Translate

Poznajmy się :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gej erotyczne opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gej erotyczne opowiadania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 października 2022

Ja, mój chłopak i mój Ex

Nowe relacje


Cytaty o życiu, cytaty o miłości
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania     *




     Jeśli jest się facetem po trzydziestce, a w zasadzie facetem, który zbliża się do czterdziestki ma się za sobą już kilka mniej lub bardziej poważnych związków. 
   
     Zanim poznałem Jarla, spotykałem się z kilkoma typami. Z niektórymi wiązałem jakieś nadzieję (link)
Fajnie nam się układało, seks był również dobry (link) a mimo to nie wyszło. Jedni byli tylko do zabawy. Spotkanie na jedną czy kilka nocy, bez angażowania się sobie w życie(link)
Pierwszy mój związek był z facetem, którego poznałem prawie piętnaście lat temu.
To był Big (link) Poznaliśmy się na portalu randkowym dla gejów i nasz związek rozkwitał.
dziesięć lat byliśmy ze sobą. Niestety przyszedł taki dzień, kiedy trzeba było powiedzieć STOP! Spakować walizki i wyjść z domu (link)
Minęły dwa lata od naszego rozstania. Początki nie były łatwe. Trzeba było podzielić nasz wspólny dobrobyt. Przez prawie dziesięć lat wspólnego mieszkania nazbierało się rzeczy. Bywały zgrzyty. Miałem myśli by zakończyć tę znajomość dla świętego spokoju, ale z drugiej strony wiedziałem, że to byłoby głupie rozwiązanie. Big, pomimo tego, że był już moim partnerem znaczył i znaczy dla mnie bardzo wiele.
Minęło kilka miesięcy kiedy na dobre oswoiliśmy się z sytuacją.

Dziś jesteśmy przyjaciółmi. Tak, przyjaciółmi. Mamy stały i częsty kontakt ze sobą. 
Relacja ponownie pogłębiła się, gdy Big poznał nowego faceta. Jego nowy partner to David. Bardzo fajny koleś. Mój ex i jego obecny chłopak, poznali również mojego partnera Jarla. Polubiliśmy się wszyscy. Spotykamy się na wspólne obiady, czy spacery oraz imprezy w domu. 
Lubię Davida i on mnie, bo  często ze sobą piszemy wiadomości.

Muszę przyznać, że obawiałem się jak potoczy się mój los i Biga. Dziś wiem, że bez względu z kto jest naszym partnerem, my będziemy dla siebie jak rodzina. A jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że nasi partnerzy też się polubili. 

Po wielu burzliwych momentach dziś wszystko bardzo dobrze się układa.
Ja jestem w szczęśliwym związku i moje serce się raduje gdy widzę, że Big również jest szczęśliwy.

A wy macie kontakt ze swoimi ex ?





*Zdjęcie: Opracowanie własne. Cytat pochodzi z książki C.R.Zafon "Cień wiatru"

środa, 16 czerwca 2021

Różnica wieku ma znaczenie ?

Wszystko ma swój urok


Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania 



      Można było się domyślać, że jak Lockdown minie do nadejdzie czas imprez domowych. 
Kilka dni temu, gdy byłem w domu nie robiąc nic specjalnego zadzwonił do mnie Zahir (link) z informacją, że w sobotę jestem jego osobą towarzyszącą na imprezie u Philipa.
Philipa poznałem na imprezie urodzinowej właśnie u Zahira. 
Fajny chłopaczek wpadł mi w oko. Ja jemu też.
Wypiliśmy za dużo alkoholu i wylądowaliśmy w łazience z zamiarem seksu oralnego.( Czytaj dalej -link).
Zgodziłem się być osobą towarzyszącą Zahira ale pod warunkiem, że moją osobą towarzyszącą będzie Robert (link)
Mojemu przyjacielowi średnio spodobała się ta opcja, gdyż panowie zabardzo za sobą nie przepadają, ale ostatecznie zgodził się. 

     W sobotę wieczorem, cała nasza święta trójca udała się pod wskazany adres. Już na chodniku było słuchać, że impreza się zaczęła. Przez otwarte okno docierała głośna muzyka. 
W sumie to my byliśmy lekko spóźnieni. Zasiedzieliśmy się u mnie, pijąc na rozgrzewkę po dwa Cosmopolitany

     W drzwiach przywitał nas Philip i gestem jednej ręki zaprosił do mieszkania. Jak dla mnie muzyka była za głośna. Będąc jeszcze w przedpokoju zauważyłem, że przy komputerze siedzi jakiś typek i co chwilę przełączał muzykę. Kilka osób z perspektywy kanapy na której siedzieli kiwnęli rękoma na przywitanie.
Miałem przeczucie, że jestem w złym miejscu o złej porze. Na moje oko, owe towarzystwo z racji wieku powinno już po dobranocce iść spać. A tu proszę siedzą, piją piwo, jedzą chipsy.
Dobrze zrobiłem zabierając Roberta ze sobą, bo Zahir, jak się okazało, znał prawie wszystkich i od razu wkręcił się w towarzystwo. My z Robertem potrzebowaliśmy trochę czasu (czytaj alkoholu)

     Jako, że Robert to "Pasiwa-agressiwa" jak mówi Zahir, nie lubi chłopaków młodszych od siebie. Dla Roberta facet zaczyna się od czterdziestki.
Robert uciekł po trzech godzinach. Nie miałem mu tego za złe.
Do mnie po tym jak kilku młodych się odkleiło, przykleił się inny młody.
Szczupły szatyn w wieku dwudziestu dwuch lat.
OK!  Przyznaję! Za młody!
Aczkolwiek pomyślałem sobie; pogadać można, a po drugie to impreza. 

Fajnie mi się z nim rozmawiało. Chłopak inteligentny i interesujący się wieloma rzeczami. Polityka, sztuka. Balansowaliśmy na wielu płaszczyznach.
Wyróżniał się na tle pozostałych, którzy co chwile w piskach i dzióbkach robili sobie selfie.

     Rozmawialiśmy, całowaliśmy się na balkonie, rozmawialiśmy.
Było miło, aczkolwiek około godziny czwartej nad ranem zamówiłem taksówkę i pojechałem do domu.

     Następnego dnia, obudził mnie ból głowy i pełny pęcherz.
Po wykonaniu czynności porannych zrobiłem sobie zieloną herbatę i usiadłem przed telewizorem. Jednym okiem oglądałem wiadomości, drugim odczytywałem wiadomości z GAYROEMO i whatsapp.
Okazało się, że młody chłopak, z którym wczoraj spędziłęm wieczór dostał mój numer telefonu od Zahira i napisał do mnie wiadomość.
"Hej Oskar, to Robi. Bardzo fajnie spędziłem z Tobą wieczór, jesteś fajnym facetem. Chętnie spotkałbym się z Tobą ponownie. Różnica wieku mi nie przeszkadza"
Zdębiałem. "(...)Różnica wieku mi nie przeszkadza". Poczułem się starzej niż w rzeczywistości jestem.
 
     Zadzwoniłem do Roberta by mu tą wiadomość przeczytać.
Robert- Zahir ma samych pojebanych znajomych. Umawia się z tymi małolatami by tylko jakąś dupę wyruchać.
Oskar- Nie mów tak Robert. Gdyby jeden z tych małolatów miał dwadzieścia lat więcej, sam byłbyś tą wyruchaną dupą.

