Translate

Poznajmy się :)

niedziela, 27 sierpnia 2017

Zdobywcy oddechu

Przemysław Piotr Kłosowicz

Oskar Gej blog, gejowski blog
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



"Warto cokolwiek! W życiu warto cokolwiek, choćby chodzić i oddychać, sięgać po coś z półki albo siedzieć na krześle w kuchni i wpatrywać się w okno. Byle być, bo za chwilę może się okazać, że jestem po coś" *


    Książka trafiła w moje ręce gdy przypadkiem znalazłem kilka cytatów w internecie. To one zachęciły mnie do jej kupna.
Już pierwsze zdanie (powyższy cytat *) wywarło na mnie pozytywne wrażenie, a pierwsze minuty, spędzone przy tej powieści, utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie będzie to łatwa podróż. Niełatwa, ale przyjemna.

    "Zdobywcy oddechu" to dość specyficznie napisana powieść.  Przemysław Piotr Kłosowicz bawi się słowami i metaforami.
Chociaż książkę polecam każdemu, to jednak zdaję sobie sprawę, że to pozycja nie dla każdego.
Sarkastyczna, pełna niebanalnych metafor i czarnego humoru. Bywa wręcz bezwzględna. Autor nie przebierał w słowach. Muszę przyznać, że ta książka jest dość odważna na swój sposób.
Przypuszczam, że znajdą się ludzie, którym gra słów może się nie spodobać, tak samo jak mogą czuć się urażeni użytymi porównaniami i przenośniami.
"Zdobywcy oddechu" to propozycja dla ludzi, którzy wyzbyli się stereotypów, uprzedzeń i podchodzą do życia z dystansem.
Kolejną cechą charakterystyczną jest płynne przeskakiwanie tematyczne.

    Przemysław Piotra Kłosowicz w swoim debiucie literackim porusza wiele trudnych tematów.
Miłość (a raczej jej brak), kompleksy czy brak perspektywy na życie.
Wszystko jest opisane najczęściej w przemyśleniach i wewnętrznych monologach bohaterów.

    "Zdobywcy oddechu" to opowieść o trzech mężczyznach mieszkających w Krakowie.
Trzech bohaterów łączy nie tylko miejsce zamieszkania, ale pesymizm i brak jasnych perspektyw na przyszłość.

Wiktor to pierwszy z bohaterów, którego poznajemy. Dojrzały facet po czterdziestce, który chciał zostać pisarzem. Los tak pokierował jego życiem, że nie do końca jest z tego stanu sytuacji zadowolony. Zmaga się z depresją, chorobą syna, oraz oziębieniem relacji z żoną.
Zajęty pracą, pędem dnia codziennego traci jakby część samego siebie.
"Wszystko gra. Wszystko to gra, udawanie zadowolenia z życia. Ludzie widzą jedną z wielu masek, uśmiech numer sześć. A w mojej głowie cisza, spokój. I nawet nie ma tam miejsca dla mnie".*

Piotr, młody homoseksualista, który uciekł z prowincji do większego miasta. Wciąż w ukryciu przed rodziną, za to przed samym sobą już nie. Wie, czego chce. Chce miłości, tej drugiej połówki nie tylko do łóżka, ale przede wszystkim do życia. Aczkolwiek wciąż powraca myślami do chłopaka, z którym łączą go już tylko wspomnienia. Swoje życie i refleksje dzieli ze swoją przyjaciółką Leną, która również podziela jego los " osoby do wzięcia".
"Coś umarło przecież na zawsze. Jestem w żałobie. Nie dostrzegam dobra, na oczach mam czarny woal smutku".*

Zbigniew, z jednej strony pozytywnie nastawiony człowiek do życia, a z drugiej jakby pretensjonalnie. Czuje, że nie pasuje do otoczenia. Zakompleksiony zmagający się z brakiem samoakceptacji oraz żyjący w cieniu przystojnego przyjaciela. Marzy o wielkiej miłości.
"(...) Patrzą i myślą, że lepiej byłoby, gdyby matka poroniła mnie w pierwszym trymestrze ciąży. Tak wiem, że mam aparycję chłopca z filmów familijnych, tego, któremu nic nigdy nie wychodzi i potyka się o sznurówki, nawet wtedy, gdy na nogach ma buty na rzepy".*

    Problemy bohaterów powieści mogą dotykać każdego z nas. Stąd też z wieloma sytuacjami łatwo się utożsamić. Można by stwierdzić, że będzie to podróż przez mękę, ból i cierpienie, gdyż każdy z bohaterów jest niezadowolony z tego jak toczy się jego życie. Każda myśl jest pesymistyczna.
Tymczasem książka wprowadza czytelnika w pozytywny nastrój już od pierwszego zdania.
Pomimo problemów opisanych przekaz jest bardzo entuzjastyczny. Sposób w jaki autor łączy słowa w zdania, w jak sprytny i lotny sposób używa  metafor sprawił, że niejednokrotnie wybuchnąłem śmiechem.

     "Zdobywcy oddechu" to książką, która nie tylko zabiera nas w inny świat, pozwala nam odetchnąć od naszego życia, ale zmusza do refleksji nad nami samymi. Każe zastanowić się czy jesteśmy zadowoleni z tego jak żyjemy i czy czasem nie podzielamy losu bohaterów, którzy... no własnie ... powinni zdobyć się na oddech.




