciół wywołał wymuszony uśmiech.
Popijając sok z grejpfruta ze wzrokiem spuszczonym w stół słuchałem jak rozmowa potoczyła się ponownie na tor Świąteczny.

        Wieczorem tego samego dnia wybrałem się z Robertem na centrum by kupić prezenty.
Gdy opowiedziałem mu całą sytuację zaśmiał się sugerując mi, że znowu boję się podjąć ważne decyzje w życiu i tak naprawdę nie rozumie dlaczego nie mieli byśmy wziąć ślubu?!.
Ja- A dlaczego z tym swoim ślubu nie weźmiesz ?
Robert- Z tym swoim ? Składał byś gratulacje a nawet nie pamiętasz jego imienia.- Odparł.
Ja- No dobra nie mam pamięci do imion. Zresztą zapoznałeś mnie z nim tylko raz. Nie jestem w stanie zapamiętać wszystkich imion chłopaków z którymi się spotykasz.
Robert- Ja Twoich pamiętam.
Ja- TAK! Ilu ich było ?! Big, Adrian?  Dwa imiona ?
Robert- Wiktor, Adrian ten z kursu...
Ja- OK - Przerywam wyliczankę- może i do sześciu byśmy wyliczyli, ale to było w ostatnich pięciu latach. Natomiast w Twoim przypadku w ostatnim roku liczba była by potrójna.
Robert- Zaśmiał się w głos-  Już nie przesadzaj, ale i tak dałeś palmę z Mariuszem (jego obecnym chłopakiem)
Co się stało?
    Mariusz z zawodu jest nauczycielem, przed Mariuszem był Mateusz- stomatolog. Gdy Robert przedstawiał mnie Mariuszowi wynikła niezręczna sytuacja.
Robert- Mariusz to jest Oskar, mój przyjaciel o którym Ci wspominałem,.
Mariusz- Miło mi Cię poznać Oskar,
Ja- Mi również jest miło. Robert dużo mi o Tobie opowiadał. Jak będę miał ból zęba będę wiedział do kogo mam się zgłosić - Jak zwykle staram się rozluźnić atmosferę. Zaśmiałem się oczekując takiej samej reakcji.
Mina Roberta bezcenna, Mariusz raczej zdezorientowany. Domyślałem się, że dałem plamę.
Na co Robert.
Robert- Mariusz jest nauczycielem, mówiłem Ci....
(..)

     Wieczór spędziłem sam w domu.
Ślub???
     Jestem z Bigem piąty rok. Mieszkamy razem. Poznałem jego rodzinę, on mojej niestety jeszcze nie, z wiadomych przyczyn.
Z tą alternatywą to nie był wcale taki żart. 
     Nie szukam nikogo innego. Jest mi dobrze w tym związku. Jestem szczęśliwy, pomimo naszych ciężkich charakterów, ale wciąż się siebie uczymy i docieramy się.
Czy tak ważny jest ślub ?
OK! Jest kilka zalet.
     Mieszkając w Niemczech jako singel, płacisz podatek tzw "bykowe" i oboje z Bigiem automatycznie te pieniądze są nam zabierane z naszych wypłat, ślub by to zmienił.
No i oczywiście sprawy spadkowe.
Na naszej ulicy mieszkają jeszcze dwie pary homo, w tym jedno małżeństwo.
Może kiedyś, powiem że mam męża, może kiedyś będę czuł że tego chcę.
Może kiedyś...


niedziela, 16 listopada 2014

Homofobia

Boją się przed sobą przyznać o swoich skłonnościach homoseksualnych


HOMOFOBIA
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.


"Do problemu należy podchodzić delikatnie, ponieważ homofobów może teraz jeszcze mocniej dotykać to, co mówią o nich homoseksualiści"

Z artykułu wynika, że kolejny raz naukowcy dowodzą że najczęstsza przyczyną homofobii jest homoseksualizm.
Myślę, że te badania na nikim aż tak wielkiego szoku nie zrobiły. Od lat się o tym mówiło i ja osobiście się z tym zgadzam. 