Po krótkiej rozmowie z Robertem zadzwoniłem do Oli (link)
Kiedy to mojej przyjaciółce przeczytałem jaką dziś dostałem wiadomość dałem jej czas by mogła się wyśmiać.
Ile czasu?
Zrobiłem sobie herbatę. Umyłem okna, poszedłem na zakupy. Nie no żartuje ale trochę to trwało.
Tak więc jak to Ola od razu stwierdziła, że trzeba zainwestować w dobre kosmetyki.
Ola- Osioł! Kremy nawilżające, wałki to twarzy. One mają dobroczynny wpływ w ujędrnianiu twarzy. To daje pozytywne efekty. Ja ich używam i efekty są!
Ja- A ktoś poza tobą je widzi ?
Ola- Prawda jest taka, że jest wiele zalet w byciu dojrzałym. Mamy inne wartości, inne priorytety.
Ja- Starzejemy się i udajemy, że liczą się wartości wewnętrzne. Chciałaś powiedzieć ?!
Ola- Ej! Moment! Wartości wewnętrzne się liczą.
Ja- No liczą się, tylko ile wydajesz miesięcznie na wartości wewnętrzne a ile na wartości zewnętrzne?

     Prawda jest taka, że czas leci i nie pyta czy za nim nadążamy. 
W tym biegu coś nam zabiera. Chociażby jędrność skóry, ale daje coś innego. Kiedy tej jędrności brak, człowiek rozsądny faktycznie skupia się na innych rzeczach. Zbieramy doświadczenia.
Bardziej doceniamy to co mamy niż oburzamy się za to czego nam brak. Nie prześcigamy się w durnych zawodach. Bardziej i głębiej rozkoszujemy się chwilą. 
Jesteśmy bardziej świadomi.
Wszystko ma swój urok.

Czy różnica wieku ma dla was znaczenie ?


niedziela, 21 lutego 2021

Młody nieznajomy

Początki


Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania 




"Początek na ogół rzadko daje nam znać o sobie, można by powiedzieć, kiełkuje niepostrzeżenie. Nie jesteśmy w stanie odgadnąć, co zapowiada"*

      Trzeba przyznać, że w tym roku Walentynki nie były tak widoczne jak zawsze. Kiedyś każda restauracja była przystrojona balonowymi sercami. Witryny w sklepach, ogłaszały rabaty dla zakochanych. A dziś ?
Dziś kilka czekoladek w serduszkowych opakowaniach na półkach w supermarketach.
Mimo wszystko udzieliła mi się atmosfera zakochanych. Z listą zakupów ruszyłem w kierunku osiedlowego sklepu.
Kupiłem wino, paczkę chipsów. Po drodze do domu odebrałem jedzenie z restauracji.
Postanowiłem ten dzień uczcić. 

     Kiedy samotnie przed telewizorem zjadłem kolację popijając białym półwytrawnym winem przeniosłem się do sypialni do łóżka, zabierając kieliszek z alkoholem ze sobą, i sięgnąłem z półki książkę W. Myśliwskiego -Ostatnie rozdanie.

Przepiękna książka. Poruszająca historia o miłości.
"Nigdy mnie jednak nie spytała, co z nami będzie, jakby wiedziała, że nie ma na takie pytania odpowiedzi, że przyszłości nikt nikomu nie może obiecać."**
Bo przecież miłość ma wiele oblicz. To nie tylko ta kiczowata ubrana w błyszczący czerwony papier i owinięta kokardą. Miłość bywa różna, czasem też niespełniona bez cekinów i błyskotek.

     Leżąc na łóżku z nogami na ścianie czytałem moje ulubione fragmenty z wyżej wymienionej książki. Od drukowanych liter odciągnął mnie mój telefon. Wiadomość na GAY ROMEO.
To miał być wieczór tylko dla mnie, a okazało się, że dałem wciągnąć się w rozmowę z profilem bez zdjęcia.
Nie lubię tego. Uważam, że zakładając profil na portalach randkowych trzeba być szczerym. To jakby  nasze CV. Jest opis, list motywacyjny i powinno być też dołączone zdjęcie. Tam nie było.
Może chłopak tak brzydki, że się wstydził pokazać?
Albo żonaty?!
Napisał do mnie zwykłe cześć i zapytał jak mija mi weekend. 
Uległem pokusie człowieczej. Odłożyłem książkę. 

     Chłopak wydał mi się miły. Z opisu interesuje się literaturą, sportem, podróżami. Ma 174 cm wzrostu i jest blondynem. Po kilku wiadomościach wysłał mi swoje zdjęcie. Przystojny. Typ słodziaka. 
Kiedy zapytałem dlaczego nie ma na profilu swoich zdjęć odpowiedział, że nie lubi się afiszować.
Nie lubi sie afiszować ? Powtórzyłem pytanie sam do siebie.
Nie wiem co to znaczy. Naprawdę irytują mnie takie stwierdzenia. Nie chciałem wgłębiać tematu, gdyż chłopak wydał mi się naprawdę spoko, na tyle bym chciał poznać go osobiście.
    
     Cały wieczór spędziliśmy na pisaniu. Nie ciągłym, tylko takim przerywanym. Jak w heteryckim seksie, w którym młoda para uznaje seks przerywany jako najlepszą antykoncepcję. 
Nie odpisywał regularnie, tylko co kilka, czy też kilkanaście minut. 
Gdy zaproponowałem mu spotkanie w tygodniu, to odmówił, twierdząc, że ma dużo pracy i chętnie spotka się ze mną w sobotę po południu. Zaproponował spacer gdy ja zaproponowałem mu odwiedziny w moim domu.
Like a Virgin pomyślałem sobie. Aczkolwiek słodki typek.
Bardzo miło mi się z nim rozmawiało, więc może warto zacząć tę znajomość nie "od dupy strony" a wtedy coś z tego będzie? 

     Minął tydzień. Czar walentynek minął. Mrozy ustały. Przyszła odwilż. Nadszedł czas spotkania z chłopakiem z GAY ROMEO. Markus ma na imię. Na profilu ma jakiś wymyślony pseudonim. Najwidoczniej nawet swoim imieniem nie chciał się afiszować. 
Tak czy inaczej zastanawiałem się czy do spotkania dojdzie. 
Nie nastawiałem się na nic. Koleś zwyczajnie wydawał mi się miły. Oprócz niego było jeszcze kilka osób chętnych na krótsze czy też dłuższe spotkania. Odmawiałem, albo w ogóle nie odpowiadałem na wiadomości.

    Z Markusem umówiliśmy się w Parku niedaleko centrum. Średnio lubię to miejsce, ale chłopak nalegał.
Pogoda dopisywała. Trzymając w rękach kubki z kawą spacerowaliśmy między drzewami. 
Chłopak jak na swój wiek (29 lat) sprawiał wrażenie, bardzo wstydliwego. Ewidentnie zależało mu na spotkaniu, ale był bardzo nieśmiały. Co znowu mi się bardzo podobało. 
Po prawie dwugodzinnym spacerze stojąc przy głównej bramie mieliśmy rozejść się każdy w swoją stronę. Staliśmy chwilę naprzeciwko siebie w milczeniu. Tylko spoglądaliśmy na siebie. Nie mogłem się powstrzymać i pocałowałem go. Nie trwało to długo, gdyż byliśmy w miejscu publicznym ale pocałunek był intensywny. Odsunęliśmy się od siebie. Zaczerwienione uśmiechnięte twarze. 
Rozeszliśmy się w przeciwnych kierunkach. 

     Idąc w stronę metra czułem się jak nastolatek. Chociaż mam już trzydzieści cztery lata. Motylki w brzuchu, uśmiech nie schodził mi z twarzy. Chciałem iść w podskokach. Dawno się tak nie czułem.

     Przez resztę dnia wciąż pisaliśmy ze sobą. Kiedy zaproponowałem spotkanie w niedziel, odmówił, że ma już jakieś plany. Zaproponował sobotę. Zgodził się na wizytę u mnie w domu. 
Ciesze się. 