źródło- Facebook

Przemysław Piotr Kłosowicz  (ur. 1987 r.)
Pochodzi z gminy Jedlicze. Ukończył pedagogikę społeczno-opiekuńczą na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mieszka i pracuje w Krakowie. "Zdobywcy oddechu" to jego debiut literacki.

Zapraszam na oficjalną stronę internetową autora
przemyslawpiotrklosowicz.com








*cytaty pochodzą z  książki "Zdobywcy oddechu"

niedziela, 13 sierpnia 2017

Bezgłos

Czy ty mnie kochasz?

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania





"Was hat uns zusammengeführt

Warum hast du mein Herz berührt
Mit welcher Welle sind wir gekomen
Auf welchem Boden werden wir gehen"
                                   (NENA-Freiheit)

"Co nas razem połączyło
Dlaczego poruszyłeś moim sercem
Z jakimi falami przybyliśmy
Po jakim gruncie będziemy chodzić"
                          (tłumaczenie własne)



       Umówiłem się z Marvinem, że będę na niego czekał w centrum. Miał tam przyjść prosto z pracy. Nie poinformowałem go o moim planie. Zostawiłem mu tylko wiadomość  "Znajdziesz dla mnie czas o 19-stej ?".
Odpisał i dopytywał się o co chodzi. Nie wytłumaczyłem mu.
Ubrany w koszulę, jeansy, czekałem przy stacji metra.
Jego mina mówiła więcej niż mógłby to wyrazić słowami. Zdenerwowanie, niepewność miał wypisane na twarzy. Im bliżej podchodził, tym wyraźniej zaskoczenie na jego twarzy zmieniało się w ulgę. Bo jak sam wspomniał, spodziewał się najgorszego po takiej mojej wiadomości ... ale po moim wyglądzie już nie.

-Zapraszam cię na kolację - szepnąłem mu do ucha trzymając go jeszcze w ramionach.
 Wyglądał jakby miał się rozpłynąć. Szeroki uśmiech i onieśmielone spojrzenie.
-Zaskoczyłeś mnie -wypowiedział swoim lekko piskliwym głosem i przytulił mnie mocniej, niż za pierwszym razem - Jesteś niemożliwy - dodał.

     W drodze do włoskiej restauracji  mierzył mnie wzrokiem. Miałem wrażenie, jakby mnie kosztował, kawałek po kawałku. Chciałem zrobić na nim wrażenie, wyglądem i moim zaproszeniem. Udało mi się.

      Następnego dnia wybraliśmy się do parku. Pogoda, podobnie jak dnia poprzedniego, dopisała.
Leżeliśmy sobie na kocu, czytaliśmy, rozmawialiśmy. A w momentach, w których nie było naocznych świadków, całowaliśmy się.
Czułem się jak zakochany nastolatek ...  i też tak się zachowywaliśmy. Tak oto spędziliśmy całe popołudnie. Czas nie grał roli, z czasem i naoczni świadkowie przestali nas krępować, gdy szliśmy przez park do przystanku autobusowego, trzymając się za ręce.

   Nie wiem co nas połączyło, Marvin mówi, że to przeznaczenie. Ot tak się zobaczyliśmy, kilka razy na siłowni. Wiadomo szczęściu trzeba pomóc, on to zrobił, pisząc do mnie. Dlaczego tak bardzo poruszył moim sercem? Mocniej niż inni przypadkowo poznani, ci którzy chcieli czegoś więcej, a ja nie chciałem im dać nic poza "bądźmy przyjaciółmi"?
     Co nas pcha ku sobie? Co nas łączy? Sympatia, miłość, podobieństwo?
Nie mamy gruntu, po którym byśmy wspólnie stąpali. Nasz związek jest jak z kart. Kruchy i niestabilny. Wystarczy jeden podmuch wiatru i runiemy w dół. Żyjemy w cieniu nas samych.

     Nie potrafiliśmy odpowiedzieć sobie na te i kilka innych pytań. Romantyczne popołudnie skończyło się na chodniku w centrum, gdzie się rozstaliśmy. Skończyło się wieloma pytaniami, setkami myśli i brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi.
Rozstaliśmy się w innych nastrojach niż te, które nam towarzyszyły przez cały dzień.

     Ja pierdole, pomyślałem i wypowiedziałem na głos, podczas wspólnego wieczoru z Bigem przed telewizorem. Tak wulgarnie pomyślałem, bo dostałem wiadomość od Marvina, na którą inaczej zareagować nie umiałem.
"Bardzo mi przykro, ale po tym dzisiejszym dniu, i tej szczególnej rozmowie, było mi bardzo źle. Nie mogłem tego nacisku dłużej wytrzymać. Opowiedziałem swojemu chłopakowi o nas......"

    W tym momencie zamarłem. Co miałem zrobić? Musiałem zachować kamienną twarz.
"co?" nic więcej mi do głowy nie przyszło, wysłałem
"Marvin co teraz z wami będzie ? Jak mogłeś to zrobić nie informując mnie wcześniej"

Telefon, a raczej Marvin, nie odpowiadał. Był nieaktywny, a raczej nie online. Nie odczytał moich wiadomości. Kurwa, kurwa, kurwa....

Następnego dnia zadzwoniłem do Roberta.
-Masakra, i co teraz zrobisz?
-Nie wiem, nic do mnie jeszcze nie napisał -  nadal nie miałem żadnych informacji od Marvina, co mnie martwiło.
-Współczuję mu,bo czuję się jak ty, rozdwojony.
-Czuję się winny. Nie powinienem pozwolić na to wszystko. Chociaż jest tak pięknie między nami.
Ja pierdole, rozjebałem mu życie.
-Współczuję ci ...

