Translate

Poznajmy się :)

wtorek, 14 stycznia 2020

Rozterki

To nie mój dzień

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania




"Miałem zły dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna"*


     Pierwsza sobota od ponad roku, którą miałem wolną. Pierwszy weekend od ponad roku wolny. Nie jestem przyzwyczajony do dwóch dni wolnych w tygodniu. Nie miałem tez pomysłu jak spędzić ten dzień.

     Zrobiłem chyba to co najgorsze. Zalogowałem się na GAY ROMEO. Mam tam profil od czasu rozstania z Bigem (link). Chociaż od tego czasu zalogowałem się tam tylko raz. Nie jest to miejsce dla mnie. Dlaczego dziś się tam zalogowałem ? Z samontości? Z głupoty ? Z nudów ?
     Miałem kilkanaście nie odczytanych wiadomości. Profile z nagimi ciałami wysłały mi nagie zdjęcia. Jakby w profilu było ich mało. Profile z ludzką twarzą postawiły na wiadomości z treścią. Przejrzałem profile osób, tak jak ostnio przeglądam ogłoszenia z mieszkaniami. To ładne, to brzydkie i lecę dalej.
Napisał do mnie chłopak, z ładną buzią, całkiem normalną wiadomość. Odpisałem mu na zadane pytania, że akurat siedzę w domu i nie mam nic w planach.
Ładny chłopak zaproponował popołudniu spotkanie na mieście. Może kawę? Zapytał.
Już miałem odmówić gdy poraz kolejny spojrzałem w sufit i pomyślałem sobie, a czemu by nie ? Idź Oskar! Idź!
     Do spotkania miałem jeszcze kilka godzin. Chciałem zacząć czytać książkę "Szmira" Bukowskiego, ale nie mogłem sie skupić. Przeglądałem instagram (mój instagram-link) i zobaczyłem, że koleś, któremu wczoraj polubiłem wszystkie zdjęcia napisał mi wiadomość. "Hey Dzięki", więc i ja mu podziękowałem za polubienia moich zdjęć. Jakie to powierzchowne, pomyślałem. On mi pokilkał zdjęcia, ja mu poklikałem zdjęcia.
Koleś lubi wspinaczki górskie. Jego profil jest pełen zdjęć z takich wypraw. Fajnie, sam bym się wybrał na taką wyprawę.

     Zadzwoniłem do Roberta. Ucieszył się na wieść o tym, że mam randkę i odrazu zaczął dawać mi rady. Załóż najlepszą bieliznę jaką masz Oskar! A masz prezerwatywy? Zapytał. Załóż coś czarnego, koniecznie krótki rękaw, będziesz świetnie wyglądać... ble ble ble... .
Tak mnie nakręcił, że dwie godziny przed spotkaniem stałem przed lustrem i przymierzałem ubrania. Dawno nie byłem na żadnej randce, ogarnął mnie stres.
     
     Czekałem w kawiarni, około dzisięć minut przed umówioną godziną. Pogoda nie sprzyjała spotkaniom. Zimno i deszczowo. 
Przyszedł. Wystylizowany. Przystojny. Uśmiechnięty. Spodobał mi się. 
To było dziwne, bo chociaż dopiero co się poznaliśmy rozmowa całkiem nam się kleiła. Niby o niczym konkretnym ale buzie nam się nie zamykały. Ładny ma uśmiech.
Nie czułem zdenerwowania odziwo. Widzę sam po sobie, jak się ostatnio zmieniłem. Jestem bardziej otwarty do ludzi. Rozmowny. Lubie siebie takiego.
Wypiłem Cappuciono, on Cole. Potem jeszcze jedno Cappucion a on jeszcze jedną Cole i tak zastanawiałem się dokąd zmierzamy.
Nie zabrałem prezerwatyw, jak to Robert wspomniał, nie miałem nic w zanadrzu. Nie wiem nawet czy chciałbym z nim spotkać sie ponownie. Niby wszystko w porządku. Ładny, uśmiechnięty, owiany pozytywną energią. Chyba mu się spodobałem. Założyłem czarny t-shirt jak polecił mi mój przyjaciel.
Wypiłem to drugie Capuciono i nie wiedziałem co dalej. Nie miłem ochoty na kontynuację wieczoru w jego towarzystwie. Nic mu nie brakowało. Naszła mnie myśl, że mi jego też nie będzie brakowało.
Podziękowałem za spotkanie. Zapłaciłem rachunek i jako wymówkę podałem, że rano muszę wstać do pracy. Chłopak, był lekko zmieszany, widziałem w jego oczach rozczarowanie moją postawą.