*  ** W. Myśliwski - OSTATNIE ROZDANIE

środa, 13 marca 2019

Ale dziwka!

Posuwał mnie trzymając za biodra

 
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania


  
     Sobotni wieczór zarezerwowany był dla Roberta. Dawno się nie widzieliśmy. Oboje zajęci pracą zwyczajnie nie mieliśmy czasu.
     Postanowiliśmy wrócić do naszego rytuału, który polegał na tym, że pijemy Cosmopolitan (link) oglądamy SEX W WIELKIM MIEŚCIE  i opowiadamy sobie różne historie o facetach, które mogą powodują rumieńce.
OK! Ja najczęściej słucham, gdyż moją fascynującą historią może być jedynie to, że ktoś mnie podrywał. Robert prowadzi bujne i bogate życie erotyczno towarzyskie. On tu jest wykładowcą.

- A więc - zaczął Robert, gdy siedzieliśmy już na kanapie w salonie- Będąc w Kolonii (link) poszedłem do klubu. Zalogowany byłem już na GAY ROMEO (link)
- Bywasz kiedyś offline - zapytałem ironicznie.
- Nigdy - rzekł ze śmiechem przyjaciel.
- A więc z dziesiątek profili jakie mi się wyświetliły wypatrzyłem Barmana. Koleś był w odległości kilku metrów ode mnie a wysłał mi wiadomość "przystojniak".
- No i ?
- Odpisałem mu, że też jest fajny. Śmiesznie tak, bo siedziałem przy barze, a gdy on nie obsługiwał ludzi pisał do mnie wiadomości. W końcu zagadałem do niego i oprócz tego, że przystojny, muskularny szatyn, to bardzo zabawny.
     Popijam Cosmo i nieprzerwanie słucham historii Roberta. Nie sądzę by finał był taki, że się w sobie zakochują i żyją długo i szczęśliwie do póki ranek ich nie rozłączy. Robertowi zawsze przytrafiają się dziwne rzeczy.
- Typ zaproponował spotkanie następnego dnia. Teraz jest w pracy więc jest zajęty. Zgodziłem się i większość czasu spędzałem przy barze. On kiedy mógł to podchodził do mnie i rozmawialiśmy.
- Rozumiem, że to nie wszystko Robi ?- Dociekałem zniecierpliwiony jednym okiem rzucając w kierunku telewizora. Sezon 5 odcinek pt "Dziewczyna z okładki" Carrie zatrudnia Samathe by pomogła jej w doborze stroju na okładkę jej debiutanckiej książki. Jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje Carrie w stroju poleconym przez przyjaciółkę czuję "jak prostytutka". Mało tego Samatha zostaje przyłapana jak robi fellatino muskularnemu kurierowi. Facet jest genialny, sam chyba padłbym na kolana. Po tym wszystkim między dziewczynami dochodzi do nieporozumienia gdyż Samatha podejrzewa, że przyjaciółka myśli o niej jak o dziwce.
- Nie Oski to nie wszystko. Po kilku piwa zachciało mi się do toalety. Poszedłem a tam przy wejściu stał jakiś facet. Rzuciłem okiem, fajny pomyślałem. Średniego wzrostu z zarostem na twarzy i lekko miśkowaty. Męski. I teraz nie uwierzysz ! -Przerwał opowiadanie.
- Oświadczył ci się ? - zapytałem.
- Nie ! Podszedł do mnie, pocałował a potem zaciągnął do kabiny.
-  Co ?-  odstawiłem kieliszek na stolik.
- Pocałował mnie potem złapał za rękę i weszliśmy do kabiny. Całowaliśmy się przez chwilę a następnie on wyjął fiuta.
- Jaki był ?- Przerwałem mu.
- Normalny, fajny. Założył gumę i kazał mi się odwrócić. Zrobiłem to. Byłem mega podjarany. Naślinił palce by mógł łatwiej wejść i wsunął go powoli. Mówię ci, zacząłem jęczeć a on nie przerywał. Posuwał mnie trzymając za biodra. Podpierałem się jedną ręką o ścianę a drugą bawiłem się swoim.
- Ale dziwka.
- Kto? - zapytał.
- No ty- odparłem
Robert aż zaczerwienił się gdy opowiadał swoją historię. Parzył gdzieś przed siebie. Chyba próbował przywołać obrazy sobotniej nocy.
Kiedy słyszałem jak ten kolo zaczął jęczeć wiedziałem, że dochodzi. Przyśpieszył i ja też doszedłem.
Uwierz mi, kurwa, byłem rozgrzany na maksa. Żadnej zbędnej gadki. Zdjął gumę, rzucił do kibla a gdy się ubraliśmy razem opuściliśmy kabinę.
- Wow...- wydałem z siebie.
- I wtedy stało się.
- Co?
- Barman nas zobaczył.
- I co?
-Nic. Spojrzał na mnie z taką nienawiścią i poszedł. Podszedłem do baru a on mi zrobił awanturę, że liczył na coś większego z naszej strony, że jestem dziwką. itd.
- A ty co ?
- A ja nic. Poszedłem tam by się zabawić. Dostałem co chciałem i mogłem iść do domu.



niedziela, 3 marca 2019

Przeczucie cz. 2

Pojawił się znikąd a pozostawił po sobie ślad

gej blogi, gejowskie opowiadania, oskar gej w miescie
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania
   

      To była niedziela. Piękne słońce, ciepło, bezchmurne niebo. Popołudniu umówiony byłem z Simon by opowiedział mi dlaczego nasza przyjaźń została "zawieszona" i dlaczego rozstał się z moim ex kochankiem. ("Rozstał się z moim ex kochankiem" jak to dziwnie brzmi).

    Wyszedłem na spacer do mojego ulubionego parku. W tym samym parku spotykałem się z Marvinem.
Zabrałem ze sobą książkę by móc spacerować i czytać. Czytać i spacerować ciesząc się słońcem.
Na czytaniu skupić się nie mogłem, bo zacząłem robić zdjęcia kwiatom i innym roślinom. Początki wiosny. Spotkałem też moją znajomą. Nigdy o niej nie wspominałem, gdyż to w sumie nieistotna postać ale dość istotna była nasza rozmowa.
Katrin bo tak na imię zapytała mnie czy wiem co słychać u Marvina. Otóż Katrin jest koleżanką Marvina i mieszka niedaleko tego parku i siłowni, do której też Marvin jest zapisany.
Katrin oficjalnie o naszym romansie nic nie wie. Stwierdziła tylko, że jak kiedyś nas razem zobaczyła podczas spaceru powiedziała, że bylibyśmy fajną parą. Rozwinęła się w tej kwestii jeszcze na kilka zdań, ale ja już ich nie chciałem komentować.
Po chwili musiałem pożegnać koleżankę gdyż byłem umówiony z Simonem- jak wspomniałem.