     Słowa przyjaciela niewiele zmieniły, bo co mogły zmienić?  Sytuacja jest jaka jest i sam muszę sobie z tym poradzić. Rozczulać się nad sobą też nie zamierzałem. Unikam takich zachowań.

     Z Marvinem udało mi się nawiązać kontakt dopiero wieczorem. Spotkaliśmy się jeszcze tego samego dnia w parku, tam gdzie zawsze.
Bałem się. Nie wiedziałem co mnie czeka.
Jak nigdy, nie wiedziałem co zrobić. Mam prawo go przytulić? - myślałem gdy podchodził do mnie- podać rękę?
Marvin chociaż próbował zachowywać się normalnie, na twarzy miał wypisany lęk.

-Jesteś na mnie zły?- zapytał patrząc mi w oczy.
-Nie, nie mogę być zły- chciałem mu powiedzieć: przecież to twoje życie, ale on nie lubi gdy tak mówię. Milczałem.
-Oskar, musiałem to zrobić. Ja znam swoje uczucia i jestem ich pewien. Carsten nie zasłużył sobie na to, bym go tak traktował.

Miał rację. Żaden z naszych partnerów nie zasłużył sobie na to, co robiliśmy za ich plecami. Nie miałem nic do powiedzenia. Siedziałem na ławce i pozwoliłem mu mówić.

-Oskar, kiedy wróciłem do domu, Carsten od razu zadawał pytania, gdzie byłem i z kim? Nie pozwolił mi na kłamstwa, dodając, że nawet pachnę innym facetem. A ja dłużej już tak nie mogłem.
- Rozumiem...- odpowiedziałem.
- Powiedziałem, że ma rację i że od dwóch miesięcy spotykam się z kimś- kontynuował- zapytał mnie również czy go kocham, tzn ciebie, odpowiedziałem, że tak, po czym on zapytał czy ty mnie kochasz. Odpowiedziałem, że nie wiem.

Rozstali się.




niedziela, 30 lipca 2017

Historie o gejach

Miłość powszednieje

oskar, gej w mieście
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



      Choć dzień zaczął się nieszczególnie, po prostu zwyczajnie, to nadzwyczajnie dobrze się czuję.
Piękny mam kawałek dnia. Tego mi brakowało.
Samotność, natura, słońce i książka.

      Piękna aura zieleni, lasu, śpiewu ptaków... i stworzona przez Przemysława Piotra Kłosowicza historia o trzech mieszkańcach Krakowa.  Historia, w którą mogłem się zanurzyć.
Pomyślałem sobie, że przy takim zanurzaniu trzeba uważać. Czasem można utonąć w czyjejś historii, a może trzeba by było zacząć tworzyć własną ?

     Wybrałem się do parku. Innego niż zawsze, i na innej ławce, niż zawsze, spędzałem czas.
Potrzebowałem ciszy i spokoju. W moim ulubionym parku bym tego nie zaznał. Zbyt dużo ludzi i zbyt dużo znajomych.
Planowałem zrobić sobie przerwę od książek, które ostatnio czytałem jedną za drugą. Wiesław Myśliwski, WM. Paul Young i w końcu Robert Setthaler, którego "Całe życie" pochłonąłem na lotnisku w Gdańsku, czekając na samolot powrotny do domu.
      Z kilku książek, które stoją na półce jeszcze nieprzeczytane np. "Central Park","Ślepnąc od świateł", czy "Cień wiatru" skusiłem się na "Zdobywcy oddechu" P.P. Kłosowicza.

      Opowieść o trzech "młodych" chłopakach, różnych pod każdym względem, a jednak mających ze sobą coś wspólnego...
    Jak wspomniałem, miałem nic nie czytać, by zająć się chociażby swoją "książką", w której utknąłem  w scenie szczęśliwego związku Oskara (głównego bohatera) oraz Marka (jego jedynej miłości).
    Chłopaki się poznali, spędzili wspaniały wieczór w dyskotece, upojną noc w domu Marka i co dalej ?
Nie mam pomysłu na ich związek. Tak jakby miłość była banalna, powszednia.
A może tak jest, może miłość jest powszednia ?

"Nie potrafisz tęsknić do miłości, bo ona za szybko powszedniej, a przecież ciekawsze jest to, co nieodkryte. Byłem nowością, ciekawostką, ale nikt nie jest na tyle skomplikowany, by zatrzymać cię na dłużej".*


Co ja o tym wiem? A może własnie wiem!

     Z Bigem osiem lat, dzień po dniu. Z Marvinem już prawie dwa miesiące razem. Razem, a jakby osobno. Bo Marvin jest jakby tym drugim. Ja natomiast jestem już tym pierwszym, dla którego zostawi swoją przeszłość, chłopaka i będzie budował przyszłość. Tak mówi... że tak może zrobić. Tymczasem czeka, aż ja się ustosunkuję.
 A ja już naprawdę nie wiem, czy poza stosunkiem chce się do niego ustosunkowywać. A jakoś też zostawić go nie umiem...
     Mam sobie wszystko poukładać, ale bez pośpiechu. Staramy się o tym nie mówić, by nie psuć atmosfery spotkań. Oboje kogoś mamy i taki jest fakt.
Spotykamy się regularnie, całujemy się regularnie. Wszystko robimy regularnie.
Mimo to, często myślę sobie, że powinienem go zostawić, że powiem mu to na kolejnym spotkaniu.
Na kolejnym spotkaniu i tak tego mu nie mówię. Nie umiem. Jest uroczy, a ja za bardzo w niego wpatrzony.

