Translate

Poznajmy się :)

czwartek, 27 sierpnia 2020

Zbłądziłem

Amnezja

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania 


     W takich krajach jak Hiszpania, Holandia, czy daleki Nowy Jork jest wiele gejowskich klubów, w których można przeżyć niezapomniane wrażenia. Głośna muzyka, drinki z palemką i zabawa do rana. Ale jestem tu w Niemczech. Mamy Berlin, Düsseldorf czy Köln. Właśnie w tym trzecim mieście spontanicznie miałem spędzić szalony weekend.

Zaczęło się dość niewinnie.
     To było zwykłe sobotnie przedpołudnie. Ubrany w same "śpiochowe" bokserki stałem w sypialni przed szafą z ubraniami. Chciałem wyjść na miasto, połazić, może jakieś małe zakupy i później obiad czy kawa na mieście.
Właśnie wtedy gdy przeglądałem moje ubrania uświadomiłem sobie ile mam nowych rzeczy, których jeszcze nie nosiłem. Kupowałem i od razu wrzucałem do szafy. Muszę przyznać, że w ostatnim czasie nigdzie nie wychodzę. Żadne imprezy, towarzyskie spotkania. Nic. Trochę mnie to przeraziło. Jestem za młody na emerytalne życie !
Usiadłem na łóżku i zadzwoniłem do Zahira (więcej o Zahir )
Zahir to mój znajomy od imprez i tego typu wyjść. On zna wszystkie dobre kluby i dyskoteki, barmanów i ochroniarzy. Stąd też wejściówki czy drinki mieliśmy najczęściej za darmo!
Już po dwóch sygnałach usłyszałem jego głos !
- Hey Bitch! ( w tym momencie zawsze przewracam oczami) Co tam? Dawno się nie odzywałeś! Powinniśmy się spotkać !
Kiedy tak mój kumpel tworzył monolog, ja próbowałem coś dodać od siebie. Faktycznie, ostatni raz widzieliśmy się pół roku temu (Link do postu) na jego imprezie urodzinowej.
- Tak wiem, dlatego też dzwonię! Może wyjdziemy gdzieś dziś wieczorem ?
-O! Pewnie, ale nie do tej naszej speluny, remizy - parsknął głośnym śmiechem. Tam się nic nie dzieję, no chyba, że chcesz się sprzedać. (link 1, link 2, link 3 )
To fakt! Jak ostatnio byłem w naszym miejskim gejowskim klubie, atmosfera była mdła. To burdel!
Nie oceniam tego zachowania, ale kiedyś przychodziło się tam by potańczyć. Dziś parket jest pusty. Są dwa obozy; Ci, którzy płacą za seks i ci, którzy się sprzedają. To nie dla mnie! (link)
     Propozycja była taka by pojechać do Köln (Kolonia).(Kolonia- Niemiecka stolica gejów) Zgodziłem się !

     To była okazja by ubrać się w coś, co było nowe a mimo wszystko zalegało kurzem.
Czarne krótkie spodenki, szary Tank Top,  skórzana opaska na ręce. To był mój strój na dzisiejsze party!
     Około godziny 23 byliśmy w już w Köln. Ruszyliśmy od razu w stronę popularnego klubu ExCorner.
Mała knajpa, ale bardzo przyjemne miejsce. Można sobie usiąść, coś zjeść małego a wieczorem bawić na parkiecie.

     W klubie już było kilka osób, my zamówiliśmy drinki i usiedliśmy na parapetach przyglądając się najpierw towarzystwu.
Rozmowa między nami toczyła się jak zawsze o niczym szczególnym. Był ponownie poruszony temat mojego rozpadu związku z Mr. Bigem (link). Zahir bardzo dużo opowiadał mi również o swoich seksualnych przypadkach. A to kilka randek z kolesiem z Gayromeo, a to seks zaraz po siłowni w samochodzie i gdy tak zagłębiał się w swoje historie zauważyłem, że dwóch młodych łepków stojących przy barze przyglądało się nam. Kiedy szturchnąłem łokciem mojego kolegę by spojrzał w kierunku baru, jeden z tych dwóch uniósł rękę z drinkiem proponując wspólny toast. Odwzajemniłem gest.
Chwilę później staliśmy już we czwórkę rozmawiając, śmiejąc się i zamawiając kolejne szklanki z alkoholem, które zdążyły już uderzyć mi do głowy. Dwaj nowi towarzysze to Mark i Hasan. Pochodzą z Syrii. Mają po dwadzieścia trzy lata i mieszkają w Niemczech od trzech lat.

     Kiedy z głośników po tanecznych kawałkach zarzucono wolny utwór Mark, zaproponował mi wspólny taniec. Nie lubię wolnych tańców, są jak dla mnie intymne. Ale zgodziłem się.
Na początku kołysaliśmy się z lewej na prawą stronę ciągle patrząc sobie w oczy. Nikt nikogo nie dotykał. Po krótkiej chwili to on dłonią przejechał po moim ramieniu, wtedy ja zagarnąłem go ręką w pasie i przybliżyłem do siebie. Jego ciało ocierało się o moje. Ręce położył na moich ramionach, ja jedną dłoń na jego pośladkach.
Czas leciał, alkohol lał się strumieniami. Jak nie tańczyliśmy na parkiecie, to znowu zamawialiśmy coś przy barze. Trzymałem go w objęciach. Chłopak wyglądał na zadowolonego. Całowaliśmy się też.

     I stało się. Nadszedł czas otrzeźwienia. Otworzyłem oczy i ujrzałem sufit. Nie mój sufit.
Uświadomiłem sobie, że nie jestem u siebie w domu. Przez moment nie mogłem skojarzyć co się stało i gdzie jestem, do tego niesamowity ból głowy.