     Rozśmieszył mnie jedynie tekst o tym by do sprawy podchodzić delikatnie aby przypadkiem homofoba czymś nie urazić. Szczególnie boją się napiętnowania z naszej strony.
Przez lata osoby homoseksualne były napiętnowane, obrażane, nie raz osoby publiczne wypowiadały się negatywnie o środowisku LGBT i to było w porządku! Teraz natomiast boją się by role się nie odwróciły?
Do mnie obrażliwe słowa nigdy nie trafiały. Zawsze tłumaczyłem sobie to w sposób, że mam do czynienia z ciemnogrodem. Szkoda mi tych ludzi, oraz tych, którzy chowają się przed strachem. Boją się być sobą.

     Nie jednokrotnie swego czasu będąc na czatach (portalach randkowych) pojawiała się osoba, która wylewała swoją nienawiść pisząc obraźliwe słowa.
Często zdarzało mi się, że wchodziłem w polemikę z takimi osobami.
Uświadamiam takie osoby o ich homoseksualizmie. Oczywiście, żadne słowa do takich osób nie docierały wręcz budziły jeszcze większą agresję, co mnie jeszcze bardziej bawiło. 

     Tylko po co deklarujący się jako osoba heteroseksualna wchodzi na czat przeznaczony dla gejów?
Jestem w stanie zrozumieć osoby, które mówią, że homoseksualizm to coś dziwnego. Nie znają prywatnie takiej osoby. Nie maja pojęcia czym jest homoseksualizm, często jest też mylony z pedofilią. Takie osoby mogą budować swoją wiedzę na ten temat z telewizji, która najczęściej pokazuje skrajności, bądź od innych osób które również nie posiadają podstawowej wiedzy.
Takie osoby nie wchodzą w dyskusję, a już na pewno nie manifestują swego sprzeciwu.
Natomiast zachowanie homofobów zawsze budziło we mnie zdziwienie. 

      Jeśli nie tolerują gejów lesbijek, nie akceptują i nienawidzą po co poświęcają im tyle swego czasu? 
Osobiście byłoby mi szkoda marnować czas, wychodząc na miasto i kilka godzin krzycząc, że nie lubię gejów. 
Co to kogo obchodzi czego Ty nie lubisz i jakie ma to znaczenie?
     Ja nie lubię piosenek Dody, to znaczy, że teraz mam wchodzić na je strony i pisać negatywne komentarze o jej twórczości. W jakim celu? - jaki to ma sens?

Czy nie szkoda czasu na rzeczy które nas nie dotyczą ? 

Skoro deklarujesz się jako heteryk co masz wspólnego z gejami ?
Żal mi takich ludzi ich zachowanie ewidentnie wskazuje na zakłócenia psychiczne.
Tak bardzo boją się przed sobą przyznać o swoich skłonnościach homoseksualnych (jak mówią badania, część z tych osób jest homoseksualna), że z tej złości atakują osoby które z tym nie mają problemów?
A sami wieczorem w zaciszu domowym oglądają filmy gay porno?.

     Autora słów o tym, że homofoby mogą być teraz atakowani przez homoseksualistów raczę uspokoić.
Aktywni homofoby nie są na tyle zdolni i inteligentne by przeczytać powyższy artykuł a badaniach i ich wynikach więc nie będą świadomi o czym mowa.

      Jakiś czas temu na jakimś portalu, młody zdolny chłopak (nie gej) pochwalił się zdjęciem jakie zrobił na słynnym Placu Zbawiciela - zdjęcie tęczy.
W zasadzie w centrum zdjęcia była grupka ludzi, rozmawiali byli uśmiechnięci a w tle była tęcza.

      Wdałem się w dyskusję z jakimś typkiem odnośnie tego symbolu. Ludzie zamiast podziwiać jakoś wykonania zdjęcia oburzali się na widok tęczy i rzekomego jej znaczenia.
Koleś próbował mi udowodnić że geje to myślą tylko o seksie i bardzo to eksponują dlatego społeczeństwo się oburza podając za przykład Darkroom w clubach gejowskich.

   Skąd on wie o takich miejscach? Będąc heterykiem chyba tam nie zagląda ?
A po drugie jaki musi być ograniczony i stereotypowy sugerując mi, że wszyscy geje z tych miejsc korzystają!?.