     Wróciłem do domu. Zamknąłem się w swoim pokoju. Leżąc na łóżku ponownie sięgnąłem po książkę. No nic, pomyślałem, wieczór spędzę w towarzystwie piędziesięcioletniego kluchowatego zera, jak bohaterowi zdarza się mówić o sobie.

"Ile człowiekowi potrzeba? I o co właściwie chodzi? Wszyscy umieramy bez grosza przy duszy, a większość również żyje w ten sposób. Ogłupiająca gra. Samo włożenie butów rano to już jakieś zwycięstwo."**


* ** (C.Bukowski- Szmira)


piątek, 27 grudnia 2019

Spontanicznie

Choć raz zrobić coś szalonego

gej blog, gejowskie opowiadania
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania
   

     Mało kiedy mam ochotę na to, na co tak naprawdę przeważnie mam ochotę. Tym razem było tak samo. Zadzwonił do mnie Zahir by zaprosić mnie na imprezę domową.

Okazji nie było. Ja nie za bardzo w nastroju, aczkolwiek pomyślałem sobie; czemu by nie?.
Na poczatku miało być kilku znajomych. W ostateczności gości było około trzydziestu.

     Z powodu pracy, byłem tym ostatnim, który zapukał do drzwi jego domu.
Ubrany w białą koszulę i ciemne jeansy, bo taki był nakaz,  przekroczyłem próg mieszkania.
Po przywitaniu, gospodarz poprowadził mnie do pokoju, w którym znajdywała się większa część gości. To jest Oskar, przedstawił mnie, dodając coś o naszej znajomości i po kolei zaczeli podchodzić do mnie jego znajomi; Philipp, Denis, Jola(Polka, którą znałem z wsześniejszej imrezy) jej mąż Sylwan i jeszcze kilka innych osób, których imiona zapomniałem.

      Wszyscy byli już po kilku drinkach. Zahir na poczatek zrobił mi z podwóją dawką wódki. Tak abym mógł stanem upojenia dopasować się do towarzystwa.
Przechodziłem przez pokój i dostrzegłem spojrzenia niektórych kolesi. Jakby zarzucali niewidzialną sieć podrywania.
Każdy wystrojony. Przeważały białe koszule. Były też krawaty i muchy. Bardzo stylowo.

     Gdy stałem przy stole z jedzeniem podszedł do mnie Denis. Mojego wzrostu, ciemna karnacja, zarost na twarzy. Przystojny. W ogóle na tej imprezie, jakkolwiek to zabrzmi, byli ładni ludzie. Wszyscy jakby z kolorowych magazynów.
Rozmowa szła bardzo gładko. Po kilku podstawowych pytaniach typu: czym się zajmuję, skąd znam Zahira, uzupełnił moją szklankę alkoholem. W oddali zauważyłem Philipa. Kojarzę go ze zdjęć, które Zahir mi pokazywał.
Wysoki blondyn, umięśniony. Na oko pięć lat młodszy ode mnie. Rozmawiał z jakąś dziewczyną, ale ukradkiem spoglądał na mnie. Po kilku minutach podszedł do nas i tak staliśmy we trójkę.
Musiałem wpaść w oko przystojnemy blondynowi, bo odbarowywał mnie komplemntami, co znowu musiało być nie na rękę Denisowi.
Czułem się dziwnie. Z jednej strony podobało mi się, że jestem adorowany przez przystojnych facetów, co zwyczajnie zaspokajało moją męską próżność, z drugiej strony, chciałem miło spędzić czas. Poszeżyć grono znajomych, nawiązać przyjaźnie.
Z natłoku myśli i błahych rozmów wyrwał nas Zahir, który, zamykając za sobą drzwi, zaciągnął mnie i kilka innych osób do swojej sypialni.
A teraz bedzie gang bang? Zapytałem przerywając ciszę. Kilka osób zasmiało się, po czym zobaczyłem, że na stoliku nocnym Zahir rozkłada dwie ścieżki białego proszku. Każdy z obecnych nachylił się nad stolikiem i zaciągnął swoją działkę. Beze mnie! To nie mój sposób na imprezy. W tym czasie stojąc przy oknie, podziwiałem panoramę miasta.