     Na mojej klacie leżał on. Wtulony we mnie. Wtedy sobie wszystko przypomniałem. To znaczy, skojarzyłem teraz, że ten młody chłopak w łóżku to Mark, a to musi być jego mieszkanie.
Jak się tu znalazłem tego już nie byłem w stanie sobie przypomnieć. Aczkolwiek teraz górę wzięło to by skorzystać z toalety. Pęcherz cisnął. Odsunąłem młodego na bok, tak by go nie obudzić i sam pomału wstałem z ... no właśnie. To nie było łóżko. To były dwa materace nałożone na siebie. Rozejrzałem się dookoła. W pokoju panował chaos. Biurko, a na nim sterta książek i papierów. Jakaś komoda z telewizorem i kartony, a na nich ubrania. Na podłodze tuż obok mnie leżało jeszcze więcej ubrań, stary karton od pizzy i dwie zużyte prezerwatywy. Wow pomyślałem. Niczego nie pamiętam. Mieliśmy seks? Zadałem sobie retoryczne pytanie. Kiedy zsunąłem z siebie kołdrę, zauważyłem, że jestem nagi. Najwyraźniej tak, mieliśmy seks. 

     Wstałem i ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu łazienki. Otworzyłęm drzwi od pokoju i zaraz naprzeciwko były małe wąskie drzwi, to musiała być toaleta. Idę przez korytaż i naglę słyszę hórem "hallo" odwracam się w stronę skąd dochodziły głosy. To było dwóch chłopaków siedzących przy stole z kubkami kawy czy herbaty w rękach. Nim odpowiedziałem "hallo" przez chwilę stałem tak wpatrzony w  nich i myślałem, Co tu kurwa się dzieje ?!.
     Kiedy spostrzegłem ich wzrok skierowany na moje podbrzusze przypomniałem sobie, że jestem nagi. Uśmiechnąłem się, powiedziałem krótkie "hi" i zniknąłem za drzwiami toalety.
     Na wieszaku obok umywalki wisiał mały brązowy ręcznik w białem kropki. Był za krótki by się nim owinąć ale wystarczający by zakryć przyrodzenie w drodze powrotnej. Chociaż i tak już wszystko widzieli.
Wszedłem z powrotem do sypialni i oznajmiłem Markowi, że w kuchni są jacyś kolesie. On odrzekł, że to jego dwaj współlokatorzy. Jeden z nich był z nim wczoraj w klubie. Rozejrzałem się dookoła i postanowiłem, że muszę stąd spadać. Zacząłem zbierać moje rzeczy z podłogi i się ubierać. Mark mówił w międzyczasie, że powinienem zostać, zjeść śniadanie, spędzić z nim jeszcze ten dzień, że seks był zajebisty, że fajnie całuje i chciałby utrzymać ze mną kontakt.
     Moje myśli były zajęte sprawdzaniem czy wszystko mam. Klucze od mojego domu, portfel, telefon, na którym pojawiło się dwadzieścia nieodebranych połączeń od Zahira. Właśnie! Pomyślałem, gdzie on kurwa jest ?!

     Zbiegając z klatki schodowej próbowałem się do niego dodzwonić. Bezskutecznie. Oprócz nieodebranych połączeń, miałem też kilka wiadomości "Oskar, gdzie jesteś", "Oskar odezwij się", "Jestem w domu, daj znać". Dzwonić nie było sensu, napisałem tylko, że jestem w drodze do domu.
Wyszedłem z klatki schodowej i dopiero po kilku minutach zorientowałem się, że nie wiem dokąd idę. Po prostu szedłem. Stanąłem na chwilę, rozejrzałem się dookoła i uświadomiłem sobie, nie wiem gdzie jestem. Zbłądziłem.

    Za pomocą telefonu, znalazłem drogę do Dworca kolejowego. Wróciłem do domu i poszedłem spać. Marek napisał mi kilka wiadomości, na które ja już nie reagowałem. Czas odespać zwariowany weekend.

   



poniedziałek, 27 lipca 2020

Nie moja historia cz. 2

Nowy świat

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania 




     Poszedłem do parku niedaleko miejsca gdzie mieszkałem. Zarzuciłem linę,  którą zdążyłem zabrać z garażu ojca, na gałąź i wiązałem pętle na szyi.
Ilu takich młodych ludzi, odebrało sobie życie, bo są tacy jacy są? (Śmierć Dominka- link)
Niscy, wysocy, grubi chudzi, geje, czy lesbijki. To są powody by móc kogoś skrzywdzić.

     Gdy już miałem zakończyć moje życie, jakże młode życie, powstrzymał mnie od tego jeden ze znajomych, który akurat tamtędy przechodził.
Co by się stało, gdy przechodził tamtędy dziesięć minut wcześniej albo później ?
Chłopak zaprowadził mnie do siebie do domu. Mogłem tam zatrzymać się na kilka dni.
Nie miałem planu, nie miałem nic.
Po pewnym czasie udało mi się spotkać z Bartkiem, który wrócił z wakacji.
To już nie był ten sam chłopak. Nie bardzo chciał ze mną rozmawiać. Wykrztusił tylko z siebie, że nie może być ze mną, gdyż nie chce zawieść swoich rodziców i odszedł, życząc mi tego samego.
Bartek wyglądał na zmęczonego psychicznie. Mogę się tylko domyślać przez co musiał przejść.

     Około tygodnia po spotkanie z Bartkiem poszedłem do rodziców, oznajmując im, że się zmieniłem, że jestem "normalny" i będzie tak jak oni chcą.

     W wieku dwudziestu jeden lat moi rodzice mogli zobaczyć syna na ślubnym kobiercu. Tak, poznałem dziewczynę i postanowiliśmy się pobrać. Trzy lata po tym jak zostałem wyrzucony z domu. Trzy lata po tym jak mnie pobili za to, że jestem gejem. W dzień ślubu nie było o tym mowy, cieszyli się z mojej zmiany. Stałem się taki jakiego chcieli. Jak kukiełka w teatrze. Ciągany w te strony, tak aby oni czuli się ze mną dobrze, nie ja sam ze sobą. (link- Nie jestem juz gejem)

     Moje życie nie wyglądało wtedy jak w bajce. Na siłę pchałem się w schemat, w który nie pasuję. Myśli o facetach towarzyszyły mi praktycznie zawsze. Tu nie chodziło tylko o seks, ale bliskość. Natury nie oszukasz.
     Tak czy inaczej chwilę po ślubie, moja żona Julia urodziła nam śliczną córeczkę, którą nazwaliśmy Blankę. Na początku było wszystko dobrze, pomijając fakt, ukrywania tego kim jestem. Aczkolwiek wtedy stałem się mężem i ojcem. Musiałem się zmienić. Nie było czasu by myśleć o swoich pragnieniach czy potrzebach.
     Małżeństwo nie przetrwało. Rozstaliśmy się zaledwie kilka miesięcy po tym jak powiedzieliśmy sobie "Tak,  w chorobie i zdrowie, w szczescie i nieszczęsciu".