      W chwilach wolnych jak ta, uciekam od zgiełku ludzkich twarzy w samotność. By nabrać dystansu, a w gruncie rzeczy po to, by uświadomić sobie, że choć lubię tę swoja samotność to tego zgiełku ludzi jednak mi brakuje.

     W ostatnią sobotę spotkałem się z Robertem. U niego kilka drinków, a potem kilka kolejnych w naszym  gejowskim klubie. Robert jakiś dziwny mi się wydawał. W pewnym momencie siedziałem przy tym stole w pokoju, on coś mówił, miałem wrażenie, jakby sam nie wiedział co. Tak jakby zaczynał jedno zdanie, a koniec dodawał z innego. Bawił się telefonem, bo przecież na PLANETAROMEO są fajni koledzy. Porozbierani, najczęściej od pasa w dół, jakby wstydzili się twarz pokazać.
     Co za paradoks dzisiejszych czasów, pomyślałem sobie. Nie wstyd pokazać fiuta, ale twarz już tak. Łatwiej umówić się z kimś na seks w parku, szybką laskę w kiblu galerii handlowej, niż na przysłowiową kawę.
      Patrzyłem na niego, słuchałem go. Gdy ja coś mówiłem, widziałem, że starał się poprawnie odpowiadać. Prawie jak na klasówce w szkole. Ciekawe czy też pod stołem miał przygotowaną ściągę z gotowymi odpowiedziami. Nie zaglądałem. On natomiast zaglądał na zmianę do telefonu i szklanki z drinkiem.

     Dotarliśmy do klubu. Wiele się zmieniło. Zabrali miejsce do tańczenia na rzecz kilku stolików i krzeseł. Mały obskurny gejowski klub stał się jeszcze mniejszym obskurnym gejowskim klubem.
Ale cóż, pozostajemy tam. Nie mamy wyjścia. Miasto z grubo ponad 500 000 liczbą ludności i jeden gejowski klub. Tak jak Robert przestał wydawać się już dziwny, tak ten klub zaczął.
Przyszedł też Marvin, jak zresztą zapowiedział. On nie wydawał mi się dziwny. On wydawał mi się śliczny.

"Podobno musiał sobie wiele rzeczy poukładać. Nie obchodziło mnie, czy w życiu, czy na półkach, wierzyłem, że gdy już poustawia tak, jak chce, wróci do mnie".*

     Ja również zastanawiałem się nad tym, czy nie powinienem (tak już na serio) sobie w moim sercu poukładać. Aczkolwiek, z drugiej strony, jeśli serce ma dwie komory, to może moje uczucia są całkiem normalne?
A może warto dojrzeć do tego, by nie robić bałaganu...




*(Zdobywcy oddechu P.P. Kłosowicz)

źródło/Facebook P.P Kłosowicz



wtorek, 18 lipca 2017

Ale kto ?

Tak bardzo bym chciał...

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



O właśnie! Tak bardzo bym chciał, po prostu móc.
Tak zwyczajnie móc pozwolić sobie,
tak zwyczajnie pójść w dół.

Tak zwyczajnie roztopić się jak marcowy śnieg.
Tak bardzo bym chciał zwyczajnie móc.
Tak zwyczajnie móc, to czy tamto.
Tak zapaść się, może w muł ?

Tak zwyczajnie móc czuć, że jesteś tu.
Tak zwyczajnie, tak normalnie i po ludzku
rozpadać się.
Ale wiedząc, wiedząc, że jesteś tu.

Tak zwyczajnie móc rozpłakać się.
Tak zwyczajnie, bo mam czasem po co.
Tak bardzo bym chciał, o własnie,
tak bardzo bym chciał, abyś mnie pozbierał.

Tak bardzo bym chciał, a nie mogę.
Nie mogę, nie umiem.
No kurwa nie mogę.
A tak bardzo bym chciał.


niedziela, 25 czerwca 2017

Niekochanie

Już wystarczy

       
gej opowiadania
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



       To był spacer jak każdy inny. Nagle zamiast słońca pojawiły się ciemne chmury, deszcz i wiatr.
Do domu wracać nam się nie chciało. Schowaliśmy się po drzewem. Park opustoszał.
I cóż, pocałowałem go, on mnie.
Objął mnie w pasie, ja złapałem go za pośladki i przycisnąłem do siebie. Zorientował się jak bardzo mi się to podoba. Całowaliśmy się z jeszcze większym pożądaniem. Nasze ręce były wszędzie, pod ubraniami. Przestał mnie całować, spojrzał, i wiedziałem czego chcę. Pocałowałem go i dałem sygnał, że może.
Spodnie i tak rozpiął mi wcześniej. To była chwila, nie chciałem by dokończył... bo sam nie chciałem skończyć. Wstał i po wymianie spojrzeń, wiedziałem że moja kolej.
Doprowadzasz mnie do szaleństwa powiedział, gdy staliśmy już twarzą w twarz.