     Jadąc na spotkanie z przyjacielem czułem się dziwnie. Tak jak spacer sprawił, ze poczułem się dobrze, tak rozmowa z Katrin lekko mnie przygnębiła. Niepotrzebny powrót myśli do przeszłości. A teraz jeszcze spotkanie z Simon i ponownie w temacie Marvin.
     Poszliśmy do naszej ulubionej kawiarni i jak zawsze standardowo ja zamówiłem Cappuccino a przyjaciel Kakao.
Od rozmów o tym co u kogo słychać przeszliśmy do sedna spotkania.
Sprawa jest w sumie prosta i była dla mnie oczywista.
Marvin próbował zabronić Simonowi kontaktu ze mną gdyż czuł się zazdrosny.
Pamiętam jak podczas ich pierwszych spotkań i mojej reakcji Marvin zapewniał mnie, że nie stanie nam na drodze.(link) Zapewniał mnie, że szanuje naszą przyjaźń i nie ma nic przeciwko temu.
Ogólnie Simon stwierdził, że nasz ex ("nasz ex" jej to brzmi jeszcze gorzej ) jest chyba niezrównoważony psychicznie. Robił mu sceny zazdrości po czym też miał pretensje, że Simon nie jest zazdrosny o niego. Gdzie tu logika ?
     W grudni w ich krótkim związku przyszedł kryzys. W tym czasie dostałem wiadomości od Sonji (przyjaciółki Marvina)(link) Powiedziałem o tym Simonowi, co bardzo go zaskoczyło.
Chciał żebym mu opowiedział o tej rozmowie. Był zszokowany i zniesmaczony tą sytuacją.
A przecież ostrzegałem go.
Marvin wrócił do swojego faceta z którym i tak mieszkał.

    Po niespełna dwóch godzinach nie tylko rozmów o Marvinie rozeszliśmy się do domów.
Cieszę się, że sprawy wróciły na swoje miejsce. Szkoda mi Simona, że musiał przez to przejść.
Fajny z niego chłopak a jednak trudno mu znaleźć kogoś z kim mógłby stworzyć stały związek.

Los lubi się z mną bawić. tak myślę. Trzy dni później wracając z pracy spotkałem Marvina.
Gdy zobaczyłem, że idzie chodnikiem chciałem udać, że go nie widzę. Aczkolwiek spostrzegłem, że on mnie już zobaczył (zawsze robi taką minę jakby dostał paraliżu) Musiałem zwolnić i przywitać się z nim. Mniej więcej od października nie widzieliśmy się. Chciałem podać mu rękę, by pokazać mu mój obojętny już stosunek do niego, tym razem to on rozłożył ramiona.
- Co tam nowego? - zapytałem kierując się razem z nim w kierunku metra.
- Rozstałem się z Simon, ale to zapewne już wiesz- odpowiedział.
- Tak wiem.
- Nie spodziewałem się, że mogę Cię tu spotkać.
- Pracuję tu, akurat dziś zwolnili mnie godzinę wcześniej- Pomyślałem, że teraz mógłby wspomnieć coś o przeznaczeniu. Lubił używać tego określenia na zbiegi okoliczności, które nam się przytrafiały.
     Kiedy zapytałem czy jedzie ze mną metrem do domu, odpowiedział, że nie. Zaśmiał się i dodał , że jego chłopak go odbiera. Skomentował to w jakiś sposób ale już nie pamiętam co powiedział.
Cały czas głupio się uśmiechał, krył niezręczność. Żegnając się z nim ponownie wystawiłem dłoń, on ponownie rozłożył ramiona. Mocny uścisk i do domu.

     Było mi niezręcznie, choć jemu chyba bardziej. Nie życzyłbym sobie tego spotkania i jak wspomniałem chciałem udać, że go nie widzę i przejść dalej. Wyszło tak, że spędziliśmy kilka minut ze sobą. Przez te kilka minut mogłem mu się przyjrzeć. Wiem jak wygląda, bardziej mam na myśli jego zachowaniu. Chciałem zobaczyć, czy widzę w nim jeszcze tego chłopaka, który ponad rok temu poruszył moim sercem. Pojawił się znikąd a pozostawił po sobie ślad. Czy znajdę w nim to co widziałem wtedy. Nie widziałem. Nie znalazłem. Moje serce nie zabiło. Pustka. Jestem wolny.
Jak się poznaliśmy powiedziałem mu, że "DLA NAS"  jest jeszcze za wcześnie. Dziś okazuje się, że "DLA NAS" jest już za późno.



Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



Powiązane posty:
Jeden ruch cz.1
Jeden ruch cz.2
Jeden ruch cz.3 
Niekochanie
Bezgłos
Jesteś wolny 

piątek, 30 listopada 2018

Gejuszek próżniaczek i wredna pipa

Fuck You

gej blog, gej opowiadania, gejowskie fotki, gej na seks
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania
   


      Gejuszek próżniaczek i wredna pipa w jednym domu nie mieszkali, ani też za górami ani za lasami. Zwyczajnie byli i się przyjaźnią.

A teraz na poważnie. W pierwszy weekend listopada odwiedziła mnie moja przyjaciółka Ola (jak poznałem Olę -link) Jak Wam już wspominałem Ola piszę książkę, której główny bohater jest gejem.  Książką już jest na etapie końcowym i myślę, że na początku przyszłego roku będzie do kupienia.

     W sobotę wieczorem wybraliśmy się do gejowskiego klubu. Jak już wielokrotnie wspominałem, nic specjalnego ale nogi można powyginać. Tak też uczyniliśmy. Żeby było śmieszniej kupiliśmy dla siebie takie same T-shirts z napisem FUCK YOU.

     Przed wyjściem do klubu wypiliśmy klika drinków Cosmopolitan oraz oglądaliśmy SEX W WIELKIM MIEŚCIE. Serial znamy na pamięć, aczkolwiek bawi nas za każdym razem.

     Ubrani w te same t-shirts ruszyliśmy w kierunku tęczowego świata.
Oddaliśmy kurtki do szatni i staliśmy przed sceną, gdzie w każdą sobotę odbywają się występu Drag Quenn (Taki mały własny świat- link) .
W oczekiwaniu na występ rozglądałem się za moim znajomym kelnerem. Znajomy, to może za dużo powiedziane. Bywam w tym klubie od czasu do czasu, wiec stąd się znamy. Jestem miły dla mnie więc i ja jestem miły dla niego. Stał za barem. gdy tylko mnie zobaczył pomachał mi ręką na przywitanie. Odmachałem mu i na dwoma palcami pokazałem mu, że chcę dwa drinki. W tym czasie Ola dźgnęła mnie łokciem szepcząc, że ktoś na mnie spogląda. Przy barze siedział koleś, typ Gay Bear tak bym go nazwał,  taki gej drwal. Stał oparty łokciem o blat baru. Wysoki ponad 180 cm wzrostu. Szeroki w barach, lekki brzuszek, broda, głęboko osadzone oczy. Włosy dłuższe, lekko zawinięte za ucho. Ubrany w przetarte jeansy i czerwoną flanelową koszulę w kratę. Nie mój typ ale fajny. Koleś uśmiechnął się, uśmiech odwzajemniłem. Gdy kelner dotarł do nas z drinkami, ponownie spojrzałem w stronę tego Gay Bear a on uniósł kufel z piwem w moją stronę, gest odwzajemniłem.  Cała sytuację Ola skwitowała tekstem "Uuu Osiłek ma branie, Twój napis na koszulce powinien być FUCK OFF. Nie zapomnij masz faceta !".

     Po pierwszym występie Drag Quenn, jedna z nich podeszła do mnie i przywitała się ze mną. Mulatka, czy też mulat, nie wiem jakiego pochodzenia, kilka dni wcześniej znalazł mój profil na instagramie (link do instragramu blogowego). Wymieniliśmy kilka uprzejmych zdań i zniknął w swojej garderobie.
   