     Cały teatr zwyczajnie mnie przerósł. Czułem się z tym wszystkim źle, nie swój. Wiedziałem, że nie mogę z nikim o swoich problemach rozmawiać. Nauczony tym co przeszedłem w młodości, zachowałem wszystko dla siebie. Ucieczkę od rzeczywistości znalazłem w alkoholu i narkotykach.
W takie towarzystwo łatwo się wkręcić. Wszyscy tam są zrujnowani w jakiś sposób. Szukając ucieczki zapomnienia czy akceptacji. W takim towarzystwie każdy ma swoją przeszłość, a poprzez wspólne libacje alkoholowe czy zażywanie narkotyków pozornie czuje się człowiek szczęśliwy a przynajmniej nie samotny. W taki sposób bardzo łatwo jest zagłuszyć swoje prawdziwe ja. Seks z przypadkowo poznanymi dziewczynami miał pomóc mi od zagłuszenia w sobie mojego homoseksualizmu.

     Jedna z dziewczyn, z którą nawiązałem bliższy kontakt, zaszła w ciąże. Postanowliśmy skończyć z życiem na marginesie. Musiałem wziąć odpowiedzialność za Anetę, bo tak nazywa się ta dziewczyna i przyszłe dziecko.
     Kolejna próbo rozpoczęcia nowego przedstawienia w życiu.
Spektakl pod tytułem "Małżeństwo z razsądku część 2" trwał prawie dwa lata. Żona wraz z synem Dacjanem wyprowadziłą się do nowego faceta. Ja zostałem sam. Znowu sam.

     Nowy świat, który zbudowałem na potrzeby akceptacji rodziny rozpadł się. W takich sytuacjach człowiek, traci siłę i wiarę w cokolwiek. Robiłem co mogłem by wpasować się w ramy oczekiwań społeczeństwa. Robiłem co mogłem by uszczęśliwić rodziców. Nie zrobiłem nic by choć trochę uszczęśliwić siebie (link)
Często obwiniałem siebie za błędne decyzje. Za to, że małżeństwo jedno czy drugie się rozpadło, ale pewnego dnia naszła mnie myśl.
Czy moje życie nie potoczyło by się inaczej gdybym został zaakceptowany przez rodziców?
Gdyby rodzice zamiast mnie pobić wzieli by mnie w ramiona i powiedzieli "Jesteś naszym dzieckiem, kochamy Cię takim jakim jesteś"?
Nie zrobili tego.

     Potrzebowałem wiele czasu by dojść do siebie. Zrozumieć, że nie mogę żyć zadowalając innych a przy okazji ich raniąc. Nadszedł czas by móc powiedzieć "Jestem tym kim jestem i jest mi z tym dobrze".
Minęło trochę czasu zanim zacząłem spotykać się z facetami. Wszystko było owiane tajemnicą.
Po pewnym czasie pojawił się ktoś. Po kilku randkach postanowiliśmy razem zamieszkać. Na początku było pieknę. Czas niestety pokazał, że był to związek bez przyszłość. Przez przypadek poznałem kolejnego typa, nazywa się Dominik. Już przy pierwszym spotkaniu czułem, że to ten facet. Miłość od pierwszego wejrzenia. Jakkolwiek to banalnie brzmi, ale tak było.
Nauczony doświadczeniem, myśl o wspólnym mieszkaniu nie była łatwą decyzją. Ale jak budować związek nie chcą w niego zainwestować? Nie można tak.
Zamieszkaliśmy razem i tej decyzji nie żałowałem. Tej decyzji nie żałuję do dziś.
   
     W moim życiu, dziś z perspektywy trzydziestoparolatka, mogę powiedzieć, że przeszedłem przez wiele cięzkich momentów. Wielu z tych problemów mógłbym uniknąć. Ale cofnąć czasu nie mogę. Myślę sobie, że z moim coming outem (link Coming out cz. 1, cz 2. cz 3 ) mogłem poczekać aż będę samodzielny finansowo. Dzięki temu uniknął bym tych wszystkich nieprzyjemności. Pewnie też nie zraniłbym tych dwóch kobeit.
Mam nadzieję, że najgorsze mam już za sobą.
Robię wszystko by to co zostało po drodze zniszczone naprawić. Mam bardzo dobry kontakt z moimi dwiema ex żonami. Mam dobry kontakt z dziećmi co było i jest dla mnie priorytetem.
Zapytalibyście o rodziców ! Rodzice w końcu zaakceptowali mnie takiego jakim jestem.
A mój związek z Dominikiem ? Od 2019 roku jesteśmy małżeństwem. Zawarliśmy związek Humanistyczny.
Mógłbym dodać, że w końcu w moim życiu zaświeciło słońce. Piękny HAPPY END.  Aczkolwiek moje życie jeszcze się nie skończyło. Życzę sobie wielu piękny chwil.
Wam też tego życzę.
Jarek




***KONIEC***

Część Pierwsza- link


     Dziękuję Jarkowi (link do instragrama Jarka) za chęć wzięcia udziału w projekcie
" Niemoja historia".
Dziękuję przede wszystkim za zaufanie i szczerość by podzielić się z nami swoją historią.


czwartek, 9 lipca 2020

Nie moja historia cz.1

Niemy krzyk rozpaczy

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania 



     W czerwcu tego roku, na moim blogu pojawiła się recenzja książki M. Szydlaka "W mojej krwi" (link- do recenzji książki).
Wspominam o tym, ponieważ pod jednym z moich postów pewien czytelnik opisał w kilku zdaniach swoje doświadczenia, po tym jak oznajmił, że jest gejem.
Jarek, bo tak ma na imię chłopak, który podzielił się ze mną swoją historią, zarówno jak i Bartek bohater powieści "W mojej krwi" mają ze sobą wiele wspólnego. Z tym, że opowieść pierwszego to nie fikcja literacka.