    Zahira znam już od kilku dobrych lat. Towarzystwo było miłe. Aczkolwiek uświadomiłem sobie, że nie są to ludzie, z którymi mógłbym się przyjaźnić. To nie są ludzie, z którmi poza imprezą miałbym wspólne zainteresoania.
Wyszedłem z pokoju. Chwiejnym już ruchem nalałem sobie kolejnego drinka i usiadłem na kanapie dołączając do tych co nie poszli do "pokoju wrażeń".

    Z każdą ilością alkoholu, traciłem poczucie czasu i chyba też pionu. Ostatnie momenty z tej imprezy pamiętam tylko fragmentami, jakbym się teleportował. Tańczyłem, ale najwięcej czasu spędzałem w kuchni z Philippem. Fajny chłopak. Bardzo mi się spodobał. Między nami nawiązał sie flirt. Nawet Denis był zazdrosny. W międzyczasie podszeł do mnie i powiedział, że nie spodziewał się, że będę flirtował z każdym. Chłopak najwyraźniej po kilku naszych rozmowach ubzdurał sobie naszą przynależność. Ja nie traktowął tam nikogo poważnie.

     Philipp zbliżył się do mnie, nasze biodra się stykały. Rozpiął mi jeden guzik u koszuli i pocałował delikatnie w usta. Jesteś mega gorący typ, wyszeptał. Poczułem sie lekko onieśmielony ale też podniecony. Alkohol szumiał w głowie. Wyszeptałem "nie teraz". W końcu staliśmy w kuchni. Chłopak rozejrzał się i łapiąc mnie za rękę, zaciągnał do toalety.
Nie przyszło mi do głowy, by zaprotestować. Nawet nie wiem, czy chciałem zaprotestować. Choć raz zrobić coś szalonego. Bez zbędnych myśli, wyrzutów sumienia.
Przymknął drzwi, zapalił światło i zaczął mnie całować. Jego ręcę trzymały moją głowę, ja obiąłem jego talię. To był pocałunek z pożądaniem. Zwykłe cielesne pożądanie.
Oparłem się o umywalkę, a Philipp będąc już na kolanach, rozpinał mi pasek od spodni, potem suwak i w tym momencie do łazienki weszła jedna z przyjaciółek Zahira.
Otworzyła drzwi zrobiła krok do przodu, wytrzeszczyła oczy. Phillipp oparł głowę o moje biodra, ja spojrzałem w sufit i czekałem, aż usłyszę trzask zamykających się drzwi.
To było otrzeźwienie. Nieczego nie zobaczyła, bo do niczego jeszcze nie doszło.
     Z jednej strony żałowałem, że nam przerwano, a z drugiej strony uświadomiłem sobie, że za dużo wypiłem. Philipp na początku chciał bym został. Gdy nie uległem namowie, chciał mnie odprowadzić do domu. Nie chciałem. Nie żegnając się z nikim, ubrałem się i wyszedłem.


środa, 11 grudnia 2019

Nie zgasnę !