     Kiedy z Olą staliśmy pod ścianą i sączyliśmy nasze drinki po drugie stronie sali dostrzegłem Zahira (link) postanowiłem podejść i przywitać się. Po drodze zaczepił mnie Pan drwal. Przedstawił się, nie pamiętam niestety imienia. Na początku zapytał czy urocza ruda jest moją dziewczyną. Odpowiedziałem, że nie i wtedy rzucił kilka komplementów w moją stronę. Gdy tylko dopuścił mnie do słowa, dodałem, że mam chłopaka. Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilkę, w między czasie przedstawił mi swoich znajomych a następnie ruszyłem przywitać się z Zahirem.
Zahir to kolejny "agent". Mój znajomy od pewnego czasu był w skomplikowanym związku. jego chłopka miał męża, ale wmawiał mu, że już ze sobą nie żyją. Aczkolwiek wszystkie wakacje, nawet rocznice spędzają razem. Jak uroczo!.
Zahir oślepiony głupią miłością nie chciał tego widzieć. Chciał z kimś być, aby tylko nie być samemu. Tym razem pojawił się w klubie jako singel. Zerwał z nim, czy ostatecznie, nie sądzę, ale to też nie moją sprawa.

     Cały wieczór minął nasz bardzo szybko ale za to w bardzo wesołej atmosferze. Występy Drag Quenn nam się podobały.
     Gdy z przyjaciółką zbieraliśmy się do wyjścia podszedł mnie mnie Gay Bear podał mi w ręce zgnieciony papierek dodając, że tam jest jego numer telefonu. Na odchodne pocałował mnie w policzek.  Przyjąłem bilecik ale oczywiste jest to, że nie zadzwonię. Będąc już na zewnątrz wyrzuciłem go do kosza.

     Podobnie jak podczas ostatniego pobytu Oli u mnie(Gej klub-link) Następny dzień był zaplanowany. Pomimo powrotu do domu około godziny piątej, już o jedenastej byliśmy na nogach.
Powodem był zaplanowany wyjazd do  Bonn. Bonn to małe miasto leżące w Nardenia Północa- Westfalia, dawniejsza stolica Niemiec. Przypomina mi trochę Sopot. Miasto rozdzielone jest rzeką Ren.
Chciałbym tam mieszkać. Razem z Bigem w wolnych chwila często tam jeździmy. Mamy tam swoją ulubioną chińską restaurację. Lubię to miejsce dlatego też chciałem pokazać je mojej przyjaciółce.

     Tak oto skończył się trzydniowy pobyt mojej przyjaciółki w moim skromnych progach.
W prezencie dostałem roczny zapas mojej ulubionej zielonej herbaty.




   

poniedziałek, 24 września 2018

Gej w podróży

Monolog

   
gej fotki, gej opowiadania, gej w dresach
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania




     No cóż muszę uciekać, pociąg już przyjechał. Powiedziałem i przytuliłem Olę, Oleńkę moją na pożegnanie. Kilka dnia spędzonych w Katowicach u przyjaciółki, a teraz podróż pociągiem na Warmię i Mazury. Rodzina czeka. Mama, siostra, bracia i ich dzieci czekają. Dzieci najbardziej zniecierpliwione. Te starsze już pytają kiedy będę. Pewnie na prezenty czekają. Szkoda było odjeżdżać od Oli, gdyż jak zawsze fajnie spędziliśmy czas, aczkolwiek teraz nastał czas dla rodziny.

     Przede mną 596 km koleją Polską. Kupiony bilet, miejsce przy oknie. Wsiadam i jadę. Wsiadam i jadę i  czytam książkę "Traktat o łuskaniu fasoli" W. Myśliwskiego. Wsiadam, jadę, czytam i rozglądam się dookoła za kimś fajnym, że jak mi się znudzi czytać to oko zarzucę. Traktat o łuskaniu fasoli, nie lubię fasoli. Mam traumę z dzieciństwa. Mama kazała mi jeść zupę fasolową, bo niejadek byłem. Do dziś na widok fasoli wszystko wywraca mi się w żołądku. Ola chciała zrobić leczo z fasolką. Opowiedziałem jej o moich przeżyciach z dzieciństwa. Nie zrobiła lecza. Mamie też kiedyś to powiedziałem. Jesteś winna temu, że nie jem fasoli powiedziałem jej. Śmieliśmy się z tego.

     Stacja Sosnowiec Główny. Tyle słyszałem o tym Sosnowcu. Każdy się śmieje, a ja nie wiem dlaczego. Nawet znam żart o Sosnowcu. Co leci w kinie w Sosnowcu? - Tynk ze ścian leci.  Co w tym mieście takie śmiesznego?  Nie wiem. Ola też nie wiedziała, pytałem, nie umiała odpowiedzieć.
Tak przy każdej stacji, na której się pociąg zatrzymywał, zamykałem książkę by skupić wzrok na dosiadających się pasażerach. Może jakiś do mnie by się dosiadł? Może jakiś przystojny pan by się dosiadł. Jak by jakiś przystojny był, to i rozmową bym czas umilił. Mógłbym i czym innym ale kto wie czy to lubi. Miejsce jak puste obok mnie było tak zostało. Za to w Częstochowie, w dziewiczym miejscu, nieskalanym,  nowi pasażerowie. Młody chłopak w dresach ciągnie... walizkę ciągnie za sobą. Jak go zauważyłem to nawet zacząłem modlić się tą koronką do Pani, niech ten młodzieniec spocznie na siedzeniu obok mojego. Niezbyt chyba gorliwie się modliłem bo jego ciało, na wysokości mojego wzroku przeszło dalej. Aż stanąłem, że niby w torbie coś szukam, a na jego tyłek zapatrzony byłem. Jej... cóż to za tyłek był. Co za pośladki. Opięte dresy, taki kształt. Za nim szła dziewczyna. Jego dziewczyna. Myślałem sobie Matko! takie pośladki na zmarnowanie pójdą. Co z tego, że jej koleżanki będą jej zazdrościły. Ale i tak pójdzie na zmarnowanie. Taki tyłek. Szkoda.
No nic, nie dla mnie ta bajka, wracam do łuskania fasoli, przypadkowego słuchacza i opowiadań jak to było kiedyś na budowach. Narrator na saksofon zbierał.

     Warszawa Centralna. Ohh... kiedy ja tam byłem ostatnio. 2012 rok ? Koncert Steczkowskiej ? Tak, to było wtedy. Lubię naszą stolicę. Ładna jest. Zawsze kiedy z Bigem byliśmy w Wa-wie to szliśmy jeść do takiej restauracji, baru. Wystrój jak za komuny. Obsługa też. Jedzenie również. Ale fajnie było.
Kilku fajnych Panów na peronie i cóż pociąg rusza dalej. Miejsce obok mnie wolne.
To był fajny pobyt w Katowicach u przyjaciółki. Spędziliśmy czas na spacerach, rozmowach, seansach filmowych. Ola już nie robiła tych drinków z Malibu (link do postu )co ostatnio, co jej się nie udały. I dobrze, szkoda alkoholu. Jej Mama ciasto upiekła. Dla mnie, specjalnie.
     Byłem w odwiedzinach u Oli a okazało się, że miałem możliwość poznania Chłopca z zapałkami. Tak własnie chłopca. Tak nazywa się blog; Chłopiec z zapałkami (link do bloga). Fajny miły chłopak, nie taki znowu chłopiec, i na pewno nie z zapałkami. Zapalniczki używał, widziałem. Widziałem!
     Spacerowaliśmy po Bielsku- Białej. On, pokazywał mi miasto. Ja, słuchałem i jadłem pączki. Oli nie było. W pracy była.  Nie mogła z nami jeść pączków, ani zwiedzać miasta. Byliśmy sami. Ja, Oskar gej w mieście, w Bielsku- Białej i on Chłopiec z zapałkami, używający zapalniczki też w Bielsku- Białej.
     Mława. Kolejny przystanek. Nic mi to miasto nie mówi. Nie mam wspomnień. Wysiadał jedynie taki chłopiec. Ze dwadzieścia dwa  lat miał. Że też ja go nie widziałem. Dziwnie. No wysiadał sobie, Tak popatrzyłem na niego i pomyślałem. Młodość. To jest młodość. Szczupły, ładnie ubrany, ładnie uczesany. Taki uśmiechnięty. Wyluzowany. Ahh... ta młodość. Nie miał zmarszczek, nawet tych mimicznych. Gładka cera. Wszystko jędrne, ciasne.