"Ja nie eksperymentuje, jak ty to nazywasz. Ja się taki urodziłem, to jest w mojej krwi."*

     Mam na imię Jarek. W wieku ośmiu lat został zmuszony do seksu oralnego przez piętnastoletniego kolegę z podwórka. Tak naprawdę, na tym, mógłbym już zakończyć. Co więcej trzeba?! To i tak za dużo jak na ośmiolatka, ale nie! Moje życie przewidziało dla mnie jeszcze więcej doświadczeń.
   
     Jak większość chłopaków w młodym wieku zacząłem interesować się poznawaniem swojego ciała. Wraz z kilkoma innymi kolegami, w tym również z powyższym wspomnianym chłopakiem, spotykaliśmy się, na tak zwane niewinne pokazywanie swojego ciała. Większość z nich miała starsza ode mnie o kilka lat i mieli już dziewczyny, ale nie byli doświadczeni, czy też gotowi na pierwsze kontakty seksualne.
Podczas jednych z takich spotkań doszło do tego incydentu. Działo się to w garażu tego kolegi. Kiedy reszta chłopaków rozeszła się do swoich domów, Robert, bo tak miał na imię, chciał bym został. Zostałem więce. Nie bardzo wiedziałem po co, ale zrobiłem jak kazał. Robert wyciągnął penisa i kazał mi wziąć go do buzi. Nie chciałem, ale wtedy on zaczął być agresywny. Groził mi, że powie moim rodzicom. Przerażony tą wizją, poprostu to robiłem.
Bałem się, ale czy wtedy miałem inne wyjście ?
Po tym zdarzeniu już nigdy więcej nie przyszedłem na te spotkania.

     Kiedy byłem już nastolatkiem interesowałem się dziewczynami. Można by rzec byłem nawet z kilkoma w związku. Nic powaznego, zwykłe trzymanie się za ręce, pocałunki.
W liceum coś się zmieniło. Poznałem chłopaka z innej klasy. Bartek ma na imię. Spostrzegłem, że lubię go bardziej niż innych kolegów. Czułem się bardzo dobrze w jego towarzystwie. Byłem nim zauroczony. Wydawało mi się to abstrakcyjne, gdyż oboje wtedy mieliśmy dziewczyny.
Znajomość z Bartkiem czy też uczucia, które się narodziły spowodowały, że zacząłem o sobie myśleć inaczej niż do tej pory. Pewnego razu uświadomiłem sobie, że jestem gejem.

     Ramy, w które próbowałem się wpasować ze względu na presję otoczenia, nie były moimi ramami.
     Pochodzę z małej miejscowość. Pojęcie gej nie było znane. Za to pedał już tak. Brak akceptacji dla osób innych niż większość była codziennością. Każdy powód do obelg był dobry. Chudy, gruby, niski, wysoki, rudy, blondyn, nie ważne! Ważne, że inni mają radochę z tego by ci dokopać.
Wiedziałem, że to nie czas by żyć po swojemu. (link-Życie geja na wsi))
     Dopiero po skończeniu szkoły średniej, kiedy zacząłem pracować i studiować jednocześnie, postanowiłem założyć sobie konto na portalu gejowski. (link- Blog o Fellow.pl)
Zacząłem dbać o siebie. Schudłem, kupowałem sobie modne ubrania i chyba przez te wizualne zmiany, zrobiłem się pewniejszy siebie. (link- Bądź sobą ).

     Pewnego dnia, pośród innych wiadomośc od chłopaków na profilu Fellow.pl była wiadomośc od Bartka. Oboje nie mogliśmy uwierzyć, że po takim czasie ponownie mamy kontakt ze sobą. Tym razem w innych okolicznościach.
Umówilismy się na spotkanie. Zaiskrzyło między nami od razu. Świetnie się dogadywaliśmy. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. To był mój pierwszy raz z chłopakiem. Pierwszy raz miałem seks opatrzony miłością.
Znajomość, czy też już pierwszy związek z chłopakiem tknął mnie by powiedzieć o tym rodzicom. Byłem szczęśliwy. Mógłbym to wykrzyczeć całemu światu.
Po rozmowie z mamą, która przyjęła to bardzo dobrze, aczkolwiek kazała wstrzymać się od informowania o tym ojca, sądziłem, że świat stoi dla nas otworem.

     Właśnie wtedy, gdy wydawało mi się, że wszystko jest tak jak można było sobie wymarzyć, mój świat runął w gruzach. Kiedy Bartek z rodzicami wyjechał na wczasy, ja przechodziłem przez piekło.
To był zwykły letni wieczór, który spędzałem w domu. Nagle rodzice weszli do mojego pokoju i zaczęli na mnie krzyczeć!
Nie wiedziałem jak zareagować. Nie rozumiałem dlaczego i skąd taka nagła zmiana.
Stałem i patrzyłem na rodziców, którzy machają rękoma i krzyczeli, że nie chcą mieć syna pedała, że powinienem mieć żonę i dzieci, że mam być normalny. Wtedy pierwszy raz dostałem w twarz od mamy. Nie rozumiem dlaczego. Patrzyłem na rodziców, którzy jeden po drugim podnosili na mnie rękę uderzając gdzie popadnie.
Ludzie, którzy dali mi życie. którzy są mi najbliżsi zadają mi ból. Spoglądam na ich rozwścieczone twarze i nie widzę w nich miłości.
Czym ja zawiniłem?
Ja się taki urodziłem!
To nie był mój wybór!
Ból, rozczarowanie, niemoc. Różne myśli przechodziły mi przez głowę. Aczkolwiek nie było możliwości jakiegokolwiek dialogu, czy próby wyjaśnienia. Zawiodłeś nas, słyszałem. Nie chcemy syna pedała, krzyczeli.