Hold My hand, please


gej blog, gejowskie opowiadania
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania


"Is it really love if it hurts
Is it really pain if it's inside
On the outside I’m strong
Hold my hand, please, sympathize

Hard enough trying to forgive
Hard enough trying to live
Please don't criticize (yeah)
Please, please, sympathise (yeah)"*


     Czas biegnie nie ubłaganie. Miesiąc czasu od ostatniego wpisu. Dwa miesiące od rozstania z Bigem. 
     Prawie codziennie siadam przy biórku otwieram laptop, pisze kilka słów i kasuje je ponownie.
Nie mogę skupić myśli.
Niczego nie żałuję, a już napewno podiętych decyzji. Muszę tylko mieć siły by przejść przez piekło, które teraz mam.
Przez ostatnie miesiące nie słuchałem swojego głosu, który mówił "Uciekaj! Ratuj się". Wydawało mi się, że rozsądniej będzie słuchać głosu, który mówił "Na nic nie ma już szans, życie stracone, bądź tam gdzie jesteś".
Ja, wielki optymista. Straciłem swoją wiarę.

     Oczy otworzyły mi się po rozmowie z bliskimi.
Kiedy w końcu zadzowniłem do Mamy by jej powiedzieć o rostaniu uświadomiłem sobie jak głęboko zanurzony byłem w gównie, a ja udawałem, że mi to nie przeszkadza, a nawet lubię ten zapach.
Ah, aż tak źle nie jest, wmawiałem sobie.
Jest, było! Jeśli moja Mama mówi do mnie "Oskar, domyślałam się" to musiało być źle, że nawet Ona to zauważyła.
Miałem obywy by jej o tym mówić. Spodziewałem się reakcji zawału serca. Jednak Mama jakby z ulgą powiedziała mi, że gdy była u nas ostatnio, widziała naszą ralację. Widziała, jak gasnę. Jak się zmieniam. Jak radosny Oskar staję się przygnębiony i nerwowy.

    Tak więc wszyscy już oficjalnie wiedzą. Chociaż z rozmów wynikało, że i tak tego się spodziewali.
Mówię Wam, warto spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy.

     Nie mam tu nikogo, do kogo mógłbym pójść i powiedzieć, że jest mi źle i dostałbym kubek ciepłej herbaty. Sam muszę sobie zrobić herbatę. Sam muszę otrzeć sobie łzy, które czasem spłyną z bezsilności i utrudnień jakie stawia mi życie.
Podczas niedzielnego spaceru w parku, myślałem o tym wszystkim. Sytuacja  w domu nie pozwalała mi by tam zostać. Musiałem wyjść na kika godzin. Uciec z miejsca, w którym powinienem czuć się bezpiecznie.
     Cóż, jeśli jestem tu sam, nie mogę się rozczulać.
Muszę ułożyć swoje sprawy. Nie mam czasu na łzy, na chwile słabości.

"Somebody to teach me to love. Somebody to help me rise above
I need to survive"**


* Madonna - Looking For Mercy




czwartek, 14 listopada 2019

Nowy gej w mieście

Czy można być szczęśliwym jako singel ?


Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania


     Sobotni wieczór spędziłem w domu. Big pojchał na krótki urlop do Polski.
Zrobiłem sobie herbatę i usiadłem na fotelu, który stoi obok regału z książkami. Wybrałem kilka moich ulubionych i przeglądałem sobie zaznaczone cytaty.
Trafiłem na cytaty z książki "Zdobywcy oddechu"  P.P. Kłosowicza (link) "Świadomym wyborem mogę więc tłumaczyć to, że nikt mnie nie chce. Trochę mnie już męczy, że mam o czym, a nie mam z kim gadać, mam co czuć, a nie mam do kogo, mam jak spędzać czas, ale nie za bardzo z kim", od razu pomyślałem o sobie. Jak będzie wygladać teraz moja codzienność ?
 
     To dziwne jak życie potrafi być przewrotne. To co kiedyś wydawało się nie realne, dziś jest faktem. Po dziesięciu latach związku jestem singlem (link )
Pamiętam dokładnie jak dwa lata temu, telefonując z Olą rozmawialiśmy o tym jakby to było ponownie być singlem (link). Nie mogłem wyobrazić sobie, siebie umawiającego się na randki. Zresztą nigdy tego za bardzo nie robiłem. Zanim poznałem Biga (mojego już ex chłopaka)(link) miałem zaledwie dwadzieścia trzy lata. Wtedy nie nazywałem się jeszcze singlem, byłem za młody.
A więc teraz co ? Jako nowy gej w mieście mam ruszyć na łowy ?