***

        Siedzę przy biurku w sypialni. Miałem iść na spacer z książką, ale zaczął padać deszcz, nawet lekka burza się zebrała. Dokładnie taka sama jak wtedy, gdy Marvin powiedział, że mnie kocha. Powiedział to, a swoimi brązowymi oczami wpatrzony był w moje szaroniebieskie.
Patrzyłem. Nie odpowiadałem, nie mogłem, nie potrafiłem, nie chciałem.
Nie musisz mówić, albo powiedz, albo nie mów. Powiesz kiedy będziesz gotowy, tak będzie prawdziwie, wciąż patrząc wypowiedział te słowa. Milczałem, bo cóż mogłem zrobić. Ale w jego oczy wciąż patrzyłem i wiem, że chciałby to usłyszeć. Któż by nie chciał. Każdy by chciał. Powiedzieć i dostać również taki zwrot słów. Ale nie potrafiłem. Zauroczony byłem, nawet mu to powiedziałem. Dwa razy. Jestem tobą zauroczony, tak to brzmiało, ale czy kochałem? Nie wiem.

       Ostatnio mniej wiem o sobie, niż wypada wiedzieć. Jakaś niewiedza u mnie zagościła. Obojętność też. Ale nadal siadywaliśmy na ławce z nogami podkulonymi i trzymaliśmy się za ręce.
Mój stoicki sposób myślenia, wymknął się z pod kontroli. Totalnie zobojętniałem na wszystko.
Robert mówi, że mnie nie poznaje. Nie wiesz co zrobić dalej? Pytał. No nie wiem, odpowiadałem. Żyłem chwilą. A on znowu się dziwił, radził, żebym pomyślał co z tym dalej, co z przyszłością. A ja nie wiem, tak mu odpowiadałem. Bo skąd mogłem wiedzieć? Jak człowiek po trzydziestce, to może już tylko śmierć w planach, śmiałem się ironicznie.

        Jeszcze kilka dnia temu spotkania z Marvinem przyprawiały mnie o dreszcze i podniecenie. Ochy i achy... coś się działo. Fajny chłopak, przystojny, miły, zabawny. No ale potem, gdy już dostałem, co chciałem, wróciła codzienność.  
Kiedy przypomniałem sobie, że poza flirtem mam sprawy codzienne, które raczej nie powinny czekać, to i jakoś te ochy i achy zmalały.
I nagle jakby zaczął mi przeszkadzać, bo zaczął czegoś oczekiwać. No wiesz Oskar, już miesiąc się znamy, powtarzał. Mówił, że nawet myślał o wspólnym mieszkaniu. Tylko jak to zrobić skoro oboje kogoś mamy? Pytał retorycznie.
A mnie te jego oczekiwania, sugestie zaczynały jakby przeszkadzać. Bo niby jak może, jakim prawem może czegoś ode mnie oczekiwać?

      Przesiadywaliśmy częściej na tej ławce, dłużej. Rozmawiając, często całując się, a najczęściej patrząc na siebie. Tak romantycznie.
No fakt, pobudził coś we mnie, aczkolwiek mój system obronny się uruchomił, broniąc mnie przed tym uczuciem, niczym system odpornościowy broni organizm przed bakteriami.
Nie powiem, że nie wyobrażałem nas sobie razem. Nawet w myślach robiłem tabelki, co on mi daje, czego Big już nie i na odwrót. Jakby ważąc "za i przeciw".
A po takich spacerach wracałem do domu. Na nasze czwarte piętro. Czasem byłem w domu przed Bigem, a ostatnio kilka razy on był pierwszy.

      Czy coś podejrzewał, nie wiem, nie wydaje mi się. Nie dawał po sobie poznać, że coś jest nie tak. A może dawał, tylko nie chciałem dostrzec tych znaków. Może tak jest łatwiej? Udawać, że się nie widzi. To sprawia wrażenie, jakby TEGO nie było, a jak TEGO nie ma, to nie ma o czym rozmawiać.
Stałem się jednym z tych, którymi gardziłem. Nie rozumiałem i nawet nie próbowałem zrozumieć. Bo niby jak można iść do innego, gdy ma się do kogo iść.

      Powinien odejść z mojego życia, już wystarczy. To miała być tylko chwila zapomnienia. Niby miejsce dla niego było. Ale czułem się pusty, apatyczny, inny. Wolałbym go już stracić, a on nagle poczuł potrzebę bycia. Nawet zaczął się rozpychać, chciał walczyć o byt w moim życiu.
Jakby to mu się należało. Zwłaszcza po tej sytuacji w parku, gdy zaczął padać deszcz.
Sprezentował mi wszystko... noo, prawie wszystko. Doprowadzasz mnie do szaleństwa, mówił.
On mnie też, ale ...  co z tego.

      Chciałbym go stracić już. Natychmiast. Czasem nawet traciłem na dzień czy dwa, bo nie zawsze mogliśmy się spotkać, ale powracał. To nie jest czas dla nas, nie teraz. Powinniśmy spotkać się później. Tyle, że co to znaczy? Powinniśmy spotkać się później? Kiedy jest to później?
Przeznaczenie jakby się pospieszyło. A może jest opcja, by poczekało?
Idź z mojego życia mówiłem w myślach, trzymając go za ręce.




niedziela, 18 czerwca 2017

Jeden ruch cz 3

Nie mogę powiedzieć tego, czego chcę

jeden ruch
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



"Zdrada to nie użyczenie komuś swojego ciała. Nie cielesna usługa.(...)
Widocznie jest w człowieku coś ważniejszego od wszystkiego i ponad wszystko, niedostępne żadnej zdradzie, gdzie przechowuje się nieustannie pragnienie tej jednej jedynej miłości, dla której w ogóle warto żyć, choćby daremnie. Zdradzić więc można tylko siebie "
W. Myśliwski - OSTATNIE ROZDANIE