     Dziś z perspektywy trzydziestoparolatka wiem, że byłem bez szans. W latach 90-tych nikt nie mówił, o tym, że bycie osobą homoseksualną to coś normalnego. Zresztą teraz w XXi wieku są ludzie, którzy mówią, że nie jesteśmy ludźmi, tylko ideologią. Zakazują edukacji seksualnej. Księża porównują nas do zarazy.
     Nasi rodzice siedzą przed telewizorami i słuchają tej propagandy. Ręce przed Bogiem składają, a nie mają wystarczająco dużo miłości dla swego dziecka a co mówić o miłości do bliźniego.

      Czy moi rodzice wchodząc wtedy do mojego pokoju, bijąc mnie, wyzywają zdawali sobie, sprawę, ze to może oni mnie zawiedli a nie ja ich ? (link-Akceptuj siebie)
Ja urodziłem się gejem. Jedyne czego od nich oczekiwałem to poprostu miłości rodziców do dziecka.
Za dużo ?
To oni dali mi życie. To oni nosili mnie na rękach. To oni patrzyli jak stawiam pierwsze kroki, czy cieszyli się z osiągnięć w szkole. Dziś byłem tym kim należy gardzić. Kimś kogo można pobić.
Tak jak dom powinien być miejsce schronu dla każdego, oazą, tak mój dom przestał być moim domem. Rodzice kazali mi wyjść i nie wracać.
Tak jak stałem w pokoju, osiemnastoletni chłopak, wyszedłem z domu. Bez pieniędzy, bez jedzenia, bez perspektyw.
     Poszedłem do parku niedaleko miejsca gdzie mieszkałem. Zarzuciłem linę,  którą zdążyłem zabrać z garażu ojca, na gałąź i wiązałem pętle na szyi.
Ilu takich młodych ludzi, odebrało sobie życie, bo są tacy jacy są?
Niscy, wysocy, grubi chudzi, geje, czy lesbijki. To są powody by móc kogoś skrzywdzić.
Niemy krzyk rozpaczy...

Ciąg dalszy nastąpi ...
Cz. 2 -link



Zobacz również- Inna historia
Instagram Jarka.- Link

*Cytat z książki M. Szydlaka "W mojej krwi"


środa, 17 czerwca 2020

I kto tu jest ciotą ?

Sekret

Oskar gej w mieście, gej blog, gejowskie opowiadania, pierwsze raz geja, gej blogi
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania
 


     To było jakieś dwa tygodnie temu. W sobotni wieczór spędziłem w domu. Zapaliłem świece w salonie, włączyłem ballady Madonny i przeglądałem sobie stare zdjęcia w albumie.
Wspominałem sobie dzieciństwo ale też ostatnie lata. Podróże, spotkania ze znajomymi. Łezka zakręciła się w oku. A ja, tymczasem siedziałem w pustym mieszkaniu. Jak życie potrafi być przewrotne. Wszystko może się zmienić nim człowiek zdąży się zorientować.

     Kiedy tak myślami błądziłem w wspomnieniach do świata teraźniejszego sprowadziła mnie wiadomość. Wiadomość z portalu randkowego.
Pewien  trzydziestosiedmioletni chłopak bez zdjecia twarzy zapytał co u mnie. Nic u mnie, pomyślałem. Siedzę w pokoju z drinkiem w ręku i przeglądam zdjęcia, czytam pozdrowienia z kartek pocztowych.. Oczywiście tego mu nie napisałem. Odpowiedziałem, że nic specjalnego.
Od wiadomości do wiadomości spędziłem wieczór na wirtualnym kontakcie.
Po kilku wymienionych zdaniach facet wysłał mi swoje zdjęcie. Przystojny. Szatyn z zaczesanymi włosami na prawy bok. Około metra osiemdziesięciu wzrostu, normalnej budowy. Miły i zabawny.

     Mark, bo tak nazywa się nowo poznany chłopak zasugerował mi, że nie jest z "towarzystwa branżowego". Prosił o dyskrecję. Trochę mnie to zdziwiło. Rozumiem, że jest spoza "towarzystwa" ale dyskrecja?
Tym określeniem dał mi do zrozumienia, że nie jest wyautowany.
Mieszkamy w Niemczech, a nie w Polsce, nikt tu ludzi nie dzieli no gorszy i lepszy sort. Mamy XXI wiek, ale cóż uszanowałem jego prośbę.

     Umówiliśmy się na spotkanie już następnego dnia. Zwykła kawa w jednym z lokali na przedmieściu.
Bardzo miło spędziłem czas, a chłopak sprawiał wrażenie, miłego i rozsądnego typa. Po spotkaniu w kawiarni liczyłem na rozwinięcie sytuacji, ale chłopak zwinął się do domu, tłumacząc się, że mam sporo zajęć.
Na początku pomyślałem, że typ dał mi kosza, ale wieczorem podziękował za spotkanie i wspomniał, że fajnie będzie jeśli spotkamy się ponownie.
Na kolejną randkę umówiliśmy się u mnie  w domu. Zanim doszło do spotkania, wymienialiśmy się wiadomościami. Nie był zbyt aktywny, szczególnie wieczorem. Mark tłumaczył się dużą ilością pracy i że wieczorami jest zwyczajnie wyczerpany. Jedynie czego pragnie to łóżko i sen. Rozumiem.
Chociaż pewna rzecz nie dawała mi spokoju. Być może jestem zbyt ciekawski, ale Mark owiany był jakąś tajemnicą. Niewiele mówił o swoim życiu prywatnym. W ogóle niewiele mówił o sobie. Chociaż tematów nam nie brakowało.
Na druga randkę przygotowałem przekąski, coś do picia i kilka filmów, komedie i horrory.
Miałem nadzieję, że wieczór skończy się następnego dnia nad ranem.
   