   Po wielu rozmowach z moimi przyjaciółmi, czy znajomymi, mam obawy. Lubię moich gej znajomych ale nie umiem wpasować się w ich ramy. To znaczy, każdy z nich jest inny.
Jeden udaje zadowolonego z życia singla, a jesli zdarza się okazja, łapie się każdego. Drugi to typ imprezowicza, który zakochuje się w każdym. Trzeci to krypto gej,  z długą kartoteką seks randek. Łączy ich jedno! Każdy z nich pod maską, imprezowicza czy zadowolonego singla cierpi z powodu braku prawdziwej miłości.

      Robert, to typ, który pomimo tego, że chciałby być w związku, to nigdy mu się nie udaje. Wciąż ma problemy z akcpetacją siebie. Jest gejem ale najlepiej jakby nikt o tym nie wiedział. Związek oficjalny nie wchodzi w gre. Stąd też angażował się w relację z żonatym czy nawet księdzem. (link) Wielokrotnie dzownił do mnie by opowiedzieć o swoich seks spotkaniach. (link)
Seks w kiblu, seks w saunie, seks z księdzem. Można by wymieniać. Oprócz kolorowego życia seksualnego bywało tak, że miał powody do zmartwień. Raz podczas seksu analnego jego kochankowi pękła prezerwatywa. Innym razem na trzeciej randce koleś oznajmił mu, że ma AIDS. Słyszałem już o przerwanym wędzidełku oraz innych problemach w miejscach intymnych. (link) Jego motto, to korzystać z życia.

     Zahir, z jednej relacji do drugiej. Nie wierzy w monogamię, aczkolwiek pragnie trwałego związku. Bywa na wszystkich możliwych imprezach. Na wszystkich możliwych portalach randkowych. To on najczęściej dzwonił do mnie by podzielić się tym,  jak szczęśliwy jest z nowym facetem by po kilkunastu dniach szlochając do słuchawki opowiadać, że własnie się rostali (link) Desperacko potrzebował partnera. Jakby chciał wpasować się w jakiś modny trend.

     Simon, bardzo lubił mówić o tym jak bardzo jest szczęśliwy sam ze sobą. Uwierzyłem mu.
Cieszy się, ze spotkania z przyjaciółmi, zajety swoim hobby. Nie ma profilu na gej portalu. Wierzy w przeznaczenie. Im dłużej go znam tym bardziej odsłania się jego maska, ukazują jego prawdziwe "ja". Był w stanie związać się z każdym, kto był w jakikolwiek sposób nim zainteresowany. Spotykał się z moim ex kochankiem,(link) czy nawet chciał umówić się z Zahirem (link).

     Jakim ja bedę "gejem na łowach"?
Prędzej czy póżniej przyjdzie taki dzień w którym pobiorę aplikację Gay Romeo i będę błyszczał na zielono ze swoim profilowym zdjęciem.
Odnajdę się w tej rzeczywistości, czy jak jeden z bohaterów powieści Kłosowicza będę cierpiał z powodu braku drugiej osoby?

     Nie ma sensu rozczulać się nad sobą. Muszę zadzownić do mamy i powiedziec jej o podiętych decyzjach. O niczym jeszcze nie wie. No i czas zacząć pakować rzeczy w kartony.



piątek, 25 października 2019

Definicje

Czy jest o co walczyć ?