     Gdy przywitała mnie zieleń Warmii i Mazur poczułem się jak już nie u siebie. Dziesięć lat mnie już tam nie ma. I nie będzie, bo nie wrócę z obczyzny. Aczkolwiek wracam, od czasu do czasu, bo rodzina. Rodzina i wspomnienia.
     A gdy szedłem przez las, drogą. Drogą, która wydawać by się mogła często uczęszczaną, a przynajmniej pamiętam, że była. Dziś jak by już nie tak często uczęszczana, zarosła.  Miał być spacer, przez las, by siostrę odwiedzić. Idę i gadam z Olą przez telefon. Kurwa pajęczyn wszędzie, w pizdu! Krzyczę i się wkurzam bo nie lubię pająków i pajęczyn. Brzydzę się, oj bardzo mnie to brzydzi. Że kto jestem ? Pytam Oli bo uszom swym nie wierzę gdy komentuje moje przeklinanie na pająki że teraz to chłop z miasta jestem. Chłop, ciota mówię. Oczywiście żartem. Jestem chłopak z mojej małej miejscowości.
     Ty zobacz, wciąż tu są. No prezerwatywy tu są. Mówię Oli, gdy tak idę tym lasem po ścieżce chyba już nie tak uczęszczanej. No Ola nie zobaczy, bo przez telefon rozmawiamy. Ale te kondomy, zawsze tu leżały. Tzn nie te same. inne, nowe. Nowe ale używane. Tu takie miejsce jest. Odkąd co pamiętam. A jak mały byłem i jeszcze w domu rodzinnym mieszkałem to często po lasach chodziłem. Nie mogła być inaczej i swój pierwszy raz w lesie zaliczyłem.(Mój pierwszy raz)Tu na tym zjeździe od ulicy głównej od lat można znaleźć prezerwatywy. Grzyby i jagody w naszych lasach też można znaleźć, ale tu ludzie upodobali sobie miejsce na schadzki. Pewnie zabiera taki jakąś Panią z głównej, płaci, nakłada, korzysta, ściąga i siup leci przez okno. Nie Pani, prezerwatywa leci. Gdy on poleci, ściga i wyrzuca. A może na schadzki zakochane pary przyjeżdżają? Bo romantycznie tak w lesie?  Ojej... a ja zaraz, że prostytucja. A to miłość może. Pełno tu takich leży. Prezerwatyw.


niedziela, 29 lipca 2018

Na rogu

Dobra rada

gej blog,gej opowiadania, oskar gej w mieście
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



-Zobacz kto do mnie wczoraj napisał- Simon zbliżył się, by pokazać w telefonie wiadomość, którą na GAYROMEO zostawił mu Zahir.
Podobno Zahir zaczepiał już wcześniej mojego przyjaciela, ale nigdy nie poznali się osobiście.
Simon zorientował się, że my się znamy po tym jak zobaczył moje instastory z Zahirem.

     Nie dziwiła mnie obecność Zahira na gej portalu, gdyż w poprzedni weekend wybraliśmy się razem do naszego gej klubu i opowiadał mi, że jego nowy chłopak prawdopodobnie ma faceta, więc on jest tym drugim.
     Wszystko na to wskazywało. Koleś od trzech miesięcy nie zaprosił Zahira do swojego domu. Wyjazdy, rzekomo sam, a na Instagramie zdjęcia z jakimś facetem. Związek Zahira się rozpadł.

     Simon zapytał mnie o radę, czy odpisać Zahirowi na wiadomość.
Lubię Zahira, nie nazwałbym go moim przyjaciele,  raczej kolegą do towarzystwa. Spotykamy się raz na czas, by wyjść do klubu, na obiad.
Osobiście nie poleciłbym Simonowi Zahira jako partnera, i tak też mu doradziłem.
     Po rozmowie z Simonem miałem lekkie wyrzuty sumienia. Zastanawiałem się nad tym, czy miałem prawo tak ocenić Zahira i czy nie odebrałem przyjacielowi szansy na poznanie nowej osoby?

     Simon jest moim dobrym przyjacielem, chociaż znamy się niespełna rok. Mam wrażenie, że jest między nami braterska więź. Dlatego chciałem być szczery i zaoszczędzić mu przykrych rozczarowań. Wiem, że oczekiwał ode mnie szczerości, ale czy nie za bardzo popłynąłem.

     Następnego dnia przeprosiłem przyjaciela i powiedziałem, że powinien Zahira poznać osobiście przekonać się czy Zahir jest odpowiednim kandydatem.
Przecież ludzie bywają różni. Inaczej zachowujemy się wśród rodziny, przyjaciół, a bywa, że jesteśmy inni gdy na kimś nam zależy.

     Simon postanowił mimo wszystko wstrzymać się z odpowiedzią. Kilka dni później profil Zahira zniknął! Szanse stracone.
     Można było domniemywać, że Zahir jest w związku. I był.  Dwa dni później, zadzwonił i powiedział, że jego wcześniejsze domysły nie były prawdziwe. Doradziłem koledze by był ostrożny i miał się na baczności. Dla mnie to było podejrzane. Znam Zahira i jego desperackie podejście do szukania partnera. Lubił zabawę, lubił flirt, ale mimo wszystko potrzebował kogoś przy swoim boku.

     To był zabawny czas. Co drugi dzień telefon. Albo z płaczem ale z radością. Albo go oszukał albo, się kochają, i będą szczęśliwi.
Gubiłem się, ale moje zadanie polegało tylko na pocieszaniu lub gratulowaniu.

     Simon w tym czasie poznał kogoś innego. Co mnie w sumie ucieszyło. Na razie to tylko znajomość, ale może coś z tego będzie.

     Życie niczym wenezuelska telenowela. Nigdy nie wiadomo czy słoneczny poranek nie zakończy się burzą z piorunami.
Na każdym rogu czekają na nas nowi ludzie, którzy są nam obcy a okazać się mogą bliskimi przyjaciółmi naszych przyjaciół.




wtorek, 1 maja 2018

Nie jestem już gejem!

Powrót do normalności

   
Oskar gej w mieście, gej blog
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania




      Tak moi drodzy! Chciałbym Was przeprosić i tym samym opowiedzieć o mojej przemianie.
Przemianie z rozkapryszonego niedojrzałego geja w normalnego, zdrowego heteroseksualistę!
     Porzucam moje dotychczasowe, niegodne życie. Rozstaję się z Bigem po dziesięciu latach.
Teram będę miał żonę, a jak mi stanie, to i dzieci. Mama chyba się ucieszy.

     Ostatnio w mediach zawrzało z powodu książki/ audiobooku Doktora Gerad J.M van den Aardweg pt. "POWRÓT DO NORMALNOŚCI". Zanim autor pokaże nam ową drogę do normalności, omawia istnienie, przyczyny powstania homoseksualizmu.