     W połowie pierwszego filmu i wypiciu dwóch drinków Mark zaczął mnie całować, a kiedy zorientował się, że bardzo mi się to podoba zaczął rozpinać mi spodnie.
Seks był genialny. Jeden z ostrych i szybkich numerów. Sądziłem, że po prysznicu dokończymy wieczór. Niestety nie! Mark oświadczył mi, że musi wracać i ponownie tłumaczył się pracą.

     Kolejne dni jak zawsze od rana do godzin popołudniowych wymienialiśmy się wiadomościami. Coraz bardziej byłem do niego przekonany. Podobał mi się i z tego co on mi mówił, czy pisał, ja również byłem w jego typie.
Z pewnością to za wcześnie na takie określenia, ale, kiedy byliśmy razem, chociaż to były zawsze krótkie spotkania, odnosiłem wrażenie, że jesteśmy bratnimi duszami.

     W ostatnią niedzielę, czekałem na niego w domu, gdyż ponownie mieliśmy spotkać się u mnie.
Nie pojawił się. Wysłałem kilka wiadomości, aż w końcu zadzwoniłem. Raz drugi, ale nie odbierał.
Sprawa była dla mnie oczywista. Nie przyjdzie i nie ma co liczyć na rozwój sytuacji. Widocznie go przeceniłem.
Mark nie przyszedł ale w godzinach nocnych dostałem wiadomość. Wiadomośc z telefonu Mark "Zostaw Mark w spokoju. Czy wiesz o tym, że on ma żonę i dwójkę dzieci? Odpierdol się od niego!!!!!! On nie jest ciotą jak ty".
   
    Będąc już w łóżku patrzyłem się na wyświetlacz telefonu i musiałem wielokrotnie przeczytać tę wiadomość nim dotarła do mnie jej treść.
Mark ma żonę. Żonę i dzieci. Zrobiło mi się przykro. Poczułem się oszukany, ale po chwili dotarło do mnie jak z tym wszystkim musi czuć się jego żona.
Żyję ze świadomością, że jej mąż jest gejem?
Jakie to przykre. Szkoda mi zarówno tego faceta, który jak widać nie odważył się żyć własną drogą. Przykro mi z powodu jego rodziny. Kobieta i dzieci potraktowane przedmiotowo. Przykrywka, by ukryć to, kim jest naprawdę.
Czy naprawdę nie ma innego rozwiązania, jak tylko wykorzystać inne osoby?
I kto tu jest ciotą ?

     Mark już się do mnie nie odezwał. Nawet gdyby próbował nawiązać kontakt to byłoby to nie efektowne. Wieczór spędziłem relaksując się przy książce.




niedziela, 7 czerwca 2020

W mojej krwi

Marek Szydlak

źródło- instagram



"Uświadomiła mi, że nie mam się czego wstydzić. Bycie gejem nie jest niczym złym i nie musze przy niej udawać kogoś, kim nie jestem. Szkoda, że tego samego nie mogłem powiedzieć o rodzicach i reszcie świata"*


     Debiutancka powieść Marka Szydlaka "W mojej krwi" wpisuje się w kategorię książek dla młodzieży. Napisana prostym językiem, aczkolwiek niebanalna.
"W mojej krwi" to opowieść, która porusza, i z pewnością zostanie długo w pamięci czytelnika. Muszę przyznać, że czytając przeżycia głównego bohatera, niejednokrotnie uroniłem łzę.

   Głównym bohaterem powieści jest szesnastoletni Bartek, który wraz z rodzicami mieszka  w małej wsi niedaleko Wrocławia.
     Każdy z nas w wieku nastoletnim poznał co to jest zauroczenie. Kiedy to na widok pewnej osoby, serce bije szybciej, tak samo Bartek jak każdy inny nastolatek miewał stany zauroczenia. Był taki sam a jakby inny. Pewnego dnia młody chłopak uświadomił sobie, że podobają mu się mężczyźni.
Informację o tym, że jest gejem, przyjął ze spokojem i pełną akceptacją. Był świadom tego, że jego otoczenie czy najbliższa rodzina nie będzie już tak tolerancyjna.
Matka pomimo wyższego wykształcenia nie należała do osób, które akceptowały homoseksualistów. Podobnie jego ojciec, który wielokrotnie używał określenia typu "pedzio".
     Nastolatek zdaje sobie sprawę, że nie będzie mu w życiu łatwo. Mimo wszystko Marek Szydlak przedstawia głównego bohatera jako osobę, która za wszelką cenę chce kochać i być kochanym.
Ślepo wierzący w miłość Bartosz jest ofiarą swojej własnej naiwności.

     "W mojej krwi" śledzimy życie Bartka, który krok po kroku wchodzi w świat nieznany i niestety brutalny. Przy swoim boku ma jedyną przyjaciółkę Kasię, której też zwierza się ze swoich problemów. Jednak i tu pojawią się konflikty.
Bartosz przestał wierzyć w przeznaczenie i wziął los w swoje ręce. W poszukiwaniu drugiej połówki zalogował się na portal randkowy dla gejów.
     Czy pośród setek profili portalu społecznościowego znajdzie tego jedynego czy może los spłata mu figla i wymarzony książe stanie mu po środku drogi ?

"W moim życiu nie było miejsca na uśmiech, radość, nie wspominając już o miłości. Nie potrafiłem znaleźć ani jednego pozytywnego aspektu. Wszystko potoczyło się złym torem, z którego nie było powrotu"*

     "W mojej krwi" Marek Szydlak nie boi się pokazać świata takim jakim jest. Dla osób wrażliwych, zbyt brutalny. Dla ufających, zbyt zakłamany, ale taka jest rzeczywistość.
Jak w tym świecie odnajdzie się nasz główny bohater ?
Czy rodzice zaakceptują "inność" swojego syna?
Czy w końcu uda się Bartoszowi znaleźć chłopaka, z którym będzie chciał spędzić resztę swojego życia ?

     "W mojej krwi" to opowieść, którą polecam każdemu bez względu na orientację. Chociaż w tym przypadku poruszany jest temat osób homoseksualnych, to tak naprawdę z dyskryminacją spotykamy się na codzień też w innych płaszczyznach naszego życia.
Własnie o tym jest ta książka; o poznawaniu siebie, o lękach przed światem, który nie akceptuje odmienności. Ta książka, to opowieść o każdym z nas, gdyż każdy z nas przeszedł "swój kawałek drogi" zanim stał się tym człowiekiem jakim jest teraz.