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania, cytat*


   "Nie kupię już twoich bzdur,
nie weźmiesz mnie na rzekę słów.
Nie szukaj już tylu dróg,
nie znajdziesz mnie nie spotkasz tu"
(Shazza- BLIŻEJ I DALEJ)



     Świat jest pełen określeń czy definicji. Są przykłady definicji z geometrii, że trójkątem równoramiennym nazywamy trójkąt, którego przynajmniej dwa boki mają taką samą długość. Mamy definicję fizyki, która mówi, że jest to naka zajmująca się badaniem ogólnych materii i zjawisk w niej zachodzących. Tego wszystkiego uczymy się w szkole.
     Dlaczego w żadnych podręcznikach, nie ma definicji miłości?
Nikt jasno nie określa, że jesli czujesz to i to do drugiej osoby, to to jest miłość. A jesli tego nie czujesz, to to już nie jest miłość.

    Poznajemy ludzi. Przywiązujemy się do nich. Tworzymy zwiazki, które trwają i wydawać by się mogło, że znaleźliśmy tą jedną osobę i tak już będzie do końca życia.
Pierwsze tygodnie czy nawet miesiące są jak wyrwane kadry z romantycznej komedii. Życie to jednka nie film. Tak było też u nas. Podróże, spacery, wygłupy. Lata mijały.
W życiu trzeba też stawiać czoła wyzwaniom i przeciwnościom. Szanować drugą osobę. Tu nam coś nie wyszło.

     Decyzję trzeba było podiąć. Lewitacja pomiędzy wyimaginowanym światem by uciec przed rzeczywostością, kosztowała mnie wielu wyrzeczeń.
Rozdzwoniły się telefony. Posypały się pytania; ale jak to tak, po dziesięciu latach? Posypały się też rady; Oskar, daj szanse, ale postaw sprawy jasno!
Wtedy mówiłem stanowcze STOP! Nie chcę tego słuchać. Co ja przez ostatnie dwa lata robiłem ? Nic innego jak dawałem szanse. Nic innego jak pokazywałem właściwą drogę. Nic innego jak ostrzegałem, że wszystko przez to zanika, że we mnie coś pęka. Kedyś przyjdzie ten dzień, mówiłem! Dzień, w którym powiem, że nie daję rady i odejdę.

     Nagle pewnego dnia przebudziłem się i powiedziałem sobie, że już nie dam rady. Jeśli nie odejdę, nic się nie zmieni. Czas podiąć decyzję których się unikało. Oddchodzę, powiedziałem.
Przez ostatnie trzy lata mówiłem dość często; odchodzę. A po dwóch dniach nasze życie wracało do "normy".
Tym razem nie! Mam prawo do szczęscia. Mam prawo zasnąć i obudzić się z uśmiechem na twarzy. Już nie tym udawanym. Szczerym.

     No i pękło. Nie pomogły łzy. Prośby. Obietnice zmian.
Bo niby dlaczego właśnie teraz miałoby coś się zmienić, jesli przez ostatnie trzy lata tylko się pogarszało. Dlaczego akurat teraz ?
Jedyną szansą dla nas jest rozstanie. Każdy musi pójść w swoją stronę.
Sam siebie pytałem (dziesięć lat jesteśmy ze sobą) czy warto to kończyć ? Jak teraz będzie wyglądało nasze życie ?

    Boję się. Nie wiem jak będzie wyglądać moja przyszłość. Wiem tylko, że przerażony byłem moją codziennością. Rozstania nie są łatwe. Pomimo tego, że to ja odchodzę, to boli również i mnie. To co przeżyliśmy nie jest mi obojętnę. Tylko, że ja nie mogę żyć przeszłością. A teraźniejszość mnie przeraża.
Podjąłem słuszną decyzję.
Teraz trzeba iść tą drogą.
   


Cytat ze zdjęcia pochodzi z książki R. Brett "Bóg nigdy nie mruga".

wtorek, 15 października 2019

Kolory życia mego

Retrospekcje

gej blog , gej opowiadania, oskar gej w w mieście
Zdjęcie: Opracowanie własne*, zakaz kopiowania 
   


     To już lekka przesada, pomyślałem sobie. Daddy. Nazwał mnie daddy. Ja rozumiem, że chłopak jest młodszy. Dziesięć, piętnaście lat różnicy, ale żeby daddy? Miejsca w autobusie by mi nie ustąpił gówniarz jeden, a zdjęcie tyłka wysyłać z zapytaniem, czy bym się nim nie zajął, to bez krępacji. Nie! Nie zająłbym się gówniarzu. Won! No i zablokowałem użytkownika.