      "Seksualna atmosfera w domu- obecność magazynów pornograficznych czy filmów o tematyce homoseksualnej- może wzmocnić niepewne homoseksualne pragnienia. Niektórzy homoseksualiści z całą pewnością byliby heteroseksualni, gdyby w krytycznym okresie niestabilnego emocjonalnie okresu dojrzewania nie wzbudzono u nich fantazji. Pewnie po cichu wyrośliby z tego powierzchownie erotycznego zachwytu kolegami i idolami tej samej płci."*

      Takich "smaczków" jest więcej. Doktor Gerard J.M van den Aardweg usiłuje udowodnić, że homoseksualizm ma mocne ugruntowanie w wychowywaniu dzieci. Twierdzi, że to wina więzi emocjonalnych z rodzicami. Zależność i zbyt mocne przywiązanie do matki i oczywiście lęk czy przynajmniej obojętność w stosunku do ojca, są efektami zachowań homoseksualnych.
Takie dziecko, chłopiec czy dziewczynka wyrasta na ignoranta, który nie umie odnaleźć się w życiu.
Taka osoba ma kompleks wyższości, czy też odwrotnie; niższości. Według autora buntowniczość, wrogość wobec innych, oraz cynizm są typowe dla homoseksualistów.

      "Takie postawy mogą wywodzić się ze szczególnej uwagi, jaką obdarzał nas rodzic, u homoseksualistów zazwyczaj rodzic przeciwnej płci. Ulubiony synek mamusi ma szanse rozwinąć poczucie wyższości, tak samo jak dziewczynka, na którą spływa szczególna uwaga i uwielbienie ojca"*

      Skłamałbym, gdybym powiedział, że przeczytałem książkę od początku do końca! Nie, nie zrobiłem tego, nawet jej nie kupiłem. Zapoznałem się z jej zawartością w internecie.
Starałem się być obiektywny, aczkolwiek, kiedy ktoś usiłuje wmówić mi, że moja orientacja seksualna to wynik wychowania przez rodziców, czy otoczenia, to jak mogę potraktować to poważnie?
Miałem dobry kontakt zarówno z Mamą jak i Tatą. Więc jak to jest ?
      Oprócz tego autor próbuje uświadomić nam, że homoseksualna osoba to niedojrzały emocjonalnie człowiek. Jesteśmy arogantami z poczuciem niższości, bądź wyższości. W zasadzie to ów Pan doktor nie mógł się zdecydować. Wspomniał też, że nie czujemy się na równi z innymi homoseksualistami.

      "W połączeniu z poczuciem niższości arogancja powoduje, że homoseksualista jest szczególnie podatny na krytykę i łatwo go obrazić. Kobiety i mężczyźni z kompleksami homoseksualnymi, którzy uznali swoje pragnienia za "naturalne" często poddają się impulsowi, by przypisywać swoje poczucie inności byciu lepszym. (...) Są próżni, narcystyczni w zachowaniu i ubiorze. Niektórym daleko do megalomani. (...) tak naprawdę są tylko godnymi litości dziećmi pozbawionymi mądrości"*
      Osoby homoseksualne oprócz tego, że nie akceptują siebie, czują wstręt do męskości czy kobiecości. Denerwuje nas również idea małżeństwa damsko- męskiego. Jakoby obraz rodziny był poza naszym wyobrażeniem i zrozumieniem. Natomiast tęczowe rodziny budujemy na pokaz.

      "Homoseksualny mężczyzna, który wspólnie ze swoim przyjacielem zaadoptował córkę, wyznał później, że zrobił to na pokaz "jakby ona była modnym psem, wszyscy na nas patrzyli, kiedy obnosząc się ze swoim homoseksualizmem wchodziliśmy z nią do pokoju". Lesbijskie pary, który pragną dziecka, mają również samolubne zamiary. "Bawią się w rodzinę". (...) W niektórych przypadkach częściowo świadomie chcą odgrywać lesbijskie praktyki zaadoptowaną dziewczynką".

      Tekstów takich lub podobnych w tej książce jest mnóstwo. Homoseksualiści stoją też na równi z pedofilami.
      "Na szczęście" z pomocą przychodzi nam Doktor Gerard J.M van den Aardweg, który twierdzi, że z pomocą silnej woli możemy się wyleczyć.

      "Bez mocnego postanowienia "dobrej woli", żadna zmiana nie jest możliwa. Z nią, w większości przypadków, poprawa jest pewna, a w niektórych możliwe jest nawet wyleczenie- głęboka wewnętrzna przemiana neurotycznej osobowości i korzystne odwrócenie zainteresowań seksualnych"*

      "Jeśli chodzi o efektywność metod psychoterapii w leczeniu homoseksualizmu, można porównać te sytuację do próby oduczenia dialektu, którym ktoś mówił od dzieciństwa- to też jest możliwe- lub do metody rzucenia palenia" może ci się udać, pod warunkiem, że walczysz z nałogiem. Mówię "walczysz", bo nie ma co oczekiwać cudów. Tak samo nie ma sposobu, by pokonać homoseksualny kompleks, pozostając wygodnie biernym".*

      Tyle o samym homoseksualizmie i jego powstaniu. Jeśli już uświadomimy sobie postawę osób z kompleksami homoseksualnymi oraz tego jak bardzo jesteśmy narcystyczni, egoistyczni, to dzięki książce "POWRÓT DO NORMALNOŚCI" mamy możliwość powrotu na właściwą drogę.
      Podane są sposoby leczenia, wsparcia, odejścia od niewłaściwych zachowań.
Otóż potrzebny jest nam terapeuta. Ale !... nie każdy terapeuta jest kompetentny!
Terapeutą musi być ktoś, kto twardo stąpa po ziemi. Musi być zdrowy moralnie.

      "Musi niewątpliwie posiąść pewną wiedzę na temat kondycji homoseksualisty, i proponuję mu tę książkę, by poszerzył swoje horyzonty. Nie jest jednak wskazane, by czytać zbyt dużo na ten temat, gdyż znaczna część literatury dezorientuje czytelnika".*

     Tak czy inaczej nasz nauczyciel czy tez terapeuta powinien posiadać jak najwięcej cech męskich!
Skuteczny, twardy, nie uległy, prawdziwy mężczyzna. Kobieta, według naszego doktora, jest zbyt uczuciowa i mogłaby pomóc osobom homoseksualnym, ale tylko na poziomie rozwoju dziecięcego. Natomiast taki samiec alfa jest idealny do pracy z dorosłymi.

     "POWRÓT DO NORMALNOŚCI" oferuje nam absurd za absurdem, a stereotyp goni kolejny stereotyp!
Do tematu starałem się podejść poważnie. Jestem otwarty na rozmowy, wymianę opinii, popartych konstruktywnymi argumentami. W tej książce tego zabrakło. Doktor psychologii (serio? a nie stomatologii?) miesza się sam w swoich opiniach i poglądach. Powiela głupoty. Ewidentnie gubi się w swoich radach i spostrzeżeniach. W takiej sytuacji zadaję sobie pytanie: kto potrzebuje pomocy ?

     Gerard J.M van den Aardweg (ur 1936) to holenderski psycholog i psychoterapeuta. Znany jest z publikacji na temat homoseksualizmu, który według niego jest chorobą uleczalną. Jest również wykładowcą na uniwersytecie m.in. w USA czy Brazylii. Tematyka jego wykładów jest homoseksualizm.**

      Chciałbym dodać jeszcze coś od siebie.
Po przeczytaniu fragmentów tej książki przyszła mi na myśl jedna rzecz. Jestem trzydziestodwuletnim facetem. Samodzielny, w dziesięcioletnim związku. Żyję w równowadze z samym sobą. Wiem kim jestem i  nie czuję się ani lepszy, ani gorszy od innych.

     Ktoś kto zna mój blog wie, że staram się prócz rozrywki przekazywać dobre wartości.
Piszę o tym, że każdy jest wartościowy. Staram się uświadamiać ludzi w tym, że nie ma gorszych pod  względem  orientacji seksualnej czy pochodzenia. Zdaję sobie sprawę jak wielu młodych ludzi nie radzi sobie ze sobą. Z tym kim są i jacy są!
Jak bardzo wielu ludzi jest zagubionych w tym co czują a co mówią im inni. Jak wielu ludzi jest skazanych na stereotypowe zachowania otoczenia, kompletny brak wsparcia i zrozumienia.