     ""W mojej krwi" to optymistyczna historia(...), która ma dać innym nadzieję i wiarę we własne szczęście. To mój głos, w walce o tolerancję i akceptację" Napisał na swoim instagramie Marek Szydlak. (link do wpisu)



Marek Szydlak (ur 1989r.) od dziecka kochał zwierzęta, a w szczególności koty. Interesuje się psychologią. Introwertyk, melancholik i romantyk. Miłośnik seriali i muzyki.
"W mojej krwi" jest debiutem autora. 
Książka ukazała się 14 lutego 2020 
roku nakładem wydawnictwa NOVAE RES.

Facebook- Marek Szydlak 






* ** Cytaty pochodzą z książki W MOJEJ KRWI- M. SZYDLAKA

Zobazc również :
Ksiązki LGBT
Cz1
Cz2
Cz3
Cz4

piątek, 15 maja 2020

Miłość a orgazm

Powinienem mieć wyrzuty sumienia ?

oskar gej w mieście, gej opowiadania, gejowskie blogi, gejowskie fotki, gay chat
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



     To był zwykły niedzielny poranek. NIc nie zapowiadało tego co miało wydarzyć się w najbliższych dniach. Nawet fusy z porannej wypitej herbaty tego nie przepowiedziały. (Spokojnie, to tylko żart. Nie umiem wróżyć z fusów po herbacie, w ogóle nie umiem wróżyć).

     Po zjedzeniu śniadania wybrałem się na spacer do parku. Co chwilę mój telefon informował mnie, o przychodzących wiadomościach. Wiadomości z mojego gejowskiego portalu randkowego (link).
Kilka osób online. Kilka wiadomości w skrzynce odbiorczej.
Zacząłem odpowiadać na wiadomości, ale tak naprawdę tylko z jednym typem pisało mi się najlepiej. Szczupły blondynek. Młodszy ode mnie o osiem lat. Jak dla mnie za młody, ale jego poczucie humoru mi się spodobało. Nie był infantylny jak reszta, chociaż obojgu nam chodziło i seks spotkanie.

     Spotkanie odbyło się u niego w domu. Przytulna kawalerka na poddaszu.
Od przywitania się słowem "cześć" przeszliśmy od razu do pocałunków. Fajny chłopak pomyślałem i całkiem dobrze się całował. Zrzuciliśmy z siebie ubrania i on zaprowadził mnie do sypialni.
Seks z nim był ostry, chłopak uległy, ale nie zabrakło też czułości. Między nami była jakaś chemia. Nie tylko w seksie, ale podczas czatowania z nim dobrze się rozumieliśmy.
Tak czy inaczej, kiedy już po zabawach w sypialni i odświeżeniu się w łazience zbierałem się do wyjścia, młody zaproponował mi, bym spędził z nim wieczór oglądając jakiś film. Mam kilka piw w lodówce, usiądziemy, wypijemy, pogadamy, może być fajnie powiedział.
Mogłoby być, ale ja nie miałem w planach bliższej znajomości z nim, a tym bardziej wspólnego wieczoru.
Nie lubię zmieniać swoich planów. Moja spontaniczność polega na tym, że czasem kładę się dziesięć minut wcześniej spać. Po kilku namowach chłopaka i tak zatrzasnąłem za sobą drzwi.

     Po tym jak wróciłem do domu zapaliłem świece w salonie dla przyjemnego nastroju i zabrałem się za czytanie książki "W mojej krwi" Marka Szydlaka (link).
Co chwilę dostawałem wiadomości od tego młodego łepka. Na początku odpisywałem na kilka z nich ale później wyciszyłem telefon by móc spokojnie skupić się na czytaniu. Książka pochłonęła mnie całkowicie, że straciłem rachubę czasu. Było już kilka minut po pierwszej w nocy. Postanowiłem podziękować młodemu za spotkanie i napisałem wiadomość, że było miło.
Kiedy już leżałem w łóżku przyszła kolejna wiadomość. Blondynek podziękował również i dodał, że miło spędził ze mną czas i nie chodzi tylko o seks, ale ogólnie.
Co miałem więcej napisać ? Nic. Odłożyłem telefon na stolik nocy i po wszystkim.

     Przez kolejne dni dostawałem wiadomości z pytaniem; Co u mnie, co porabiam, jak mija mi dzień i kiedy znowu się spotkamy. Chciał umówić się ze mną na kolację, albo jakiś spacer w parku.
Umówiłem się z nim na kolejną sobotę.
     Irytowało mnie, a może raczej odpowiednie słowo byłoby niepokoiło mnie jego natarczywe zachowanie. Miałem wrażenie, że jest we mnie zauroczony, a mieliśmy spotykać się tylko dla przyjemnego spędzania czasu. Może nazwijmy to po imieniu, chodziło o seks.
Muszę przyznać, że nie jest to w moim stylu, ale po rozstaniu z moim chłopakiem (link), chcę robić głupie rzeczy, albo te, których do tej pory nie robiłem.

     Drugie spotkanie odbyło się ponownie u niego w domu. Tym razem chłopak zadbał o atmosferę. Przyciemnione światło, kilka świeczek. Miło.
Jak zwykle na początku pocałunki, zdejmowanie ubrań aby za chwilę wylądować w łóżku. Tym razem poszliśmy o krok dalej.
Kiedy pieściłem go oralnie on rzucił w moją stronę żel i prezerwatywy, które wyciągnął ze stolika nocnego.
Chłopak wił się i jęczał z rozkoszy. Nogi zarzucił na moje ramiona a nasze twarze były naprzeciwko siebie. Patrzył mi w oczy, chociaż co chwilę uciekał nimi w górę. Całowałem go w usta, całowałem go po szyi. Bywało namiętnie ale też i ostro. Brakowało nam tchu.
Gdy ja doszedłem w nim, a on spuścił się na swój brzuch, opadając z sił położyłem się obok niego.
Odwrócił twarz w moją stronę i przez chwilę patrzyliśmy na siebie bez słów.
Potem oczywiście zaczęliśmy się całować.
Chyba się w tobie zakochałem, powiedział. W tej chwili to nie było najlepsze co mógł powiedzieć. Sam czułem euforię po tym co zrobiliśmy, ale nie chciałem poddawać się chwili i emocjom. To nie miłość, to tylko seks pomyślałem. Odpowiedziałem, że musimy wziąć prysznic. Wstałem i ruszyłem w stronę łazienki.