     Skończyłem trzydzieste trzecie urodziny. Napisali przyjaciele. Wiadomość głosową wysłała przyjaciółka. Wysłała wiadomość głosową śpiewając mi piosenkę. Melodia pogrzebowa, tekst radosny. Zmartwiło mnie to. Podziękowałem. Zadzwoniła też moja chrześnica. Ojej, jak się ucieszyłem. Podziękowałem za życzenia i pamięć. Jak to na dziewięcioletnie dziecko przystało, powiedziała prawdę. Babcia mi przypomniała. Domyślałem się.

     Zanim nadszedł czas moich urodzin, był czas urlopu. Odwiedziłem dom rodzinny. Spędzałem czas z mamą z braćmi z siostrą. Dla każdego znalazłem czas. Znalazłem czas by z mamą pójść nad jezioro, z braćmi pograć w bilard, a z siostrą zjeść ciasto, które dla mnie upiekła.
Nad jeziorem, nad którym byłem z mamą, kilka lat wcześniej... ojej, jakieś dwadzieścia lat wcześniej, pewnego letniego dnia, (a przynajmniej przypuszczam że to było lato) wraz z moją przyjaciółką leżeliśmy na kładce. Leżeliśmy na kładce, a ona mi czytała książkę, którą wypożyczyła ze szkolnej biblioteki. Nie dla mamy nie dla taty lecz dla każdej małolaty, taka seria. Dziś brzmi jak brzmi, ale wtedy brzmiało na tyle dobrze, że wciągneło mnie w wir czytania. Dziś siedziałem na tej samej kładce... może nie tej samej, bo z tej starej to tylko już fragmenty zosały. Zresztą już nic nie było takie same. Jezioro się zmiejszyło, drzewka urosły. A więc nad tym tym samym jeziorem, lecz już trochę innym siedziałem ja i mama. Piliśmy sobie piwo. Bardzo miło było.

     Byłem też w Warszawie. Umówiłem się z Olą na weekend w stolicy. Byłem pierwszy. Czekam w Złotych Tarasach. Przechodził jakiś pan. Pan spojrzał, ja spojrzałem ale przecież nikogo z Warszawy nie znam. Przyglądał się jakby mnie znał. A nie znał. Chciał poznać. Oddalił się kilka metrów, potem te kilka metrów wrócił. Przywitał się po angielsku. Ja mu na to, sorry i don't speak english. Czy dam mu swój numer telefonu? Sorry, no! Tyle z naszej konwersacji.

     Po urlopach i włóczęgach, wróciłem do domu. Tak jak przed urlopem obiecałem, tak po urlopie zrobiłem - zaprosiłem Zahira. Dzwonił, pisał, pytał. To i ja musiałem zadzwonić, pisać i odpowiadać. Tak i tak dawno nie rozmawialiśmy. Tak i jeszcze dawniej się nie widzieliśmy. A tyle i tyle, czy też jeszcze więcej ma mi do opowiedzenia. Więc się spotkaliśmy. Co pijesz? On wino. On teraz fit chce być. Żadnej wódki, żadnych chipsów. A w ogóle, z racji wieku (trzy lata straszy ode mnie) to on  teraz tylko w koszulach. Jego instargram już nie sportowy. Już nie ma gym, teraz faschion. Wiesz Oskar, trzeba spoważnieć, mówi. Ja słucham. Wiesz, z racji wieku, z racji pracy. Styl, klasyka, fit jedzenie.
Dwa kieliszki wina mnie zmuliły, a on, że ja inny niż kiedyś. No inny zawtórowałem. Jakiś cichy jesteś. No cichy myślę, w monologu nie chcę przeszkadzać. Zmęczony, mówię. Wszystkim tak mówię, że zmęczony. Przeważnie wierzą. Często przytakują ze wspólczucia, że taki zmęczony.
Oszalał chłopina, gdy zobaczył na podłodze moją torbę L.Vuitton (pamiątka z Turcji) Podbiegł, prawie podfrunął i krzyknął, wyciągaj telefon i rób zdjęcia. Będzie na insta. No tak faschion przecież. Nie z tej strony, tylko tak, dyryguje mi. Jeszcze tak o, i tak! Jeszcze tu, i tak. Że niby coś w niej szukam, kumasz, że niby coś do niej pakuje, że niby... Boże, pomyślałem, jaki faschion.
Fason z tego faschion stracił w klubie. Wino na wódkę zamienił i fit jedzenie na darmowe chipsy.