       Ta książka obudziła we mnie lęk. Myślę sobie, Boże co może się stać jeśli trafi w ręce właśnie takiej osoby. Jaką krzywdę może wyrządzić...









*Fragmenty książki POWRÓT DO NORMALNOŚCI Gerarda J.M von den Aardweg
**Źródło WIKIPEDIA.PL

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Jeden ruch cz 2

Coś stało się między nami


Oskar gej blog
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania


"Stoimy na dzikiej grani, we dwoje wpatrzeni sami, przywarci mocno ciałami, milczący bez łez i bez słów. Jeden ruch, jeden ruch. Jeden ruch i runiemy w dół"
Justyna Steczkowska -KOCHANKOWIE



       Wyrwani jakby z rzeczywistości. Jesteśmy my, jest opustoszały już park i cisza która wkradała się w dialog.
Oparł się o ławkę rozkładając ręce tak, że dłonią dotknął mojego ramienia. To był inny gest. Ten jeden. Odczułem w nim inność. Oparłem łokcie o kolana, podpierając dłońmi brodę. Wpatrywałem się przed siebie. Bez konkretnego punktu.
Marvin, zmienił pozycję, przysunął się i wpatrywał we mnie wyczekująco.
Patrzyłem i ja.
We dwoje, w skupieni, w milczeniu, a w zamęcie myśli
Jego szkliste oczy mówiły wszystko, a wręcz pytały czy może?
Jeden mój ruch. Jeden ruch i  spojrzałem tak, by mógł.
Mógł, więc zrobił. Zbliżył się do mnie, zamknęliśmy oczy, a usta złączyliśmy w pocałunku.
Nie delikatnym, własnie mocnym. Ruch warg był spójny, języki splatały się. Wszystko współgrało ze sobą jak w tańcu, którego układ przećwiczyliśmy w wyobraźni przez ostatni tydzień.
Nikt nad nikim nie dominował. Połączeni ruchem ust, nasze ciała jakby zamarły. Nie dotykałem go, on mnie też nie dotykał.

       Przerwaliśmy, może by złapać oddech, może by spojrzeć na siebie jeszcze raz. Nie wiem.
Nie mogłem. Odsunąłem się. On spuścił wzrok, wbił w ziemię, ja ponownie przed siebie.
Milczeliśmy. Bez czasu, bez ucieczki, bez pytań o winę.
Wróciłem do poprzedniej pozycji. Oparłem łokcie o kolana, podpierając dłońmi brodę. Ponownie wpatrywałem się przed siebie. Gdzieś przed siebie, bez punktu zaczepienia.
Marvin usiadł w podobnej pozycji do mojej.
-Jesteś już inny-rzekł, podążając za moim wzrokiem.
-Nie-odpowiedziałem.
-Tak, jesteś.

Wiem, że byłem. Tak byłem inny.

      Odwróciłem twarz w jego stronę. Oczy mu lśniły. To nie były łzy. To było pragnienie. Patrzył i wiem, że chciał jeszcze. Nic nie mówiąc, pytał. Znów pytał czy może. Patrzyłem na niego.
Zdałem sobie sprawę z tego, co zrobiliśmy. On, jak on, ma swoje sumienie, ale ja?

      Przez chwilę miałem obraz domu. Ja, Big, nasz pies, nasze życie. Rozsądek, a z drugiej strony chwila, która trwała. Może to i banalne, szczeniackie, aczkolwiek brnąłem na oślep. Nie miałem prawa ?

       Nie przerywałem wzroku skupionego na nim. Kolejny ruch należał do mnie. Ten jeden.
Zamknęliśmy oczy, przyciągając się do siebie nawzajem. Chciałem. I zrobiłem, jak chciałem.
Dłoń oparłem o jego policzek. Nie żałowałem gestów. Jego dłonie wędrowały po moich plecach i ramionach, moje po jego udach i kolanach.
Coś stało się między nami i w tym trwaliśmy. Oboje potrzebowaliśmy ucieczki od rzeczywistości, od tego co mamy. Tak to czułem.

     Gdy przestaliśmy, ja znów spojrzałem przed siebie. Marvin oparł głowę o moje ramię i wplótł swoją dłoń w moją.
Zapadał powoli zmierzch. A my, jak wyrwaniu z kadru komedii romantycznej. Ja, on i nasz nowy świat.
Być może ten świat nie ma racji bytu. Być może jest wyimaginowany, z datą przydatności, która skończy się jeszcze tego samego dnia. Ba, nawet za dwie, trzy godziny.

      Czy to ważne? Nie. To się nie liczyło.
Spojrzałem ponownie na niego. Pocałowałem go z pasją, pożądaniem.
Zdecydowany w tym, co robiłem. Chciałem go chłonąć. Dać mu też to, czego i on oczekiwał.

- Powinienem już iść- przerwałem ciszę i skrępowane uśmiechy zadowolenia.
- No, jest już późno- odrzekł, choć miałem wrażenie, że wcale nie chciał wracać.

      Wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy alejką, która prowadziła do przystanku autobusowego.
Z początku chwilę zakłopotania zagłuszał jedynie szelest butów o podłoże. Im dalej oddalaliśmy się od ławki w parku, tym bardziej atmosfera się wyrównywała.
Znów byliśmy kolegami z siłowni. Tak jak gdyby nic się nie stało. Rozmowy płynęły swobodnie.


     Wracając do domu wiedziałem, że Big jest jeszcze w pracy.
Wspinając się po schodach na czwarte piętro, rozmyślałem o tym co zrobiłem.
Miałem wrażenie, że one nigdy się nie skończą; schody i myśli.
Powinienem mieć wyrzuty sumienia? Jakiś żal za grzechy? Jeśli tak, to nie miałem.
Cóż to zmieni?
Przecież wyrzuty sumienia to bezużyteczne emocje. Na nic nie mają wpływu. Przeszłości nimi nie zmienię- myślałem kiedy już otwierałem drzwi od domu. Nie stanę się lepszym człowiekiem, jak napisał to w swojej książce Wayne W. Dyer.

      Na komodzie w dziennym pokoju leżała nierozpakowana paczka od Mamy, a w niej płyta DVD ANIMA -Justyny Steczkowskiej.
Zaparzyłem sobie susz zielonej herbaty z owocami czerwonej porzeczki i usiadłem na kanapie wpatrując się w koncert mojej idolki.

     Niespełna kwadrans później usłyszałem szelest kluczy w drzwiach. Big przyszedł z pracy.
-Co tam?- krzyknął entuzjastycznie u progu.
... każdy dzień to szach i mat*
-A nic, oglądam koncert-  w tle "Szachmistrz" jeden z moich ulubionych utworów.
 Tej rozgrywki schemat ruchów dobrze znam*
- O fajnie! Dzióba, kupiłem coś na drinka, chcesz ?
wciąż od nowa rozgrywamy partię tę*
-Możesz zrobić- zdziwiłem się, gdyż pieszczotliwego słowa "dzióba" nie używaliśmy od dawien dawna- jak tam w pracy?-zagaiłem.
wszystko jeszcze w tej potyczce...*
-Jak zawsze. Tłumy ludzi, po prostu padam ze zmęczenia. Jak było na siłowni? Naoglądałeś się fiutków pod prysznicem?- powiedział uśmiechając się ironicznie.

... wszystko może zdarzyć się*

*J.Steczkowska"Szachmistrz"



c.d.n.


Część 1

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...