        Późnym wieczorem gdy Big już spał, a mnie nachodziły wspomnienia ubiegłego tygodnia, postanowiłem napisać do Marvina, życząc mu dobrej nocy.
Nie odpisał. Może już spał, pomyślałem. Było dosyć późno, kilka minut po pierwszej.
Nie mogąc zasnąć postanowiłem poczytać książkę, gdy nagle telefon wydał dźwięk dostarczonej wiadomości. Marvin odpisał. Odpisał, że również życzy mi dobrej nocy i nie może doczekać się, by jutro ponownie się ze mną spotkać.
Cóż miałem odpowiedzieć ? Chciałem, nie chciałem. Mętlik w głowie. Moje myśli i uczucia do niego zmieniały się w ciągu sekundy.

"Dzień dobry Oski, wyspałeś się ?"
"Dzień dobry, tak , dziękuję, spało mi się dobrze"
Odpisałem na wiadomość, którą on zostawił mi wczesnym porankiem, zaraz po przebudzeniu.
Nie wychodząc z łóżka, wymieniałem się z nim  kilkoma wiadomościami, mało konkretnymi, a jednak zmierzającymi z mojej strony do poważnej rozmowy.
"Masz wyrzuty sumienia z powodu wczorajszego dnia? Ja mam... tak trochę" wyznałem.
"Muszę szczerze powiedzieć, że nie. Może zależy to od tego, że wiem czego chcę. Przykro mi jeśli Tobie z tego powodu źle"
"Mam wyrzuty sumienia z powodu twojego i mojego faceta. Pomimo tego, że zrobiłem co chciałem. Nie powinienem. Wiesz co mam na myśli ?"
"Nie, nie wiem"
Na pewno wiedział, musiał. Wiem, że to co zrobiłem dnia poprzedniego jest kompletnie sprzeczne z tym, co mu w tej chwili pisałem. Ale nie mogłem inaczej.
"Marvin, rozmyślałem o tym wczoraj. Nie mogę zostawić mojego chłopaka. Bardzo Cię lubię i zrozumiem jeśli nie będziesz chciał mieć ze mną żadnego kontaktu. Ale może pomimo tego uda nam się być przyjaciółmi? "
Minęło chyba z piętnaście minut, a on nadal nie odpisywał. Wysłałem kolejną wiadomość.
"Nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi"
Tym razem odpisał od razu.
"Muszę się zastanowić. Sam już nie wiem czego ode mnie chcesz. To nie jest rozmowa na telefon. Nie oczekuje, że zostawisz swojego chłopaka od razu. Ja tego też nie mogę zrobić. Ale powinniśmy sobie dać czas"
"Marvin, tu nie chodzi o czas. Ja po prostu nie mogę. Przyjaźń to jest, to co mogę ci zaoferować"
"Dzięki za twoją szczerą odpowiedź"
"Przepraszam, nie chciałem cię zranić"
"Już to zrobiłeś"

        Przez całe przedpołudnie nie odezwał się do mnie ani razu. Sądziłem, że się obraził.
Dopiero wieczorem zapytał czy spotkamy się ponownie w tym parku. Stwierdził, że warto byłoby porozmawiać.

       Czekałem na niego w umówionym miejscu. Troszkę się spóźnił.
Muszę przyznać, że czułem się skrępowany. Wszystko co się zdarzyło miało być sytuacją bez znaczenia, bez zaangażowania. Miało być.  Mimo wszystko nie wpłynęło to na mnie na tyle, bym chciał coś w swoim życiu zmieniać. A Marvina... w jego przypadku odniosłem inne wrażenie.

       Gdy podszedł do mnie,  zorientowałem się, że coś jest nie tak.
Przywitaliśmy się jak zawsze krótkim objęciem, a mimo to bił od niego dystans.
Ruszyliśmy alejką.
- Masz rację Oskar, przemyślałem sobie to wszystko i zgadzam się z tobą - zaczął Marvin.
- To nie chodzi tylko o mnie czy o ciebie. Mamy chłopaków, każdy z nas jest w długoletnim związku.
-Wczoraj nie mogłem ci odpisać, bo byłem naprawdę zły, zawiedziony. Myślałem, że coś to dla ciebie znaczy. A potem poukładałem sobie wszystko, i masz rację, to nie ma sensu.

      Słuchałem go w milczeniu, by mógł się wygadać. Jedyne, co mogłem dodać od siebie, to "tak , masz rację, tak będzie najlepiej".

      Nie zawsze warto głośno mówić o swoich uczuciach, przemyśleniach. Pewne rzeczy powinny zostać w nas, głęboko ulokowane, niedostępne dla nikogo.
- Ale chcesz nadal się spotykać ? Jakkolwiek to głupio brzmi, będziemy przyjaciółmi ?- zapytałem.
- Tak,  ale nie będzie to dla mnie łatwe. Zamknąłem temat i nie będę do niego wracał.

      Po jego słowach zapadła krępująca cisza. Ja, wpatrzony przed siebie, on w ziemię, podążaliśmy dalej alejką.