     Siedziałem, przy stoliku. Drag Queen coś tam na scenie próbuje. Nie wychodzi jej. Myślę sobie: dobry Boże, trzeba wiedzieć kiedy i jak ze sceny zejść. Nie chodzi o to, że źle. Publika była, tańczyli, śpiewali. Tylko lepiej było z tej sceny zejść, a nie z niej się staczać. 
Obok mnie przeszedł pan z supermarketu. Już nie pan, jesteśmy na Ty. Na instagramie mnie znalazł, wymieniliśmy się wiadomościami. Kiedyś to on był służbista. Dzień dobry, jeśli zbiera pan punkty, prosze tu kartę przyłożyć. Płatość kartą? To prosze tam włożyć. To ja tu przykładałem, tam wkładałem, dziękowałem i wychodziłem. Jak już się znaliśmy, to więcej mówił, nie tylko tu przyłożyć, tam włożyć. Często pytał, co u mnie.
     Gdy mnie zobaczył (zamglonymi oczami, dodam) złapał dłońmi mą twarz i dał buzi w usta. Jego śmiałość mnie zaskoczyła. Rozmawialiśmy chwilę. Dołączył Zahir. Ledwo stojący na nogach, pan z supermarketu powiedział szeptem coś do Zahira. Raczej nic fajnego, bo ten uniósł głowę i odszedł w stronę baru. Spojrzałem na kolegę uniosłem ramiona i poszedłem za królem faschion. Chciał tańczyć. Stałem z nim na parkiecie, ruszyłem nawet biodrami, to w lewo, to w prawo, ale szybko mi się odechciało. Zmęczony jestem, mówię. Uwierzył, przytaknął ze współczuciem i pomachał na porzegnanie. Zadzwonię, napiszę, krzyczał.



niedziela, 22 września 2019

Uczucie

Kres

miłość, gejowskie opowiadania, zraniona miłość
Zdjęcie: Opracowanie własne*, zakaz kopiowania 



"(...)zabiłem 4 muchy. Cholera śmierć czai się wszędzie."

Charles Bukowski - SZMIRA

     Boję się. Chyba wszyscy mamy strach przed śmiercią. Strach przed śmiercią, która jest nie unikniona.
     Umierają ludzie, młodzi i starzy. Kwiaty. Marzenia. Nadzieja, chociaż ta podobno umiera ostatnia. Umiera wszystko. Umarło chyba i to.
     Nie spodziewałem się. Nikt nie mógł się spodziewać. Mam wrażenie, że umarło z zaniedbania. Nie było karmione. Nie było pielęgnowane. Potraktowane zostało jak codzienność. Jak by fakt, że było, miało oznaczać, że na zawsze już będzie. Takie Ever-forever. Ale tak się nie stało. Nie tym razem. Nie w tym przypadku.
     Jest pustka. Jest lęk. Jest obojętność. Jest nicość. Są też łzy. Jest i ból.
Nie pogodzenie się z faktem dokonanym. Nie ma już nic.
     Minie czas żałoby i powinno być dobrze. Zawsze prędzej czy później jest dobrze. Zawsze jakoś jest.
     Inny dzień. Nie lepszy, nie gorszy. Tamtych dni już nie będzie. Mineły jak mija wszystko. Boje się tych dni. Boje się tych nocy. Boje się.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...