     Kiedy po niezręcznej ciszy zbierałem swoje ubrania, on siedząc na łóżku, będąc jeszcze nagi, powtórzył, że jest we mnie zakochany. Spojrzałem na niego mówiąc, że to chyba za wcześnie na takie wyznania, że miło spędzam z nim czas, aczkolwiek myli pojęcia; to nie miłość, to orgazm.
Ciężko było mi to powiedzieć, ale chłopak potrzebował przysłowiowego "otrzeźwienia".
Po jego spojrzeniu wiedziałem, że moje słowa go zabolały.
Ale co miałem zrobić ?
Powiedzieć, ja ciebie też ?
Dać mu złudne nadzieje ?
Seks był super, ale to tylko seks. Ubrałem się i wyszedłem z jego mieszkania pozostawiając za sobą krótkie ciche "cześć".

     Nie wnikałem w to jak on się czuł. Nie chciałem tego wiedzieć. Pragnęłem tylko by wrócić do swojej codzienności. Chociaż w drodzę do domu, muszę przyznać, że analizowałem całą naszą relację. Od początku do końca.
Chłopak dawał mi sygnały, że interesuje się mną bardziej niż tylko kimś, kto miałby zapewnić mu orgazmy.
Powinienem wziąć odpowiedzialność za jego uczucia?
Chłopak ma dwadzieścia sześć lat, jest młody, ale czy ja w jego wieku zakochiwałem się tak szybko ?
Może też niesprawiedliwie go oceniam, sugerująć, że jest niedojrzały, a uniesienia erotyczne porównuje do miłości.
A może też w moim zachowaniu wypadałoby doszukiwać się przyczyny?
Ale co zrobiłem nie tak?
Zbyt dużo pocałunków?
Zbyt dużo pieszczot?

     Co miałem zrobić?
Wyjść z niego, rzucić prezerwatywą w kąt, wyjść z mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi ?
Nie spotkaliśmy się już więcej.
   


wtorek, 5 maja 2020

Wspomnienia

Zaległości

   
oskar gej w mieście, gej blog, gejowskie opowiadania
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



     "Ciekawe czy nasz przemarsz pozostawił ślad, choćby niewielki, na tej ziemi. Jak ludzie nas wspominają? Z czułością? Obojętnie? Czy w ogóle nas pamiętają, czy może czas zatarł nas całkowicie w ich umysłach ?"

(J.Harris- Brzoskwinie dla księdza proboszcza)


     To miał być zwykły spacer, żadna randka. Ani ja, ani chłopak z GAY ROMEO nie szukamy związków. Nie chodziło, też o seks. A tak ogólnie rzecz biorąc ten chłopak w tym co chce przekazać jest też bez większego znaczenia.

     Po tym jak kilka dni wymienialiśmy się wiadomościami na gejowskim portalu postanowiliśmy spotkać się. Umówilismy się na spacer do centrum.
Wzięliśmy kawę na wynos i ruszyliśmy w stronę centrum miasta.
Przechodząc obok chińskiej restauracji powiedział do mnie "Oskar! tam musimy kiedyś pójść coś zjeść".
Znam tę restaurację. Razem z Bigem (moim ex chłopakiem-link) bywaliśmy tam co poniedziałek.To był nasz rytuał.
     Spacerując z nowo poznanym chłopakiem przestałem skupiać się na rozmowie z nim a raczej na analizie moich myśli i wspomnień. Niespełna dwie godziny spaceru i każdy rozszedł się w swoją stronę.
To dziwne uczucie. Są miejsca, takie jak na przykład ta restauracja, które wiażą się z innymi ludźmi.
Mieliśmy swoją ulubioną restaurację. Mieliśmy ulubione miejsca na spacery, ulubione piosenki, filmy, wspólnych znajomych.
Teraz wszystko się podzieliło. Należy już do przeszłości. Ale wspomnienia zostaną. Nie da się ich wyrzucić, nawet tego nie chcę. Moje wspomnienia są częścią mnie. Po tych dziesięciu latach wspólnego życia mocno się zakorzeniły.
Kiedy przypadkiem tak jak podczas tego spaceru "natknę się" na coś co przywołuje wspomnienia muszę przyznać, że to dziwne uczucie. Nie chcę się w nie zagłębiać. Pomimo upływu już sześciu miesięcy zdaje sobie sprawę, że to temat jeszcze nie przepracowany. Ciągle coś zalega.
     Wspólni znajomi podzielili się na dwa obozy. Chociaż ja urwałem kontakt z większością nich. Chcę czegoś nowego. Chcę pójść inną drogą.

     Zorientowałem się, że moim problemem była próba ucieczki od wspomnień. Jak napisała to Regina Brett w książce "Bóg nigdy nie mruga" (link)Nie potrafimy zmienić przeszłości. Ale zmieniając swoją reakcję na jej okruchy, możemy zmienić teraźniejszość.
     Nie żałuję podjętych decyzji. Dobrze jest jak jest i mam nadzieję, że każdy z nas stanie na nogi.
Nie ma mowy na powroty, ale jak wspomniałem nie można i nawet nie chcę wymazać przeszłości. Trzeba nauczyć się z nią żyć i iść dalej.


"Nigdy mnie jednak nie spytała, co z nami będzie, jakby wiedziała, że nie ma na takie pytanie odpowiedzi, że przyszłości nikt nikomu nie może obiecać"
(W. Myśliwski- Ostatnie rozdanie")



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...