     Na myśl przychodzi od razu kontr atak. Po co burdele wypełnione prostytutkami? Co one robią przy głównych drogach ? -prostują znaki drogowe ? Z pewnością nie jedno wyprostowały a na pewno nie był to drogowskaz.

Opanujmy się! Człowiek człowiekowi nie może być wrogiem!


piątek, 7 listopada 2014

Są ludzie, a może to nie ludzie tylko wspomnienia?!

...A za ścianą deszczu gdzieś my

samotnosc
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania.

     


     Cokolwiek bym dziś nie robił przyprawia mnie o nostalgię, wzruszenie a oczy same zalewają się łzami.
      Zwykły dzień podobny do każdego poprzedniego, a jednak czuje się inaczej.
Nie pomaga muzyka, która porywa rytmem. Nawet ciastka, po których niestety rozbolał mnie brzuch.
Zaczęło się od tego, że dziś mam dziwny dzień wspomnień.
Wspomnienia, o których każdy chce zapomnieć. Osoby o których nie powinniśmy już myśleć a one wracają jak smutna jesień każdego roku. Szare, chłodne a za ścianą deszczu gdzieś my ....

     Myślę o Adrianie. Nie powinienem o nim myśleć, aczkolwiek stało się to nie bez przyczyny.
Pewnego wieczoru spędzając czas na Facebook-u polubiłem dziwny post mojego kolegi.
Okazało się, że to tzw. "ślimak" polubiłeś musisz udostępnić ten post u siebie.
Odpisałem, że nie bawię się w takie rzeczy.
Proszony przez znajomego o udostępnienie, bo to chodziło o jakiś zakład-pomyślałem "ok" w końcu to tylko głupi Facebook.
Mój post został polubiony przez Adriana.
Ja musiałem teraz do niego napisać by on udostępnił itd. 
Ale jak odezwać się do niego po tym co kiedyś nas łączyło a od dłuższego czasu i chyba życzeń noworocznych nie kontaktowaliśmy się ze sobą? (sadzę, że oby dwojgu było tak na rękę)
Nalegania kolegi zmusiły mnie do napisania do Adriana.
Miałem nadzieję, że nie zareaguje, chociaż z drugiej strony bałem się tego, poczułbym się jak kretyn.

Adrian odpisał.
Adrian- żartowniś z Ciebie Oskarze.
Ja zamiast zwyczajnie odpisać, zacząłem się tłumaczyć i chyba i tak wyszedłem na panikującego głupca.
Adrian zaczął się rozpisywać, był miły ciągną rozmowę, zmieniając temat ze "ślimaka" na nasz, o nas.
Nie chciałem brnąć dalej.
     Między nami od wielu lat jest już skończone, a taki kontakt może naruszyć zastygnięta lawę.

Nie chcę! 
    Chociaż przeszłą mi myśl przez głowę by kontynuować, czułem przez chwilę te same emocje gdy kilka lat temu się poznawaliśmy. Może to głupie ale czułem jego bliskość.
Nie mogę, wiem, że odegrało by to złą role w moim świecie.
Musiałem się pożegnać ucinając mu w trakcie odpisywania.

Adrian-Ok, Pa malutki-śpij dobrze.

"Malutki"Tak na mnie mówił.

     Cały wieczór nie mogłem zasnąć. Myśli krążyły, wracały wspomnienia.
Jego wzrok, ciepły stonowany głos i ten uśmiech ...

     Są ludzie, a może to nie ludzie tylko wspomnienia, które pozostawiły trwały ślad.
I chociaż na co dzień o tym nie myślę, one są gdzieś W otchłani za nowymi zdarzeniami i sytuacjami.
Gdzieś gdzie pokryły się kurzem ale nie zniknęły i nie są zamknięte na klucz tylko czekają na odpowiedni moment by pęknąć jak bańka mydlana i siać spustoszenie.

"Mały mój ukochany
trudno z miłości się podnieść
a jeszcze ciężej od złych nowin
gdy patrzysz na mnie ciemnym wzrokiem
smutniej mi ... chłodniej
boję się ... i boje się "*

*Justyna Steczkowska-Mała moja maleńka.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...