     Minęło kilka dni od ostatniej rozmowy, a my nadal pozostaliśmy w naszej relacji. W relacji z góry ustalonej: faza przyjaźni. Nie chcieliśmy pozwolić sobie wyjść poza jej krąg.
Wspólne treningi, spotkania i wygłupy. Tak, wygłupy. Ciągle z czegoś się śmialiśmy. Można byłoby odnieść wrażenie, że znamy się naprawdę długo. Czasem nawet pomimo trzydziestki na karku, na naszych karkach, zachowywaliśmy się jak dzieci. To było fajne. Zajebiste wręcz.

     Musze przyznać, że teraz między nami atmosfera się rozluźniła. Patrzył na mnie tak jak zawsze. Ciepło i przenikliwie, choć teraz z lekkim dystansem.
Najczęściej w tych chwilach zapadała krótka cisza.
Nasze wymienne spojrzenia był czymś więcej, niż tylko spojrzeniami. Czułem, że to nasz nowy język, którym będziemy posługiwać się, by wyrazić to, co czujemy nie używając słów.

     Za każdym razem gdy się spotykaliśmy, moje uczucia do niego ulegały zmianie.
Chociaż tryb przyjaźń był narzucony przeze mnie, to czasami miałem wrażenie, że jestem niespójny w tym co mówię,  w tym co robię,  a tak że w tym co czuję.
Podobnie było z Marvinem. Wielokrotnie wspominał, że szanuję moje zdanie, i cieszy się, że mamy nadal ze sobą kontakt.  Mimo wszystko nie potrafił ukryć tego, co do mnie czuje. A powinien zatrzymać to dla siebie. Zapewniał mnie też, żebym się tym nie przejmował. On ma wszystko poukładane i cieszy się tą relacją.

     Podczas jednego ze spotkań w parku, mój przyjaciel przyznał mi, że pokazał swojej przyjaciółce nasze wspólne zdjęcie. Zrobiliśmy je podczas ostatniego treningu. To był fajny dzień.
- A po co pokazałeś? -zapytałem mrużąc oczy i udając lekkie oburzenie.
-Tak po prostu, rozmawiałem z nią trochę o tobie- odpowiedział lekko zawstydzony- powiedziała coś ale chyba nie powinienem ci tego powtarzać.
-O nie! -warknąłem - nie zaczynaj, jeśli nie zamierzasz skończyć - powiedziałem, gdyż tak zdarzało się mu już kilka razy.
-Nie - odpowiedział śmiejąc się i odwrócił głowę w drugą stronę.
-No mów! - stanąłem przed nim, łapiąc go za ramiona.
-Powiedziała, że jesteś słodki i pasujemy do siebie - jednym tchem wyrzucił to z siebie.

      Staliśmy tak jeszcze nieruchomo, wciąż w tej samej pozycji. Trwało to chwilkę, zanim dotarły do mnie jego słowa. On odwracał wzrok od mojego spojrzenia.
Głupie i krępujące. Czy naprawdę nie mogłem się domyślić, co ona mogła powiedzieć? A ja durnie naciskałem, by mi powiedział. Usłyszałem słowa, których się spodziewałem, aczkolwiek one i tak sparaliżowały naszą i tak zakneblowaną relację.

- Wszystko ok? - spytałem po krótkiej ciszy, która ponownie rozgościła się między nami.
-Tak- odpowiedział starając się przybrać jak najbardziej naturalny ton głosu - a u ciebie?
-U mnie ok, ale wydaje mi się, że u ciebie jednak nie, co jest ?
-Oj nic, wszystko w porządku - odpowiedział już lekko zdenerwowany.
-No mów! - powiedziałem coraz bardziej zniecierpliwiony jego zachowaniem
Marvin wyprzedził mnie o kilka metrów, jakby szukał bezpiecznego miejsca. Odwrócił się do mnie przodem, wciąż unikając spojrzenia, wziął głęboki oddech i powiedział
- Chcesz wiedzieć co mi jest? To ci powiem co mi jest. Chcę cię mieć, a nie mogę cię mieć !



*** KONIEC ***

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Jeden ruch cz 2

Coś stało się między nami


Oskar gej blog
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania


"Stoimy na dzikiej grani, we dwoje wpatrzeni sami, przywarci mocno ciałami, milczący bez łez i bez słów. Jeden ruch, jeden ruch. Jeden ruch i runiemy w dół"
Justyna Steczkowska -KOCHANKOWIE



       Wyrwani jakby z rzeczywistości. Jesteśmy my, jest opustoszały już park i cisza która wkradała się w dialog.
Oparł się o ławkę rozkładając ręce tak, że dłonią dotknął mojego ramienia. To był inny gest. Ten jeden. Odczułem w nim inność. Oparłem łokcie o kolana, podpierając dłońmi brodę. Wpatrywałem się przed siebie. Bez konkretnego punktu.
Marvin, zmienił pozycję, przysunął się i wpatrywał we mnie wyczekująco.
Patrzyłem i ja.
We dwoje, w skupieni, w milczeniu, a w zamęcie myśli
Jego szkliste oczy mówiły wszystko, a wręcz pytały czy może?
Jeden mój ruch. Jeden ruch i  spojrzałem tak, by mógł.
Mógł, więc zrobił. Zbliżył się do mnie, zamknęliśmy oczy, a usta złączyliśmy w pocałunku.
Nie delikatnym, własnie mocnym. Ruch warg był spójny, języki splatały się. Wszystko współgrało ze sobą jak w tańcu, którego układ przećwiczyliśmy w wyobraźni przez ostatni tydzień.
Nikt nad nikim nie dominował. Połączeni ruchem ust, nasze ciała jakby zamarły. Nie dotykałem go, on mnie też nie dotykał.

       Przerwaliśmy, może by złapać oddech, może by spojrzeć na siebie jeszcze raz. Nie wiem.
Nie mogłem. Odsunąłem się. On spuścił wzrok, wbił w ziemię, ja ponownie przed siebie.
Milczeliśmy. Bez czasu, bez ucieczki, bez pytań o winę.
Wróciłem do poprzedniej pozycji. Oparłem łokcie o kolana, podpierając dłońmi brodę. Ponownie wpatrywałem się przed siebie. Gdzieś przed siebie, bez punktu zaczepienia.
Marvin usiadł w podobnej pozycji do mojej.
-Jesteś już inny-rzekł, podążając za moim wzrokiem.
-Nie-odpowiedziałem.
-Tak, jesteś.

Wiem, że byłem. Tak byłem inny.

      Odwróciłem twarz w jego stronę. Oczy mu lśniły. To nie były łzy. To było pragnienie. Patrzył i wiem, że chciał jeszcze. Nic nie mówiąc, pytał. Znów pytał czy może. Patrzyłem na niego.
Zdałem sobie sprawę z tego, co zrobiliśmy. On, jak on, ma swoje sumienie, ale ja?

      Przez chwilę miałem obraz domu. Ja, Big, nasz pies, nasze życie. Rozsądek, a z drugiej strony chwila, która trwała. Może to i banalne, szczeniackie, aczkolwiek brnąłem na oślep. Nie miałem prawa ?

       Nie przerywałem wzroku skupionego na nim. Kolejny ruch należał do mnie. Ten jeden.
Zamknęliśmy oczy, przyciągając się do siebie nawzajem. Chciałem. I zrobiłem, jak chciałem.
Dłoń oparłem o jego policzek. Nie żałowałem gestów. Jego dłonie wędrowały po moich plecach i ramionach, moje po jego udach i kolanach.
Coś stało się między nami i w tym trwaliśmy. Oboje potrzebowaliśmy ucieczki od rzeczywistości, od tego co mamy. Tak to czułem.

     Gdy przestaliśmy, ja znów spojrzałem przed siebie. Marvin oparł głowę o moje ramię i wplótł swoją dłoń w moją.
Zapadał powoli zmierzch. A my, jak wyrwaniu z kadru komedii romantycznej. Ja, on i nasz nowy świat.
Być może ten świat nie ma racji bytu. Być może jest wyimaginowany, z datą przydatności, która skończy się jeszcze tego samego dnia. Ba, nawet za dwie, trzy godziny.

      Czy to ważne? Nie. To się nie liczyło.
Spojrzałem ponownie na niego. Pocałowałem go z pasją, pożądaniem.
Zdecydowany w tym, co robiłem. Chciałem go chłonąć. Dać mu też to, czego i on oczekiwał.

- Powinienem już iść- przerwałem ciszę i skrępowane uśmiechy zadowolenia.
- No, jest już późno- odrzekł, choć miałem wrażenie, że wcale nie chciał wracać.

      Wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy alejką, która prowadziła do przystanku autobusowego.
Z początku chwilę zakłopotania zagłuszał jedynie szelest butów o podłoże. Im dalej oddalaliśmy się od ławki w parku, tym bardziej atmosfera się wyrównywała.
Znów byliśmy kolegami z siłowni. Tak jak gdyby nic się nie stało. Rozmowy płynęły swobodnie.


     Wracając do domu wiedziałem, że Big jest jeszcze w pracy.
Wspinając się po schodach na czwarte piętro, rozmyślałem o tym co zrobiłem.
Miałem wrażenie, że one nigdy się nie skończą; schody i myśli.
Powinienem mieć wyrzuty sumienia? Jakiś żal za grzechy? Jeśli tak, to nie miałem.
Cóż to zmieni?
Przecież wyrzuty sumienia to bezużyteczne emocje. Na nic nie mają wpływu. Przeszłości nimi nie zmienię- myślałem kiedy już otwierałem drzwi od domu. Nie stanę się lepszym człowiekiem, jak napisał to w swojej książce Wayne W. Dyer.

      Na komodzie w dziennym pokoju leżała nierozpakowana paczka od Mamy, a w niej płyta DVD ANIMA -Justyny Steczkowskiej.
Zaparzyłem sobie susz zielonej herbaty z owocami czerwonej porzeczki i usiadłem na kanapie wpatrując się w koncert mojej idolki.

     Niespełna kwadrans później usłyszałem szelest kluczy w drzwiach. Big przyszedł z pracy.
-Co tam?- krzyknął entuzjastycznie u progu.
... każdy dzień to szach i mat*
-A nic, oglądam koncert-  w tle "Szachmistrz" jeden z moich ulubionych utworów.
 Tej rozgrywki schemat ruchów dobrze znam*
- O fajnie! Dzióba, kupiłem coś na drinka, chcesz ?
wciąż od nowa rozgrywamy partię tę*
-Możesz zrobić- zdziwiłem się, gdyż pieszczotliwego słowa "dzióba" nie używaliśmy od dawien dawna- jak tam w pracy?-zagaiłem.
wszystko jeszcze w tej potyczce...*
-Jak zawsze. Tłumy ludzi, po prostu padam ze zmęczenia. Jak było na siłowni? Naoglądałeś się fiutków pod prysznicem?- powiedział uśmiechając się ironicznie.

... wszystko może zdarzyć się*

*J.Steczkowska"Szachmistrz"



c.d.n.


Część 1

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...